Zasadnicze pytanie: co mogę zrobić z najnowszą płytą Happysad? Oczywiście przychodzą do głowy banalne rozwiązania, typu: posłuchać. Ale nie tylko! Okazuje się, że najnowszy album tego popularnego zespołu ma wiele, uniwersalnych zastosowań, bardzo ułatwiających życie, za co należy się uznanie na wstępie. Tak więc, co jeszcze?
Na ten krążek możemy wyrywać masę gimnazjalistek. I nie tylko gimnazjalistek jak się okazuje, licealistki też na to polecą. Instruktaż:
1. Zdobywamy jak najszybciej po premierze Nieprzygodę
2. Odpowiednio nagłaśniamy fakt zdobycia przez nas owej płyty
Teraz wystarczy tylko czekać na rezultaty, czyli błagania, prośby, zaczepki o pożyczenie albumu przez mnogą ilość przedstawicielek płci pięknej. Te za to charakteryzują się: młodym wiekiem, arafatkami na szyi i koszulkami Pidżamy Porno. Bardzo prosty sposób na stanie się bożyszczem czternastolatek.
Możemy przekonać siostrę, że wymiana na tygodniowe sprzątanie w Twoim pokoju wzamian za tą płytę to naprawdę świetny interes. Wiem, bo sam taką mam. A młodsze siostry mają to do siebie, że uwielbiają happysad! I zrobią wszystko, żeby mieć tę cholerną płytę.
Są to tylko dwa przykłady z wielu. Tak naprawdę, to ten album (gdy jeszcze nie jest tak rozpowszechniony) jest przepustką na każdą impreze, otwiera każdą bramę, gdzie bawi się kwiat polskiej młodzieży.
Ok, a teraz tak bardziej na serio. Do całego tego smutno-wesołego fenomenu, jak i do tej płyty mam stosunek trochę ambiwalentny. Bo tak ze szczerej strony, muzycznej, lirycznej i ogólnie artystycznej, to żenada przeokropna. Ale jednak mamy tu coś piosenkowego, lekkiego, banalnego... no i zdobędzie to odbiorców na pewno, więc dlaczegoby nie? Melodie strasznie banalne, i już wtóre (no w końcu trzecia płyta, patenty się wyczerpują), granie prostackie wręcz. Akurat dla studenckiego audytorium, co by się na juwenaliach było przy czym bawić, przy grochówce i wygazowanym piwie. Druga sprawa, o wiele bardziej bolesna - teksty. Nosz... o ile melodie dają się z czasem nawet polubić, to od tych grafomańskich tekstów niestrawności można dostać. 'Bo Ty tak pięknie pachniesz, kiedy przechodzisz pod oknem' Agrh! Następne: 'Reszka, znowu wypadła reszka / a ja tak liczyłem na orzełka'. I tak można wymieniać w kółko, każda piosenka przynosi nam tu jakieś literackie horrorki. Toż to są sprawy podstawówkowe, najdalej wczesno gimnazjalne. Tekściarz chyba pomyślał o młodych fankach, które skrupulatnie będą teksty zespołu wstawiać na opisy gg. Być może nawet wyliczali odpowiednią ilość znaków, inaczej nie umiem wyjaśnić tego zjawiska.
Na zakończenie małe podsumowanie: ta płyta jest aż słaba, ale do posłuchania - jak znajomi zapuszczą gdzieś na imprezie, to ucieczka nie jest konieczna. Wszystko toczyć się będzie dalej: Ci z słuchem trzymać się będą zdala, fani będą skakać z radości, moja siostra nadal będzie mnie męczyła głosem Cegły, czy jak mu tam.
Recenzja minimalnie zedytowana, ze względu na to, że są ludzie, którzy nie wyczują ironii/żartu, nawet gdy ta wyszłaby zza krzaków i kopnęła ich w dupe. Pozdrawiam wszystkich pieniaczów, którzy mają dystans do ulubionej muzyki mniejszy, niż do podłogi. I kolejny raz powtarzam, recenzje z założenia NIE SĄ OBIEKTYWNE. Zrozumieliście, głąby? ;)