14 sierpnia 2008

#1 Czas najwyższy spisać kronikę Off'a 08, jak zwykle spóźniony jestem, mam nadzieję, że nie usnę przed końcem bo jest północ, a moja pamięć ma deadline przypuszczalnie w okolicach jutrzejszego ranka. A więc do roboty, będzie bez zbędnych dłużyzn, konkrety.

#2 Zanim przejdę do koncertów, może trochę organizacji: festiwal wyglądał trochę inaczej niż w tamtym roku, zwiększono liczbę scen do pięciu. Trochę wyszło z tego zamieszania, bo w książeczce programowej rozkład sceny Myspace był na samym końcu. Zobaczyłem to gdy już wracałem do domu, nie widziałem tam żadnego koncertu.

#3 Ogródek piwny zwiększył swoją powierzchnie gdzieś dziesięciokrotnie w porównaniu z tamtym rokiem. Z cen piwa chyba każdy był kontent, choć te lane to raczej było woda z dodatkiem piwa. Nie spisano się za bardzo jeśli chodzi o gastronomie, kilka stoisk z wieelkimi kolejkami, poza tym ktoś tam chyba nie uwzględnił opcji, że ktoś może nie jeść mięsa. Ale wystarczyło wyjść z terenu festiwalu, przejść z 20 metrów i można było zjeść coś normalnego w takim budynku obok. Na szczęście niewielu na ten pomysł wpadło i bezstresowo, bezkolejkowo można było zakupić coś dobrego.

#4 Pole namiotowe i jego klimat - niesamowity. Na pewno nie każdemu pasował, wielu mogło się bulwersować - trzeba było iść do hotelu. Nie ma szans, żeby opisać wszystkie śmieszne rzeczy, które tam się działy. Pozdrawiam ludzi, którzy buchnęli wózek z Biedronki i fana Waglewskich z niedzieli rano.

#5 Najsłabszym punktem line-up'u w tym roku była bezsprzecznie pogoda. Na szczęście nie była na tyle bezczelna, i oszczędziła koncerty - padało tylko rano/raz popołudniu, ale akurat koncert był w namiocie. Mimo wszystko potrafiła popsuć klimat i pobrudzić buty. No i odkryła nowy sport ekstremalny - schodzenie do pola namiotowego z górki przez tory.

#6 Niemożliwe było obejrzenie wszystkiego, szczególnie w moim przypadku ("zimno, idę po bluze..." "nie chce mi się nosić torby..." "zapomniałem portfela..."). Jeden koncert nie zdążył się skończyć, a już zaczynał się następny - tym sposobem straciłem Caribou (podobno fantastyczny), wymieniłem go po prostu na barierki na Mogwai. Trudna sztuka wyboru. Z większych rzeczy straciłem również Menomenę, reszta została opuszczona już bardziej świadomie i z premedytacją.

#7 Afro Kolektyw. Ciężko byłoby mi wyobrazić sobie lepsze rozpoczęcie festiwalu. Nie wiem kto to ustalił, że grać mogli taką śmieszną ilość minut, ale na pewno to był błąd. Grali nowe kawałki ("Mężczyźni są..." i "Będę Was Bić..." no wymiotło całkowicie) przez co publika trochę zesztywniała, chyba mało kto tam je znał. Zabijcie mnie, ale Połącz Kropki to będzie coś genialnego - już na żadną inną płytę w tym roku tak nie czekam. Do tego miałem przyjemność pogadać z Afrojaxem po występie, zajebisty gość - wszystko to razem wprawiło mnie w znakomity humor, a to dopiero począąątek.

#8 Muchy. Nie wiem jak to się stało, że prawie 4 godziny przeciekły mi między palcami, ale faktem jest, że następny koncert jaki widziałem to Muchy. Z resztą, oberwanie chmury zapewniło poznaniakom potężne audytorium - mieli szczęście grać pod namiotem Offensywy. Widziałem ich po raz pierwszy na żywo i to chyba ustawiło całą sytuację - ja nadal bardzo lubię Terroromans. Może gdybym podchodził zimno, z odległości, byłoby mniej fajnie - ale ja się po prostu dobrze bawiłem (mimo hord rozhisteryzowanych i purpurowych ze zmęczenia nastek pod sceną). Nagłośnienie trochę nawalało, konkretniej wokal trochę przytłumiony był, nowe utwory mi się nie podobały, alee - Zapach Wrzątku nadal niszczy. I Miasto Doznań. I...

