Holdcut
1. Włączcie myspace z linka wyżej, jest mocno sflashowany więc przejdzicie do AUDIO tam na górze
2. Holdcut, bo o niego rzecz się cała rozchodzi, jest młodym producentem/kompozytorem/whatever muzycznym. W tamtym roku wrzucił do sieci za darmo album "Inept Vision".
3. Inept Vision to coś z pogranicza twórczości DJ Shadowa/trip-hopu/muzyki do nieistniejącego filmu. Bardzo dobrze się przyjęła, niestety chyba zbyt poza obszar internetu nigdzie się nie wychyliła, raczej ciężko zdobyć fejm w ten sposób.
4. Najciekawsze momenty to utwory z gościnnym udziałem Dużego Pe, który rapuje (całkiem sprawnie) o tym co go boli, ale wróćmy do teraźniejszości.
5. Data wydania drugiej części Inept Vision zapowiedziana jest na przełom października i listopada. Z tej okazji dostaliśmy do odsłuchu 2 kawałki.
6. Silence and Vodka od pierwszych sekund tworzy coś, co w tym momencie zaczyna i kończy dla mnie temat "idealny podkład". Świetnie partie smyczków i innych instrumentów tworzą coś fantastycznego, co obdarte ze słów Dużego Pe broniłoby się tak samo.
7. Jeśli jesteśmy przy słowach, to obok tekstu nie można przejść obojętnie. W temacie 'frustracje wobec Boga' łatwo się ośmieszyć, jednak DP trafnie dobiera słowa i w kilku momentach trafia w sedno, jednym słowem: panczuje boga, haha.
8. Mimo, że flow Pe średnio mi pasuje do takich refleksyjnych utworów, tu stanowczo daje radę. Kawałek jako całość to u mnie ścisły top polskich rzeczy, które usłyszałem w tym roku.
9. Wniosek: czekać na Inept Vision 2.
Mam nadzieję, że wyjaśniliśmy już sobie na jaką płytę w tym roku najbardziej czekamy? Jeśli nie to uzupełniam - najbardziej czekamy na trzeci longplej Afro Kolektywu - Połącz Kropki. Album zbliża się zauważalnie, już czuć jego stąpanie - na przełomie października i listopada się ukaże wierząc samym autorom. Śpieszę poinformować, że na myspace zainteresowanych ukazały się 2 promomiksy zwiastujące Połącz Kropki. Sample utworów wyglądają szalenie interesująco, jednak ciężko trochę mi odzwyczaić się od wersji koncertowych - przykładowo "Będę Was Bić Mocno i Długo" wydaje mi się przeprodukowane... no nic, miejmy nadzieję, że będzie tak jak być powinno - czyli zajebiście.
Czy ktoś jeszcze obecność Weezer na rynku traktuje serio? Jakby komuś się zapomniało lub nie wiedział, Weezer to czwórka facetów o wyglądzie przeciętnego geeka (a może to już tylko pieśń przeszłości?), która w latach '90 nagrała dwie niesamowicie rządzące płyty - Pinketron (ta dobra) i Blue Album (ta lepsza). Te pryszczate w tamtych czasach buzie wymyśliły patent na granie britpopu w wersji wschodnie wybrzeże i wychodziło im to nieziemsko. Niestety później dobra seria się skończyła, a panowie z nowym wiekiem zaczeli wydawać suchary jeden po drugim: Green Album (2001), Maladroit (2002) i Make Belive (2005) to szybka jazda po równi pochyłej.
Jakoś z początkiem roku (?) zespół zapowiedział swój trzeci self-titled, tym razem w kolorze czerwieni. Rozum odradza czekanie na ten album, lecz serce nadal nieśmiało żywi nadzieję, że coś się w nich naprawi i nawiążą na Red Album do lat świetności. Okazuje się, że album już gdzieś wyciekł, a teledysk do singla Pork and Beans wisi na youtube. Mało tego, że wisi, to jeszcze jest zajebisty. A utwór też nawet daję radę, enjoy.
