28 lipca 2008

Nie wierzcie mediom. Telewizja ogłupia, wciska nam kit, a większość społeczeństwa w to wierzy. Wielka, nadmuchana promocja sprawiła, iż uwierzyliście, że Opener to najważniejszy festiwal w Polsce, Off potężnym line-up'em stoi i tak dalej. Ale ja nie dałem sobie zamydlić oczu, bo wiem, że w koncertach nie liczą się fajerwerki i pompa (btw, czy ktoś jeszcze doznawał relacje z Openera w tvp i, przede wszystkim, Szydłowską tam?) a muzyka i skromność. Nie dałem się tej fali pozorów i wybrałem. Wybrałem jedyny słuszny festiwal tego lata - Fląder Pop Festiwal w Gdańsku. Nad samym morzem, właściwie niemal w morzu, wejście na plaże numer 58.

Gdy otwierałem oczy w sobotę rano - a było to w granicach godziny 13, nic nie zapowiadało tak pełnego wrażeń dnia. Rutynowo włączyłem komputer, sprawdziłem pocztę, koncerty... I tu zostałem porażony. Dziś Fląder Pop Festiwal! Poszedłem przemyć oczy dla pewności, wróciłem na miejsce i nic się nie zmieniło, to nie fatamorgana czy inna fantasmagoria, to prawda - cały wieczór wspaniałej muzyki za jedyne dwadzieścia cztery złote dziwięćdziesiąt groszy ulgowego na pospieszny do Trójmiasta.

Line-up wyglądał następująco: Kiev Office - nie znam, ale i tak na to nie zdąże więc nie ma problemu; Kawałek Kulki - znam, ale i tak na to nie zdąże więc bez znaczenia; WC - nie znam, nie zdąże, ale fajna nazwa; Robert Brylewski - oho, zaczyna robić się ciekawie; Apteka - jupi jupi; Jam Bee Boom - białoruska folkowa rewelacja, czy trzeba mówić więcej?; Silly Boyz In The Streetz - to akurat za późno, więc bez znaczenia, że nie znam.

Więcej zachęty mi nie potrzeba było, wsiadłem w pociąg z rozładowaną komórką, co dodatkowo urozmaiciło mi podróż i zapewniło chwilę grozy, haha. Nim się obejrzałem byłem już na miejscu, pkp i te jej superszybkie maszyny. Tutaj następuje miejsce w którym zamieniam się w liczbę mnogą, tzn spotykam spóźniony jednoosobowy komitet powitalny w osobie Martyny, kupujemy odpowiednie trunki... dobra, nie będziemy się bawić w szczegóły. Ważne, że pół godziny później, po podróży autobusem na chybił-trafił ('to chyba ten przystanek, hm.. a może następny..") docieramy do osławionego wejścia numer 58.

Piasek. Piasek, piasek, piasek. Charakteryzował on teren festiwalu. Piasek na ziemi, w powietrzu, piasek we włosach i piasek w piwie. Pierwszy był Brylewski. Chciałbym napisać o tym koncercie więcej, ale ochrona nie wpuściła nas, czy bardziej naszych toreb za barierki i przysłuchiwaliśmy się z dalszej odległości. Co ważne: zagrał Mam Dość z płyty The Users, eh nie podejrzewałem, że kiedyś będę mógł posłuchać tego na żywo; coś tam z jego licznych projektów było, później wyskoczyły na scenę jego córki i zrobiła się impreza rodzinna. Woda zachowywała się jakby też chciała posłuchać Roberta. Siedzieliśmy nad morzem, oglądając topiący się księżyc o wyglądzie żagla, wsłuchani w tę muzykę i wtedy pomyślałem: "tak... tak tworzy się historia - Fląder Pop Festiwal".
Gwoździem programu jednak tak się spodziewałem - okazała się być Apteka. Tu już dziarsko weszliśmy na teren, pod same barierki. Zabawa była przednia - tłum składający się z około ośmiu, w porywach dziesięciu osób tworzył pogo za naszymi plecami. Z przodu zapalony fan co jakiś czas krzyczał "policja i władzaaa!!!" co oznaczało sam nie wiem co - być może ten filmik jest odpowiedzią. Zespół dał ciekawy przekrój przez swój repertuar, była Menda, była nowa płyta, a co najważniejsze - zagrali Ujarane Całe Miasto, które do teraz hasa mi gdzieś w mózgu.
Rewelacyjny białoruski folk o śmiesznej nazwie słyszeliśmy już z daleka, aczkolwiek wydał się bardzo przyjemny. Po Aptece opadł jednak już kurz, zwycięzcy pogo poszli do domu, przegrani szukali zębów i okularów w piasku. Dopiliśmy piwo z dodatkiem piasku (na trawienie) i postanowiliśmy pouprawiać trochę joggingu w stronę przystanku autobusowego. Ze skutkiem co najwyżej średnim.