#9 Of Montreal. Tutaj podziękowanie dla pewnej przeuroczej ziomalki, która propsowała mi Hissing Fauna do skutku ; . Gdy na scenie pojawili się amerykanie deszcz posłusznie skulił ogon i uciekł gdzieś w pizdu. Do całej sytuacji pasowałoby, gdyby na niebie, gdzieś za sceną pojawiła się gigantyczna tęczaaa. Kurde, ciężko opisać choć w małej części to, co działo się na scenie gdy wyszedł na nią Kevin w majtkach ze swoim prywatnym Zoo. Fantastyczne wizualizacje, biegające po scenie zwierzęta, jakieś absurdalne skecze, gość trzymający ręce w górze przez 10 minut, golenie wąsów (!!) - gratulucje dla tego, kto to wszystko jest w stanie spamiętać. Highlight to zdecydowanie She's a rejector (możecie obejrzeć pod spodem) - doznajcie gościa czytającego gazetę i Kevina szalejącego pod koniec. Jako całość koncert dla mnie jeden z dwóch najlepszych na całej imprezie. Szkoda tylko, że popełnili taką zbrodnię na widowisku i nie zagrali NIC z Satanic Panic, a czeeekałem! I raczej nie tylko ja, eh.

#10 Clinic. Szkoda mi strasznie, ale nie mogłem dotrzeć pod samą scenę, słuchałem tylko z daleka. Setlista świetna, wszystko znałem, nogi chwilami same mi się rwały żeby biec w stronę sceny leśnej, no ale nie można mieć wszystkiego.. tak piszę, żeby się pożalić, haha. No i jeśli już coś tam dosłyszałem, to było to dobre/bardzo dobre, nie rozumiem narzekań powszechnych na laście i w innych miejscach.

#11 Dick4Dick. Zahaczyłem o nich tylko chwilę, i nie było żal mi opuścić po 5 minutach. Tego samego żartu nie powtarza się dwa razy, a co dopiero 23153 razy.

#12 Hey. Nosowska wyszła na scenę z założeniem, że musi przepraszać za to, że się tam znajduje. I trochę racji miała, kompletnie nie mam pojęcia po co Rojek ją tam upchnął, w jakim celu - zupełnie nie pasowało to do założeń festiwalu i reszty line-up'u. Pograli, poprzepraszali, posłuchałem z dystansu i nie powiem, żebym żałował tego, że nie dopychałem się dalej pod scenę. Huśtawki na plaży > Hey.

#13 Mogwai. Taktaktaktaktak. Połowa zapału i motywacji na wyjazd do Mysłowic zawierała się właśnie w tych sześciu literkach: M O G W A I. Zapalony Kamil już prawie godzinę przed występem szkotów dzielnie koczował pod barierkami, wybierając miejsce w samym środku, z idealnym widokiem. Co z tego, że Kamil w momencie rozpoczęcia koncertu był na nogach od prawie 40 godzin, i naturalną koleją rzeczy byłoby gdyby tam pod tymi barierkami nagle pieprznął z impetem w ziemie i tak jeszcze przed zobaczeniem Mogwai umarł ze zmęczenia oraz wykończenia fizycznego. Ale tak się nie stało, nagle zabrzmiał głos w słuchawce znany z Yes! I Am A Long Way From Home, i tak rozpoczęło się najlepsze półtorej godziny Off Festivalu 2008. Może to nie było do końca to, o czym marzyłem - 3/4 Young Team, armagedon, dziura w ziemi, poprzechylane drzewa i ja głuchy od ścian dzwięku - ale mimo wszystko był to najlepszy koncert Off'a. Znalazły się trochę przynudzające nowe kawałki, ale wszystko zrekomensował Mogwai Fear Satan. I nigdy nie zapomnę nażelowanego pana ochroniarza, który stał centralnie w środku odwrócony tyłem do sceny, z kamienną posturą przez cały ich występ nawet nie drgnął. Co mogło się dziać w głowie takiego gościa, gdy zaraz za nim Mogwai, mówiąc brzydko, napierdala, że aż dech zapiera? Co będzie jutro na obiad?

#14 Zniszczony już całkowicie, zgwałcony mentalnie przez Mogwai odpuściłem sobie Waglewskich i resztę towarzystwa, i udałem się grzecznie do namiotu by tam spokojnie sobie moknąć. Tak skończył się pierwszy dzień.

#15 W sobotę przywitała nas ulewa, która skończyła się w okolicach południa. Ja, znany z przemyślenia i patrzenia przyszłościowego dopiero wtedy pomyślałem, że namiot miałby się lepiej, gdyby przykryć go folią. Co też niezwłocznie uczyniłem, zgodnie z prawami Murphy'ego do końca mojego pobytu na Mysłowice nie spadła ani kropla deszczu, a ja zainwestowałem kasę w folię średnio trafnie. Plus dla organizatorów za prysznice, dużo lepsze niż w tamtym roku, przede wszystkim gorąące, czyste, tylko kolejki dość spore.

