Co się stanie, gdy dwójka zafacynowanych New Wave didżejów spróbuje nagrać płytę utrzymaną w klimacie gotyku? Odpowiedzią jest ciekawa nazwa zespołu, a zarazem ich pierwszej płyty - She Wants Revenge.
Muzyczne inspiracje, i wcześniejsze doświadczenie dają całkowity stylowy misz-masz. Na jednej płycie słychać surowość Joy Division, klimat The Cure, warstwę tekstową godną najmroczniejszego zespołu gotyckiego a to wszystko przyprawiane skocznością Dance. Z tych szalonych składników wychodzi mniej więcej post-punk-dance. Niezachęcające? Zależy dla kogo.
Zajmijmy się wokalem. Gdy pierwszy raz usłyszałem Justina Warfielda, wydałem z siebie stanowcze: 'eee tam'. Jego głos jest wręcz... schizoidalny, od razu szybkie skojarzenie z Ianem Curtisem.
Klimat piosenek zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz gorycz, mrok, cierpienie, by zaraz Warfield zaskoczył nas szleńczo porywającym numerem. Wszystko to przez teksty, które warte są poświęcenia odzielnego akapitu.
Płyta tworzy jedną, spójną historie. Opowiada o chłopaku, który ma dosyć cieprień i wewnętrznych trosk, bowiem jest on standardowym, wrażliwym i ghotyckim nastolatkiem. Postanawia nigdy więcej się nie zakochać, choćby nie wiem co! (I Don't Want Fall in Love). Niestety, z planów nici. Na imprezie u kumpla spotyka dziewczynę - spełnienie wszystkich jego ideałów, marzeń, itd... (These Things). Przez kilka dni miota się z samym sobą, obmyśla to jak ją zdobyć, szuka jej domu, traci głowę zupełnie. W końcu ją znajduje. Śledzi, wzdycha z daleka, aż zbiera siły i podchodzi. Udało się! Umawia się na randkę na następny dzień. Jest w siódmym niebie, już wyobraża sobie jak to będzie im razem wspaniale. Aż... [tutaj końcówka historii, to tak jakbym recenzował film i miał wsadzić potężnego spojlera, więc jeśli chcesz się przekonać jak to skończyło się na własne uszy, przejdź do następnego akapitu] Zaczyna rozmyślać. Targają nim wątpliwości, a może nie wyjdzie, może nie pokocha... Dochodzi do wniosku, że jest nienormalny, i następnego dnia, zamiast na randkę, udaje się do psychiatry. (She loves me not)
Polecam każdemu, kto interesuje się Nową Falą. Ci, którzy nie lubią muzycznych eksperymentów mogą się na tą płytę obrazić.