Tak skończył się ten dziejowy festiwal muzyczny. Nawet nie pytam sam siebie czy było warto, bo byłoby to pytanie czysto retoryczne. Fantastyczny wieczór przy muzyce najwyższej próby, który zapamiętam do końca życia. Gdy za rok będziecie mieli dylemat: Opener czy Off? Nie zastanawiajcie się: Fląder Pop Festiwal.

Ps. Niestety zapomniałem wziąć aparat, ale nic straconego! Martyna ma fotograficzną pamięć i dokładnie narysowała jak wyglądał koncert Apteki ;) Rysunek umieszczam poniżej, potwierdzam, że dokładnie tak to wyglądało. Doceńcie ten paintowy talent - polecam otworzyć go w dużej wersji.
Pss. Pozdrawiam Krzysia vel "chczesz pogadać na gg?" choć i tak tego nie przeczyta :D
Psss. Zanim napiszecie coś głupiego, spójrzcie na kategorie wpisu, bo później mi się nie będzie chciało usuwać.


29 marca 2008

A ja naiwny myślałem, że polskie pseudo-produkcje muzyczne już mnie niczym nie zaskoczą. Lech Roch Pawlak był zabawny, bo wiadomym było, że do końca jasno pod sufitem nie miał. Lecz teraz, gdy posłuchałem Małej Kasi jestem mocno zmieszany: śmiać się czy płakać? A może płakać ze śmiechu? Bo to co robi "Lil'ka" jest traktowane serio, tak przez nią, jak i przez wielu odbiorców.
Posłuchajcie Małej Kasi tutaj. Pierwszy utwór, tj Podniecenie wyjaśnia wszystko - Mała Kasia to polska Uffie! Czy trzeba lepszej rekomendacji? Jaki kraj, taka Uffie.
Uwaga, ten 'utwór' nakreśli Wam nowe granice żenady, o których wcześniej nie mieliście pojęcia. Uważajcie.

31 grudnia 2007

Już za 7 godzin kilka milionów trzasków i świecidełek (nie ogarniam tego btw) zainnaugruje rok 2008. Z powodu owego wypadałoby złożyć Wam życzenia. Ale by nie zdradzić tematyki tego bloga, będzie troche inaczej. W nowym, 2008 roku życzę Wam:

  • żeby Modest Mouse zagrało w końcu koncert w Polsce, najlepiej w małym klubie w którym będę ja i jakieś kilkadziesiąt osób. a i żeby setlistę stanowiła cała The Moon & Antarctica
  • Radiohead też by mogło zawitać
  • M.I.A na Offie to też nie głupi pomysł. Albo Sufjan.
  • żeby Oasis się rozwiązało
  • RHCP też, tak jak Pearl Jam
  • jeśli mają utrzymać spadkową formę, to Interpol też
  • Coma też, a Rubik został zesłany na Sybir
  • by rock progresywny przestał istnieć
  • żeby wszystkie Emo wywiązali się ze swoich obietnic i się w końcu zabili
  • żeby C.K.O.D nagrał coś co kopnie w dupę Terroromans
  • ogólnie lepszej formy polskiej muzyki
  • i żeby nasi tępi pseudorecenzenci przestali nad każdym młodym zespołem gitarowym stawiać slogan 'indie'
  • właściwie żeby cały slogan 'indie' przestał istnieć
  • mniej gówien typu The View czy The Horrors
  • mniej zespołu typu The -s
  • końca kariery Anny Gacek
  • żeby w końcu wyszło nowe The Avalanches i żeby wymiotło
  • tak samo Antony and The Johnsons
  • nowy projekt Grega Dulliego, taki taki... najlepszy
  • nowa Ścianka, ale taka naprawdę dobra
  • więcej już nie wiem
  • co zaproponujecie Wy?
  • i czego mi życzycie :>
  • bawcie się dobrze, pijanego


26 grudnia 2007

Jeśli tak, to popatrzcie co rynek fonograficzny ujrzał:

Czytaj dalej...