#16 Renton rozpoczął dla mnie drugi dzień koncertów. Zagrali b. dobrze 'jak na swoje możliwości', widziałem ich na Rafinerii i tu była zdecydowana większa moc. Choć wokalista ekspresją nie tryskał, i jak ktoś zauważył, kolejny koncert grał w tej samej, różowiutkiej koszulce :D Na singlach nawet zdarzyło mi się poskakać, ogólnie in plus.

#17 Baaba. Choć nie lubię takich jazzo-podobnych tworów oglądać na festiwalach, dawali zdecydowanie radę. Moretti i Duda to jak znak jakości. Świetnie bawili się muzyką, bardzo luźnie podchodzili do sprawy, dobry kontakt z publicznością. No i motyw z Borewicza, nie żałuję tej pół godziny na nich, choć pewnie w domu nigdy nie posłucham.

#18 Czesław Śpiewa. Haha, poszedłem chyba tylko z czystej złośliwości, i aby już po raz 3 przekonać się, że ten gość niczego godnego uwagi sobą nie reprezentuje, a już NA PEWNO nic godnego takiej zmasowanej podjary. Momentami to aż było śmieszne, masa ludzi klaszcząca za każdą głupotą, którą wypowiedział - normalnie jak na jakimś przemowieniu Papieża. Pozdro dla gościa, który po kolejnej już z rzędu żenadnej reakcji publiki krzyknął głośno "Wyyypierdalaj!". Zwinąłem się w miarę szybko, co by sobie zdrowia nie psuć.

#19 Karol Schwarz All Star. To na pewno nie był koncert dla tych, którzy po 18 na scenie eksperymentalnej znaleźli się przypadkiem. To na pewno nie jest projekt, który przekonuje do siebie przy pierwszym zetknięciu. Zagrali Krótkie spojrzenie, Konkret, Stocznia, i za samo to mają u mnie ogromnie pozytywny odbiór. Była Prośba z tekstem Wojaczka, była gitarowa sieka na Ostatniej Modlitwie Bohaterów (przepotężna naprawdę). Kontakt z nieliczną publiką trochę napięty (hah, nie obyło się bez 'spierdalaj' przez kogoś rzuconego), panowie wyglądali trochę jakby znaleźli się tam przypadkiem, ale mnie ogólnie bardzo się podobało - jeden z trójki najlepszych polskich koncertów. (pozdrawiam pana od recytacji tekstów, świetnie się z nim piło piwo :D)

#20 So So Modern poświęciłem dla wyżej opisanego Karola, tzn poszedłem na ostatnie 10 minut i jedyne co tam doznałem, to ból głowy. Jeśli mogę oceniać na tak malutkiej postawie to nie podobało mi się. Później masowo opuszczałem Izrael, Menomenę i Singapore Sling, kiedyś jednak trzeba zażyć internetu (haha, no dobra, nie do końca ; ), zjeść coś i wypić.

#21 Do życia muzycznego wróciłem na British Sea Power, lub jak wielu wolało - British Ssie Pałe. Ogólnie bardzo dziwny klimat wytworzył się przed samym koncertem - ze sceny zamiast atakujących reklam poleciała Trójka, w której mówiono o wojnie. Nie muszę chyba pisać, że odcięci od informacji od 2 dni byliśmy lekko zdezorientowani, i wzrokiem pytaliśmy się nawzajem wtf? No nic, po chwili na scenę wlecieli brytyjczycy i się zaczęło. Powiem szczerze, że spodziewałem się czegoś lepszego, było trochę sztywno, nie przekonali mnie do siebie. Może stałem zbyt daleko do sceny, ludzie wokół też trochę negatywnie nastawieni. Cierpliwie czekałem na Waving Flags, które *musiało* mnie porwać, niestety tak się nie stało. Stałem neutralnie bujając się, nic nadzwyczajnego, pod koniec wyszliśmy z tłumu. Pytanie tylko, po co jeden z nich miał paprotkę na łbie?

#22 Przepraszam, ale geniuszu Jamesa Chance'a nie dostrzegłem, choć się starałem. Nie podnieca mnie staruszek w białym garniturze skaczący z saksofonem, nie w tamtej chwili, nie w tamym miejscu. Bałem się trochę, żeby zawału nie dostał. Odeszliśmy od leśnej sceny po piętnastu minutach.

