Na Marginesie, czyli to, co przeleciało swego czasu przez moje uszy, ale jakoś nie było okazji/weny do udokumentowania tego faktu na blogu ;)
Arctic Monkeys - Favourite Worst Nightmare
Jakoś tak się nawinęło dzisiaj na odtwarzacz, choć płytę mam już od premiery. Przemilczałem ją cierpliwie, bo zawsze mogłem rozpętać tu burze jak tą z Linkin Parkiem ;) Szczerze mówiąc, teraz nie odrzuciło mnie tak jak 2 (?) miesiące temu, choć i tak nie wytrzymałem do końca albumu. Singiel fatalny, a to ich granie zaczęło się robić nużące gdzieś w okolicach piątego utworu. I to coś niektórzy śmią porównywać do Beatlesów, parodia. Teddy Picker jak dla mnie jedynie się broni, jako płyta - do kosza.
Harmonium - Si on avait besoin d'une cinquième saison
Harmonium to skok w zupełnie inne rejony, tak stylistyczne jak i czasowe. Album ten powstawał w złotym okresie progresywnego rocka, w czasach Floydów i Kinga Crimsona, tyle, że po drugiej stronie kanału La Manche. Francuski progres Harmonium to muzyka, która pachnie kwiatami. Niesie ze sobą wizje łąki, sielanki - piękny, progresywny folk. Polecam, jeśli gdzieś złapiecie ten album.
VA - Warszawa. Tribute to Joy Division.
No, i w końcu znalazłem. Jak to na składankach bywa - ogromnie nierówno. Dużo by tu było pisania - kto jak się spisał, więc będę oszczędzał w słowach. To nie mogło wyjść dobrze i nie wyszło. Joy Division to tak skrajnie charakterystyczny zespół, że wszelkie reinterpretacje ich utworów zazwyczaj kończą się kompletną klapą. Na wyróżnienie jednak zdecydowanie zasługują chociażby Pustki, które odważyły się zaśpiewać po polsku - do tego pani na wokalu ma głos, którego nie można nie polubić. Drugie wyróżnienie - Jolanta Kossakowska - New Dawn Fades w wersji smyczkowej - miód! Niestety wokal pozostawia wiele do życzenia, ale za te skrzypce... Reszta albo średnio, albo słabo.