19 listopada 2007

Bo czasami bywa tak, że ogarnia nas potężne wkurwienie, a złość rozsadza od środka. Naturalnym zachowaniem będzie w takiej sytuacji dążenie do złagodzenia negatywnych emocji - tu przychodzi z pomocą, nie pierwszy raz zresztą, muzyka.

Czytaj dalej...

06 października 2007


Filmik, który bawi mnie do łez drugi dzień z kolei.
Poza tym miałem przez weekend spłodzić milion tekstów, których starczyłoby na jakiś tydzień wypełniania bloga, ale na drodze stanął mi Leopold Staff i interpretacja jednego z jego wierszów. Biednemu zawsze wiatr w oczy.
Słuchawki zakupione, wybór padł jednak na Kossy, jestem bardzo zadowolony. Dźwięk mięcciutki, wszystko gra, śpiewa, łał, łał! Przy otwarciu opakowania trochę się przeraziłem, wyglądają na delikatne, i pałąk krótko mówiąc jest wkurzający, ale po dniu użytkowania człowiek się przyzwyczaja.
A co u Was? Może chcecie mnie zabrać na jakiś koncert? ;) W Berlinie niedługo Arcade Fire, Klaxons, Interpol... W lutym The Cure w Polsce (szał). Anyone?

23 września 2007

Weekendowe niepisanie sponsoruje geniusz Sufjana Stevensa. Nie mogę się nadziwić tej jego ascetyczności, skromności, folkowemu brzmieniu. Choć to w zasadzie awykonalne, to chciałbym, żeby zrealizował swój projekt o poświęceniu po płycie każdemu ze stanów USA. I żeby te płyty utrzymały poziom Illinois i Michigan - wyobrażacie sobie jeszcze 49 tak zajebistych płyt? Jeśli raj istnieje, to gdybym tam trafił, na półce miałbym całą tą kolekcje, choćby na ziemi byłaby niezrealizowana. No więc wracając do początku, zachwycam się Sufjanem i co ja biedny mam począć? Chciałoby się dodać notkę, ale przecież nie napiszę recenzji płyt cztero i dwuletnich. A nowości suche coś ostatnio.
Dwa, Radiohead jest za fajny żeby go nie słuchać. Wydali nową płytę i nie wiedzą co z nią zrobić. Podpowiem - WYDAĆ! No proszę, chociaż nie. Jeśli nie są pewni, że to nas nie powali na kolana, to lepiej niech nie wydają. Kolejnego megazawodu mogę nie przeżyć.
Tak więc cześć blog, obiecuję poprawę. A Wy, drodzy czytelnicy, jak mawiał Fryderyk Nietzsche: "Ubierajcie się cieplutko". :)

22 września 2007

Ten rok jest obfity w powroty. Dopiero co Page i Plant ogłosili światu, że Led Zeppelin wracają na scenę po dwudziestu latach, a za nimi poszli już kolejni.
Na jeden koncert, z okazji 30 rocznicy powstania ich jedynej płyty, reaktywują się Sex Pistols. Co z tego, że swoją kultowość zawdzięczają według mnie tylko tym, że po debiucie szybko się rozwiązali, co by nie zepsuć dobrego wrażenia. Kiedy Ci wszyscy muzycy zrozumieją, że trupy trzyma się pod ziemią, a nie stawia na scenie? To podchodzi pod nekrofilię, tym bardziej, że te wszystkie powroty są na poziomie powrotów Andrzeja Gołoty do boksu. Ale to nie koniec! Co tam Zeppelini, co tam Police, co tam Sex Pistols! Reaktywują się nawet Spice Girls! (nie śmiać się, posłuchać Viva Forever, wzdychałem do tego gdy miałem cyfrę zamiast wieku, posłuchałem teraz i nadal rządzi) To jest dopiero powód do zmartwień.
Do tego dochodzi również zapowiadany na przyszły rok powrót My Bloody Valentine, ale to niekoniecznie musi być nokaut w pierwszej rudznie, więc czekam niecierpliwie na dalszy rozwój akcji. Kto następny, kogo obstawiacie? Abba? The Beatles? Just 5?

