Teraz uważajcie, bo takie recenzje nie będą się pojawiały często. Recenzje czegoś, co za kilka lat może być powszechnie uznawanym klasykiem, tak jak teraz uznajemy Loveless czy OK Computer. Po prostu czuje w kościach, bębenkach uszu, że będzie to coś wielkiego. Mam przyjemność przedstawić Wam album Alcest - Souvenirs d'un Autre Monde.
Jeżeli nie jesteś starożytnym black-metalowcem, to najprawdopodobniej nigdy nazwy tego jednoosobowego zespołu nie słyszałeś. Nic zresztą dziwnego; wpisuję w google frazę 'alcest', wyskakuje mi stronka hotelu, gdzie byłem sto lat temu, jako mały dzieciak na kolonii. Właściwie to dzięki temu przypomniałem sobie o tym krótkim epizodzie z mojego życia, zabawny zbieg okoliczności. Koleżanka, która stoi z francuskiego lepiej ode mnie (ja z francuskiego leżę) tłumaczy Souvenirs d'un autre monde jako 'Wspomnienia Jeden Drugiego Czysty', mam dziwne wrażenie, że to tłumaczenie nie jest do końca poprawne ;)
No to teraz garść faktów. Alcest niewątpliwie ma korzenie black-metalowe, jest to projekt Neige'a, gościa mocno cenionego na francuskiej scenie. Jeszcze wydany w 2005 roku mini-album Le Secret wtapia się w tą stylistykę. Nowy, właściwie to debiutancki album (jeśliby Le Secret uznać za EPkę) przynosi nieoczekiwaną zmianę. Bo bardzo niewiele jest tu takiego stereotypowego czarnego, mocnego metalu. Zamiast tego otrzymujemy największej klasy mieszankę tego z shoegazem, okraszonego fantastycznymi post-rockowymi strukturami. Głośne ściany dźwięku przebija tu delikatny (!), subtelny wokal, śpiewający po francusku. W Les Iris jest to kobieta, nie wiem czy we wszystkich utworach ta sama, ale jakie to ma znaczenie! Gdy włączasz tę płytę świat za plecami zanika, zostajesz sam na sam z dźwiękami tłocznie wychodzącymi z słuchawek. Fantastyczne, eteryczne zjawisko. Tak, ta płyta to zjawisko.
Gdy jesteśmy dziećmi, chcemy jak najszybciej dorosnąć. Z podziwem i zazdorścią patrzymy na rodziców, pragniemy się do nich upodobnić. Lecz gdy czas zrobi swoje, a dzieciństwo stanie się wspomnieniem, zaczynamy tęsknić za tym beztroskim okresem. Ile dalibyśmy, by znów stać się małymi dziećmi. O tym właśnie jest ta płyta. Muzyka z pogranicza szczęścia i rozpaczy, radości i nostalgii. Czy cieszyć się wspomnieniami, czy rozpaczać nad brakiem możliwości cofnięcia czasu?
Wspaniałe instrumentarium, bardzo ciężkie gitary wykorzystane w shoegezowym graniu sprawdziły się znakomicie, dając nową jakość. Nawet niedociągnięcia producenckie nie zniechęcają mnie do wychwalania tego dzieła ani trochę. Wielkich poznajemy również po tym, jak radzą sobie z dostarczaniem różnorodności w swoich dziełach. Tutaj nawet tego nie zabrakło, przykładowo, ostatni utwór - Tir Nan Og zaczyna się bębnami, później wchodzi spokojna gitara i rytmiczny głos, niemal etniczne brzmienie. Ładne, oryginalne, wieloczęściowe zakończenie (ponad sześć minut).
Jeżeli pragniesz chwilowego odpoczynku od dorosłego życia, koniecznie oddaj się temu albumowi. Porwie Cię w inny świat, dzięcięcych marzeń i niewinności. Ekspresja Alcest wybucha tutaj co chwilę, co aż ciężko mi to wszystko ogarnąć. Może to trochę niepoważne, że aż tak się ekscytuje, ale nie mam wyjścia - słucham Souvenirs d'un Autre Monde od początku lipca, i nadal działa na mnie tak samo.
Teoretycznie album wyjdzie dopiero 6 sierpnia, ale tu i ówdzie jest już dostępny. Posłuchać możecie na myspace, lecz to jedynie mały procent, który nie odda piękna całego krążka. Zdecydowanie namawiam do zamówienia go, czy poszukania u innych źródeł.