#23 Jacaszek. Czekałem na ten koncert jak na zbawienie, i się nie zawiodłem. Zainteresowanie trochę przerosło oczekiwania, bo dostać się do środka sceny ekperymentalnej było baardzo ciężko, wytrwać cały występ w tej duchocie było jeszcze ciężej. Jednak wytworzony tam klimat z żywymi instrumentami wszystko to rekompensował, udało mi się nawet usiąść i nie umrzeć z braku powietrza. Kapitalnie, czarująco, niesamowicie - tyle mogę powiedzieć.

#24 Lao Che dzielnie walczyło z Czesławem o miano najgorszego koncertu na festiwalu. Grali o tej samej godzinie, co poprzedniego dnia Mogwai, z lekka nieporozumienie. Po dziesięciu minutach stania ze skwaszoną miną udałem się na ławki i tam przeczekałem...

#25 ...do występu LUC'a i Rahima. Jedyny hip-hopopwy występ na imprezie, muzycznie bardzo mi się podobał, tylko momentami LUC przesadzał, zabawa w jakieś heppeningi, wyciąganie komórek, rzucanie ulotek. Mogli by więcej grać, mniej się wczuwać.

#26 Kończył festiwal Max Tundra, szkoda, że lepiej nie znałem jego twórczości, bo niektórzy bawili się nieziemsko. Ja raczej trochę zdezorientowany przyglądałem się z boku tym wszystkim wygibasom. Sam Tundra śmieszny gość, metr pięćdziesiąt i brzuszek, później wyskoczył na parkiet i sam się bawił, przytulał do dziewczyn i inne dziwne akcje. Tak to wszystko się kończyło...

#27 Iron & Wine trzeciego dnia nie dane mi było widzieć, bilety się wyprzedały szybko, a jak się później okazało, za darmo przed wejściem ludzie rozdawali, bo mieli za dużo. No cóż, gdy Sam grał sobie w kościele, ja siedziałem już w domu nieprzytomny. Festiwal był bardzo udany, do tego nie mam wątpliwości, zobaczymy co tam nam Rojek przyszykuje za rok, ale jeśli utrzyma taką tendencję, może okaże się boskim avatarem i sprowadzi mi Modest Mouse. Eh eh, już nie mam siły pisać więc pozwolicie, że z takim biednym podsumowaniem zakończę tę prawie-relacje. I sorry, ale nie sprawdze tego - za długie :D

Komentarze do wpisu "Off Festival 2008":

1 Bartini napisał(a):

IMHO Czesław był wporzex, a to że publika tak chwyta to może i dobrze.

O Izraelu nic nie napisałeś, a IMHO to był najlepszy koncert. Oczywiście publiczność dopiero przy „Płonie Babilon” zaczęła się ruszać.

14 sierpnia 2008, 19:42:55

2 favicon Patryk napisał(a):

skróć to nieco excerpt’em…

14 sierpnia 2008, 19:55:27

3 favicon Konający Konan Barbarzyńca napisał(a):

„skakający” – WTF? :D

14 sierpnia 2008, 20:33:52

4 Greenek napisał(a):

Ja z afrojax’em gadałem na tamtych offach, naprawdę sympatyczny gość :D Tylko mi ich koncerty ciągle uciekają :(

14 sierpnia 2008, 20:51:00

5 Aciddrinker napisał(a):

Nie byłem i w sumie żałuję. Może za rok…

14 sierpnia 2008, 20:55:20

6 Soil napisał(a):

IMHO Felix Kubin dał najlepszy koncert na offie :>

oczywiście po Mogwai ;)

A British Sea Power był transmitowany na żywo w Trójce…

14 sierpnia 2008, 21:07:59

7 favicon angelet napisał(a):

i była tęcza na of montreal. :D

14 sierpnia 2008, 21:48:10

8 favicon Aneczka napisał(a):

Czesław był spoko! A najfajniejsi Of Montreal, Mogwai rozczarował... Niech wpadną jeszcze raz, to może wyjdzie lepiej.

15 sierpnia 2008, 09:32:40

9 favicon natasza napisał(a):

„może okaże się boskim avatarem i sprowadzi mi Modest Mouse” kurde, wtedy bym Rojkowi stopy całowała :)))))

15 sierpnia 2008, 12:24:57

10 favicon t. napisał(a):

to nie był zwykły wózek z biedronki, on a właściwie ona miała wdzięczne imię – Krzyśka.

fan waglewskiego z niedzieli rano? jeżeli chodzi o to puszczanie „Majtów” z komórki w niedziele to dzięki za pozdrowienia ;)

15 sierpnia 2008, 14:18:00

11 favicon K. napisał(a):

#1. Kawałek Afro o mężczyznach stary jak świat, moja koleżanka miała to w opisie już ze 2 lata temu.