27 sierpnia 2007

Trzecia część kewordsów, bo dawno już nie było. Zrezygnowałem z tych zboczonych, ponieważ to już nie jest śmieszne, a tragiczne, co Ci chorzy ludzie wypisują. Czyli czego ludzie szukali u mnie na blogu:

Miłość wisi w powietrzu:
zakochałem się - gratulacje :)
gamxx my love - hm...
gamxx i love you - yeah
gamxx kochany - dziewczyny, piszcie na maila! ;D

Mjuzik:
dżwięki do naćpania - może Merzbow?
czym trawić płytki - kwasem żołądkowym
emo sigur ros
jak ustawić piecyk zeby grać jak john frusciante
- głośniczkiem na północ
jak założyć własny zespół piosenkarski - ojej
zespul rolling stones zycioryz po polsku

Rurzniaste:
kurwa - krótko i treściwie
falunia zbrodni
godzina szatana

golenie łona na żywo
keywords co to jest? - właśnie to
nadciągają kumulusy szatan dobry jest

05 sierpnia 2007

Notkę tą należy traktować z przymrużeniem oka, bardziej jako wspominki autora niż właściwą recenzję/tekst.

Może niektórzy z Was zastanawiali się, czy od zawsze słucham takiej muzyki jaką słucham. Odpowiedź brzmi: nie, z resztą kilka razy na blogu padło zdanie rozpoczynające się od "kiedy byłem norweskim metalem...". Tak całkiem serio, to norweskim metalem nigdy nie byłem - ba, Norwegie to tylko w Google Earth widziałem. Prawdą jednak jest, że miałem w życiu okres fascynacji różnymi złomiarskimi gatunkami muzycznymi (chociaż nigdy metalem nazwać się nie mogłem, czarny makijaż i naszywki z black-metalową Nirvaną na plecaku są mi obce) - ktoś mógłby to nazwać błedami młodości, ja jednak miło wspominam. Tym odchyłom zawdzięczam przekrój w głowie przez wiele nurtów, zaczynając od bm kończąc na afrykańskiej muzyce etnicznej.
Przejdźmy jednak do meritum. Wtedy czas liczyłem w następujący sposób - to co było przed poznaniem Sonaty Arcticy i po poznaniu. Taak, Sonata Arctica to było coś. Power metal. Wiecie co to jest? Napieprzanie gitarami z prędkością bolidu F1, tak, że nawet pustymi rękoma nie dało się nadąrzyć za rytmem. Do tego krzyczenie do mikrofonu, najczęściej o wróżkach, rycerzach i kulawych smokach z impotencją - taki typowy przykład - Rhapsody (nie odpowiadam za straty spowodowane oglądaniem tego... teledysku?). Ale! Sonata była inna! Oprócz typowych baśniowych napierdalanek znalazło się miejsce dla wspaniałych, ckliwych ballad, co było balsamem na serce takiego zatraconego, romantycznego młodzieńca jakim wtedy byłem. Dodatkowo teksty... ile ja samego siebie w nich widziałem. Shy, ona jest piękna ale i tak co z tego, bo... tralala. Wspaniale, to był pierwszy zespół, od którego rozpocząłem słuchanie wyczynowe, całą dyskografią, ślęcząc nad tekstami.
Z czasem to się skończyło, ja poszedłem dalej, zapomniałem o SA, otoczyłem się alternatywnym plumkaniem. Aż... gdzieś w rozpisce nadchodzących premier dostrzegłem olśniewające swym blaskiem: Sonata Arctica - Unia. Nowa płyta! Wspomnienia odżyły, zapuściłem znów to co najlepsze... posłuchajcie chociażby Tallulah. Piękne, prawda? Nie? No ej...
Unia okazała się bardzo przeciętna, za to stare nagrania działają na mnie nieziemsko, wywołując na twarzy uśmiech. Co z tego, że tak naprawdę to jest to straszliwe. :) Wspomnień czar.
A Wy macie podobne zespoły, dziedzictwa młodości?

10 lipca 2007

Rząd się rozpada, Rydzyk pluje, Kaczyński mówi, że deszcz pada. Koniec jest bliski, aż uśmiech sam się na twarzy maluje! Więc dziś luźno i mało muzycznie, z dwóch powodów. Pierwszy z nich, to nominowanie mnie przez Lanooz do zabawy blogowej, która polega na wyspowiadaniu się ze swoich pięciu nałogów. Sex, drugs & rock'n'roll...