Pierwszy teledysk Scarlett coverującej Toma Waitsa. Mówcie sobie co chcecie, ale to ścisła czołówka dotychczasowych singli roku. Kapitalna aranżacja, trochę w klimatach Sigurów, plus niski wokal Scarlett, taki zwyczajny, beż żadnych upiększaczy, czasami nawet chrypliwy. Prze, przemiodność, u mnie ciąle na repeat'cie. Płyta już za dwa tygodnie ujrzy światło dzienne (podobno w sieci można przesłuchać całość - gdzie?!), już widzę te krucjaty gotowe zrównać cokolwiek tam zaśpiewa, z ziemią. W pierwszym pojedynku jednak obronną ręką wychodzi Dunka, która podbija moje serce na kolejnym polu. Ach.
Umarł król, niech żyje król! Rok panieński 2008 nadchodzi wielkimi krokami, a wraz z nim masa nowych albumów. Sporo z nich została już zapowiedziana, tak więc spokojnie mogłem już skompletować listę - na co warto czekać w przyszłym roku. I co nie ma prawa mnie zawieść. No więc jedziemy (oraz czekamy na wasze typy):
Nowy album Radiohead 10 października. Przypominam, że dziś nie jest 1 kwietnia.
O w pytę, zaczynamy odliczanie ;)
Ten rok jest obfity w powroty. Dopiero co Page i Plant ogłosili światu, że Led Zeppelin wracają na scenę po dwudziestu latach, a za nimi poszli już kolejni.
Na jeden koncert, z okazji 30 rocznicy powstania ich jedynej płyty, reaktywują się Sex Pistols. Co z tego, że swoją kultowość zawdzięczają według mnie tylko tym, że po debiucie szybko się rozwiązali, co by nie zepsuć dobrego wrażenia. Kiedy Ci wszyscy muzycy zrozumieją, że trupy trzyma się pod ziemią, a nie stawia na scenie? To podchodzi pod nekrofilię, tym bardziej, że te wszystkie powroty są na poziomie powrotów Andrzeja Gołoty do boksu. Ale to nie koniec! Co tam Zeppelini, co tam Police, co tam Sex Pistols! Reaktywują się nawet Spice Girls! (nie śmiać się, posłuchać Viva Forever, wzdychałem do tego gdy miałem cyfrę zamiast wieku, posłuchałem teraz i nadal rządzi) To jest dopiero powód do zmartwień.
Do tego dochodzi również zapowiadany na przyszły rok powrót My Bloody Valentine, ale to niekoniecznie musi być nokaut w pierwszej rudznie, więc czekam niecierpliwie na dalszy rozwój akcji. Kto następny, kogo obstawiacie? Abba? The Beatles? Just 5?
Już tylko miesiąc dzieli nas od wydania czwartej płyty UNKLE - War Stories. Zapoznałem się z Epką Night's Temper, która zawiera cztery utwory z tej płyty - mój apetyt mocno się zaostrzył. Widać zmianę w stylu, który poszedł mocno w stronę rocka, rezygnując częściowo z mocno elektronicznego brzmienia - najlepiej widać to w pierwszym utworze, całkowicie instrumentalnym Chemistry. Cała epka jest mocno osadzonym materiałem, wiele obiecującym. Jest na co czekać.
Ogólnie należe do tych nietypowych odbiorców UNKLE, bowiem Never, Never Land stawiam wyżej niż Psyence Fiction. Zobaczymy jak będzie tym razem.
[teraz i tak najważniejsza część notki, tak tak - na to czekałem! ]
Mój ulubiony teledysk, który pokazuje wszystkim, gdy tylko nadaży się okazja (co by tłumaczyło trochę tę notkę ;>). Jeśli jeszcze nie znacie - oglądać do końca koniecznie.