Donnie Darko
Film... dla mnie coś więcej niż film. Pierwszy raz oglądałem go jakoś półtra roku temu, od tego czasu mam za sobą już około 10-15 seansów. Poza tym, pod to mogę podciągąć ogólnie kinomatografię. Lubię oglądać filmy, robię to często, omijam te najpopularniejsze, komercyjne produkcje. Za to praktycznie nie oglądam telewizji.

Kit Kat
Wunderbaton, baton nad batony, czekoladowy król. Niech się schowają Snicersy czy inne Marsy, smaku Kit Kata nic nie przebije. Jem średnio jednego dziennie. Szkoda, że w Polsce jest tak mało rodzajów - wiecie, że na świecie jest ich ponad 150?

Hoop Cola
Zostając przy artykułach spożywczych, żadne Pepsi czy Kolo-Cole, najlepszy jest ten produkt polski! Nawet teraz popijam.

Muzyka
To jest tak oczywiste, że aż nie mam siły pisać. :D

Internet
W internecie nie istnieje długo, bowiem tylko (?) trzy lata. Jednak to wystarczyło, żeby mocno z nim moje życie powiązać. Bez internetu jestem sparaliżowany - wiadomości, komunikacja ze znajomymi, wiedza, słowniki... wszystko to w 90% biorę z tego źródła. Za to nie korzystam praktycznie wcale z telefonu komórkowego, który uważam za kolejny, cywilizacyjny nałóg. Jest tu ktoś, kto nie posiada komórki? No.

Do zabawy wytypować nie bardzo mam kogo, Ci których znam, albo nie przepadają za takimi zabawami, albo już zostali wybrali przez kogoś innego. Ale niech będzie:

13 czerwca 2007

Znalazłem fajne narzędzie, które może wykorzystać każdy, kto posiada konto na last.fm. LastGraph generuje do naszego profilu plik .pdf z graficznym zaprezentowaniem zespołów, których słuchaliśmy na przestrzeni jakiegoś okresu. Genialny plugin dla wzrokowców, i dla tych, którzy lubią powspominać swoje muzyczne odkrycia.
Żeby wygenerować swój wykres, trzeba:

  • Wejść tutaj
  • Wpisać swój username na last.fm, Create new graph; wybrać datę od i do kiedy brać dane
  • Poczekać około pięciu minut, wtedy otworzy nam się strona ze ściaganiem plików
  • Najlepiej ściągnąć wersję .pdf i otworzyć np. w Adobe Reader

Enjoy.
Wróciłem i zabieram się z powrotem za bloga. Jutro najlepsze płyty lat '90, a raczej ich część ;>

04 czerwca 2007

Od ostatniego czasu, gdy chwaliłem się keywordami minęło sporo czasu, a i trafiło się kilka perełek. Czyli czego ludzie szukają na tym blogu, enjoy ;)

Czytaj dalej...

28 maja 2007

...czyli co potrafią nasze uszy. Koniecznie załóż na głowę słuchawki, zamknij oczy i włącz to.
Tak, nie byłbym sobą, gdybym się nie podzielił. ;)

16 maja 2007

Ostatnio cienko tutaj - na pół gwizdka, co poradzić. Wakacje się zbliżają, co budzi we mnie zwierzę - niesamowitego leniwca. Podobno powinienem się uczyć, ale im bardziej muszę, tym bardziej mi się nie chce i mimo, że chodzą pogłoski, iż się obijam - dawno tak nie cierpiałem na deficyt czasu, jak teraz.
Czas wyrwać się z tego letargu, i coś napisać - choć nawet to nie będzie pełnoprawna notka - bowiem o filmie. The Pick of Destiny to produkcja Tenacious D, jajcarskiego zespołu, krążącego w klimatach hard rocka. Film ma podobny charakter - dwóch rockmanów próbuje ukraść z muzeum Rock & Roll'a starożytną Kostkę Przeznaczenia - przepustkę do sławy. Komedia nieziemska, humor, mimo, że raczej z tej niższej półki - śmieszy.
Tutaj macie teledysk Tenacious D, Tribute Najlepszej Piosenki Na Świecie. Oddaje klimat filmu.

11 maja 2007

Zależy mi na wieloplatformowości tego bloga, i na tym, żeby docierał do każdego. Bez względu na wiek, pochodzenie, kolor skóry, kastę... itd. Tak więc powstały nowe wersje tego bloga, przestosowane dla pewnych subkultur. Teraz bez problemu w treść Muzykofilii będą mogli się zagłębiać wszyscy! Pierwszy w Polsce muzyczny blog z takimi ułatwieniami. Przedstawiam Wam i oddaje do dyspozycji:

Wersja dla dresów - wśród czytelników może znajdują się przedstawiciele tej swojskiej, trójpaskowej subkultury. W tej wersji czytanie nie będzie już takie trudne, poczujecie się jak przed blokiem.

Wersja dla nasolatek - teraz każda trzynastolatka zrozumie o czym piszę, będzie mogła to zżynać do swojego blogaska na onecie.

Czytaj dalej...

26 kwietnia 2007

Znalazłem pogromczynie urody Joanny Newsom, ba, Asia przy moim nowym obiekcie uwielbienia to pyzata dziewczynka. Wszystko to za sprawą nagrania pewnego występu na żywo zespołu Mazzy Star, gdzie śpiewa prawdziwy Anioł. Posłuchajcie jednego z najlepszych/najpiękniejszych singli lat dziewięćdziesiątych, przy okazji oglądając kolejny Cud Świata, mój ideał, Hope Sandoval:

Czyż nie jest Panią Świata? ;)
Oglądam i się zachwycam dniami, niedługo więcej napiszę o twórczości Hope, bowiem przesłuchuje regularnie i namiętnie. Tymczasem - podziwiajcie panowie, słuchajcie Panie. ;D

25 kwietnia 2007

W statystykach bloga mam ciekawą funkcje rejestrowań fraz, przez które ludzie trafiają tutaj przez Google. Niektóre są wręcz zabójcze, więc pomyślałem, że mogę się nimi z Wami podzielić. Kursywą zapytania, normalnie moje ewentualne komentarze, enjoy ;)

Czytaj dalej...

17 kwietnia 2007

Śmiać się z ludzi, którzy mają ewidentnie problemy z sobą nie wypada, lecz nie mogę się powstrzymać.
Przedstawiam Wam wywiad z Lechem Rochem 'Skorpionem' Pawlakiem, jednym z czołowych polskich raperów. Poczujcie ten freestyle, i to nieziemskie flow.
Wywiad + przedstawienie paru kawałków
Jeden, wielki, niesamowity freestyle
Pan Skorpion pod koniec wywiadu prosi o "recenzje, można bluzgać", a więc spełnie prośbę. Lechu, wymiatash.

09 kwietnia 2007
  • Dzisiaj dzień premiery singla Björk, zwiastującego nową płytę Volta, która ukaże się już w maju. Ściągnąć go możecie o, tutaj. Sam nadal zwlekam z posłuchaniem, chyba powinienem mieć więcej zaufania do Björk. Ciekawy jestem czy uda się jej mnie czymś zaskoczyć, narazie udało się kosmiczną okładką Volty.
  • Premiera nowej płyty Bright Eyes - Cassadagi. Właściwie to sam fakt, że ta informacja figuruje tutaj, a nie w osobnej recenzji, powinien o czymś świadczyć. Nowy album jest tak bezpłciowy, bez wyrazu, nijaki - że aż nie ma o czym pisać. Wchodzi jednym uchem - wychodzi drugim. Jednak jest jedno 'ale' - utwór No Would Riot For Less - coś wspaniałego. To oaza pośrodku pustynii, wspaniały kwiat w gęstwinie chwastów albo ja między fanami Muse i Comy. No dobra, to nie było śmieszne. Aczkolwiek piosenka - przcudowna, szkoda, że tak marnieje pośrodku słabego albumu. No, a z całego tego materiału można byłoby zrobić jakąś czteropiosenkową EPkę - nadzieje na coś wspaniałego by obudzili, no i zawodu brak. Szkoda.
  • Odkryłem coś. Pamiętacie przy okazji recenzji Lost In The Tree wspominałem o zespole, w którym występował wcześniej Ari Picker? Nazywa(ł?) się The Never, raczej mało znany. Trochę zmotywowany wspomnianą EPką sięgnałem po drugi (i ostatni do tej pory) album The Never - Antarctica. Okazało się, że bardzo przyjemny to indie-pop/rock. Nawet bardzo przyjemny. Wpadłem na pewną intrygę - okazało się, że praktycznie każdy album, który ma tytule Antarktydę - jest świetny/genialny. Modest Mouse, teraz The Never - z resztą - sami sprawdzcie. Wpiszcie w RYMie wyszukiwanie albumów z Antarctica. Średnia z nich wychodzi sporo ponad 4.00 :D I'm the President of Antarctica!
01 kwietnia 2007

Mam złą (na pewno?) wiadomość. Nie będę już mógł pisać o muzyce, oguchłem.