UNKLE - Rabbit in your Headlights
„Jesli moge wyrazac swoje mysli, moge to robic jedynie przez muzyke. Niech wiec sie tak stanie. Ta plyta wszyscy, którzy ja tworzylismy chcemy glosno dac wyraz naszego niezadowolenia z braku zdrowego dystansu do odmiennosci, z zasciankowej mentalnosci i dziwnego poczucia moralnosci, która odrzuca milosc, ale pozwala potepiac i przesladowac drugiego czlowieka.”.
Music For Boys And Gays to składanka dla gejów, skompletowana przez Kayah, naszą wielką nadwiślańską gwiazdę. Ogólnie to już teraz jest to dla mnie faworyt na żenadę roku w polskiej fonografii, być może wyprzedzający debiut Hariasena. Nie wiem co prezentowała sobą Kayah wcześniej, ale dla mnie jest całkowicie spalona (właściwie to kojarze ją tylko z jednej płyty Republiki, anyone? :>). Tak beznadziejnego kłiku marketingowego już dawno nie widziałem. Nie żebym zabierał stanowsko co do homo, ale jak mają być traktowani na równi ze wszystkimi, skoro wyróżnia się ich odmienność przy każdej okazji? Składanka dla gejów, po to, żeby nie było żadnych podziałów. Więc dlaczego nikt nie robi składanek dla łysych lubiących brunetki, albo piegowatych impotentów?
Co w środku? Kylie Minogue, Moloko, Suede, Antony And The Johnsons, The Knife oraz Madonna. Reszta żenadna, albo nie kojarzę. Ciekawy jestem kryteriów, jakie były przyjmowane co do doboru artystów, bo...
KYLIE WCALE MI NA GEJA NIE WYGLĄDA!
- Dzisiaj dzień premiery singla Björk, zwiastującego nową płytę Volta, która ukaże się już w maju. Ściągnąć go możecie o, tutaj. Sam nadal zwlekam z posłuchaniem, chyba powinienem mieć więcej zaufania do Björk. Ciekawy jestem czy uda się jej mnie czymś zaskoczyć, narazie udało się kosmiczną okładką Volty.
- Premiera nowej płyty Bright Eyes - Cassadagi. Właściwie to sam fakt, że ta informacja figuruje tutaj, a nie w osobnej recenzji, powinien o czymś świadczyć. Nowy album jest tak bezpłciowy, bez wyrazu, nijaki - że aż nie ma o czym pisać. Wchodzi jednym uchem - wychodzi drugim. Jednak jest jedno 'ale' - utwór No Would Riot For Less - coś wspaniałego. To oaza pośrodku pustynii, wspaniały kwiat w gęstwinie chwastów albo ja między fanami Muse i Comy. No dobra, to nie było śmieszne. Aczkolwiek piosenka - przcudowna, szkoda, że tak marnieje pośrodku słabego albumu. No, a z całego tego materiału można byłoby zrobić jakąś czteropiosenkową EPkę - nadzieje na coś wspaniałego by obudzili, no i zawodu brak. Szkoda.
- Odkryłem coś. Pamiętacie przy okazji recenzji Lost In The Tree wspominałem o zespole, w którym występował wcześniej Ari Picker? Nazywa(ł?) się The Never, raczej mało znany. Trochę zmotywowany wspomnianą EPką sięgnałem po drugi (i ostatni do tej pory) album The Never - Antarctica. Okazało się, że bardzo przyjemny to indie-pop/rock. Nawet bardzo przyjemny. Wpadłem na pewną intrygę - okazało się, że praktycznie każdy album, który ma tytule Antarktydę - jest świetny/genialny. Modest Mouse, teraz The Never - z resztą - sami sprawdzcie. Wpiszcie w RYMie wyszukiwanie albumów z Antarctica. Średnia z nich wychodzi sporo ponad 4.00 :D I'm the President of Antarctica!