No dobra, nigdy nie byłem dobry w prima aprilisowych żartach. Chociaż pierwszego kwietnia moja czujność zawsze wzrasta i jestem nieufny wobec informacji do mnie docierających. No i tu się pojawia problem, bowiem przeglądając serwisy internetowe, nie mogę rozróżnić, co jest żartem a co nie. To chyba najlepiej obrazuje poziom absurdu występujący w Polsce. Nasi politycy zapewniają nam każdego dnia takie wspaniałe pomysły, które w innych krajach, nawet jako żarty prima aprilisowe by nie przeszły. [wpis całkowicie_nie_o_muzyce, wybaczcie, postaram się robić to jak najrzadziej :D]

26 marca 2007

Dzięki Amusedowi trafiłem na ciekawe narzędzie. Posiadasz profil na last.fm i uważasz, że słuchasz najbardziej niezal muzyki na świecie? Masz okazje się sprawdzić ;). Mainstream-O-Meter po wpisaniu użytkownika, oblicza jak bardzo mainstreamowe zespoły mamy w swoim TOP30.
Wynik poniżej 40% jest już raczej dobry, chociaż snoby nad snobami uzyskują bliski 1%, czyli chyba sami te zespoły zakładają i ich słuchają. Miłej zabawy ;)

18 marca 2007

Piękna księżniczka została uwięziona w zamku strzeżonym przez smoka. A oto różne wersje zakończenia opowieści w zależności preferencji muzycznych rycerza-wybawcy.

GLAM ROCK:
Zjawia się bohater, smok pada ze śmiechu na jego widok i pozwala mu wejść do zamku. Bohater kradnie księżniczce kosmetyki i maluje cały zamek na piękny, różowy kolor.



Dla mnie klasyk, płacze przy tym zawsze gdy gdzieś trafię. ;) Reszte możecie poczytać tutaj (za długie by umieścić w całości na blogu).

16 marca 2007

To może teraz Wy mi polecicie jakąś muzykę, hę? ;)

02 marca 2007

Niektóre mogą wywołać niekontrolowane wybuchy śmiechu, litości lub zażenowania :D Polecam.

Ps. Ta Pani wpis niżej zapowiedziała wydanie swojego nowego albumu na 7 maja. Nowe wydawnicto Bjork będzie nosiło nazwę Volta i zawierało dziesięć utworów. Radujmy się ;)

24 lutego 2007

Za sprawą Pippina zostałem wciągnięty do zabawy blogowej, czyli pięć ciekawostek z mojego życia + typowanie kolejnych pięciu ofiar. Jako, że blog muzyczny do czegoś zobowiązuje, pojade bardziej pod tym względem.

1. Gdy byłem jeszcze naprawde małym dzieckiem moim ulubionym wykonawcą był... Król Lew. Przynajmniej tak wynika z jakichś tam wywiadów przeprowadzonych przez moją starszą kuzynke. Musiała mi się ścieżka dźwiękowa podobać. :D

2. Mój ojciec był uzdolniony muzycznie, miał nawet jakiś swój mały zespół - mimo wszystko ja jestem kompletnym muzycznym beztalenciem. Nie umiem grać na żadnym instrumencie, ponieważ brak mi cierpliwości i wolę słuchać. Zdecydowanie.

3. Jestem agnostykiem i wegetarianiem, a jednocześnie mam gdzieś los biednych, bezbronnych zwierzątek. Wstręt do mięsa bez pobudek ideologicznych.

4. Boje się pilniczków. Może to śmieszne, ale uciekam w popłochu gdy widze kobiete z pilniczkiem w ręce. Brrr.

5. Mam słabość do kobiecych, długich rzęs. Nie pytajcie, nie wiem dlaczego, ale uwielbiam.

Do zabawy zapraszam:
Snufkina
Dzikiego
Markolfa
Papaja
Czarnowidze