Nie lubię słuchać pojedyńczych utworów, nauczony jestem, że prawdziwą wartość, którą można oceniać to gotowy album. W tym wypadku jednak nie mam wyjścia - muszę napisać ;)
Chodzi o nowy utwór Much, zespołu okrzykniętego nadzieją polskiego indie już jakiś czas temu. Nadal nie mają kontraktu i nadal nagrywają świetne kawałki (całą płytkę Galanteria można ściągnąć z ich profilu last.fm chociażby). Miasto Doznań zostało stworzone na potrzebe składanki Piostra Stelmacha - Offensywa, zawierającej piosenki Muchom stylistycznie zbliżone - od TCIONF po Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach.
Krótkie obserwacje znajomych każą mi stwierdzić, że utwór ten wpada w ucho praktycznie natychmiastowo, i ciężko się od niego uwolnić. Co jak na lekkie, półpopowe granie chyba najlepsza rekomendacja - polecam.
Posłuchaj Miasta Doznań (link from Porcast)
Niektóre mogą wywołać niekontrolowane wybuchy śmiechu, litości lub zażenowania :D Polecam.
Ps. Ta Pani wpis niżej zapowiedziała wydanie swojego nowego albumu na 7 maja. Nowe wydawnicto Bjork będzie nosiło nazwę Volta i zawierało dziesięć utworów. Radujmy się ;)
Już niedługo, bo w marcu, zostanie wydana druga płyta The Arcade Fire zatytułowana Neon Bible. Po debiucie zostali okrzyknięci mianem rockowej nadziei na miere Radiohead. Na NB przekonamy się, na ile te słowa były słuszne.
Z tej okazji warto przyjrzeć się debiutowi grupy - albumowi Funeral - bowiem jest to pozycja nieprzeciętna.
Wax Tailor zapowiedział nowy krążek. Po świetnie przyjętym debiucie (Tales of the Forgotten Melodies) czas na to, by potwierdził swoją wielkość, i to, że nie na darmo porownównywano go do DJ Shadowa. Tales of... sprzedało się w nakładzie około 30 tysięcy egzemplarzy, oraz długo okupowało europejskie listy przebojów.
Styl Wax'a opiera się na świetnym doborze sampli, z których składa niemal scieżkę dźwiękową do nieistniejącego filmu. A może lepiej - tworzy właśnie ten film - trzeba posłuchać.
Nowy album zatytułował będzie Hope & Sorrow, trailera możemy posłuchać na jego profilu MySpace. Data wydania to pierwsze dni kwietnia.
Polecam gorąco Tales of the Forgotten Melodies, a H&S dodaje do listy płyt niecierpliwie przeze mnie oczekiwanych.
Znacie jakąś muzykę, który przyciąga do swojej twórczości głównie mężczyzn? Gdyby zadano mi takie pytanie, niechybnie powiedziałbym: Uffie.
Pochodzi z Francji, jest wschodzącą osobistością w środowisku klubowym i elektro. Mimo, że wydała dopiero dwa single, jej pierwsza płyta jest jednym z najbardziej oczekiwanych debiutów 2007.
Jej niewątpliwym atutem jest niebanalny styl i urok osobisty. Kolorowe tenisówki, krótkie szorty, a w głowie może się wydawać same niegrzeczne myśli. Przebojowa, niezależna i wyluzowana. Nawet przeklinanie wychodzi jej uroczo :) Sama przyznaje, że nie umie śpiewać (sprzeczałbym się), a wszystkich wrogów kwituje krótkim "If You don't like me - fuck you".
Jeśli chodzi o samą muzykę. Jej głos to po prostu dźwiękowy feromon. Ma w nim coś takiego, że przyciąga ogromnie. Nagrywa pod podkładami Mr. Oizo, wychodzi mocno chwytliwe elektro, przy którym dosłownie trudno usiedzieć w bezruchu.
Zostaje czekać, aż label Ed Banger wyda jej pełny album, bo zapowiada się ciekawie. Chociaż to muzyka raczej dla tych, którzy nie traktują jej przesadnie poważnie.
Wywiad z Uffie