#2. Caribou i Menomena, czyli dwa z czterech najlepszych koncertów tego festiwalu. Żałuj kolego, żałuj.

#3. „Propsowała?” To po naszemu? Błagam, nie dajmy się tej śmierdzącej nowomowie. Przecież niedługo przestaniemy mówić po polsku. Chciałbyś, kolego, usłyszeć kiedyś od kumpla z pracy, że potrzeba mu smartnego łeju na zdobycie nowej many? I co właściwie znaczy to słowo na P?

#4. Chance może i faktycznie na scenie za bardzo nie zachwycał, ale uwierz – jak napieprzał na saksofonie w swojej garderobie to skarpetki leciały z nóg.

#5. Gdybyście wszyscy nie siedzieli na Scenie Experimental, to by się tam ludzi zmieściło 2 razy więcej. Ale jak ochrona przez cały piątek prosiła bez skutku, to w sobotę już jej się nie chciało i nic dziwnego.

#6. Brodaty Sam bije wszystkich. Ludzie, którzy przyszli w niedzielę do Kościoła Ewangelickiego wychodzili z niego zszokowani. Ja zresztą też. Czułem się zredukowany do rozmiaru mrówki. Polecam kupić sobie jakiś koncert z serwisu Played Last Night. Wszystkie kosztują grosze (22zł), a np ten z Minneapolis do złudzenia przypomina Mysłowice.

#7. Dlaczego nie ma ani słowa o Tymonie Tymańskim? :D

15 sierpnia 2008, 14:40:17

12 kamil napisał(a):

analogicznie odpowiem:

#1. Kawałek Afro nie jest stary jak świat, z początku tego roku bodajże. Twoja koleżanka mogła mieć w opisie tekst z piosenki Kobiet, w którym pojawia sie fraza „męzczyzni są odrazajaco brudni i zli”.

#3. Jeśli nie znasz takiego słowa, to nie oznacza, że ono nie istnieje. Poza tym to dłuższa historia, i kto miał zrozumieć – zrozumiał, więcej nie chciałem. I dla mnie to nie jest śmierdząca nowomowa, na tym skrawku internetu będę używał słów jakich zechcę i będę robił błędy jakie tylko zechcę :D no offence oczywiscie, propsować = polecać

#4. Spróbuje uwierzyć, no ale mimo wszystko – miał tak zagrać na scenie.

#5 Siedziałem pod koniec, gdy już większość ludzi zwątpiła i zrobiło się miejsce z samego boku. nikomu tym nie wadziłem na pewno.

15 sierpnia 2008, 14:48:19

13 favicon patyna napisał(a):

dzieki za pozdro, jam z kolegą buchnęła wózek z biedronki:D krzyśka niestety zostala na polu hahahah ale w przyszlym roku idziemy po nowy.
:*!

15 sierpnia 2008, 20:59:29

14 favicon paolina napisał(a):

to my prosilysmy marka o zmiane koszulki, 3 koncert i 3 raz ta sama, ehh chlopie :)

15 sierpnia 2008, 21:03:05

15 favicon blx napisał(a):

ad. #19 – nie „spierdalaj,” to było tak, że ten, chyba z Towarów Zastępczych, drze się „jesteśmy szczęśliwi” jak umie, w przerwie na oddech ktoś rzuca „jesteście chujowi.”

17 sierpnia 2008, 05:09:25

16 favicon juuusek napisał(a):

izrael był straszny. homo twist był straszny. reszta od ujdzie do całkiem całkiem

18 sierpnia 2008, 12:45:42

17 Ja2ger napisał(a):

James Chance był dobry. Pan przypominał trochę naćpaną wersje Vana Morrisona, ale funka grali świetnego.
Dick4Dick mi się bardzo podobało. Może dlatego, że widziałem ich pierwszy raz na żywo….
Czesław też fajny. Poszedłem z myślą, że po 2 kawałkach odejdę, ale ten prawie że kabaretowy występ spowodował, że miło mi się tam stało i śmiało
Izrael to największa tragedia OFFu. Przymusowa emerytura dla tych panów.
Na Twoim miejscu nie pociąłbym się za ominięcie Caribou -imho najlepszy koncert całego OFFa. Przebili wszystko.

27 sierpnia 2008, 13:05:43

18 favicon /////////// napisał(a):

ogolnie to byla tecza na of montreal tyle ze nie za scena ale przed

31 października 2008, 21:27:52

Dodaj komentarz:

Textile włączony ( szczegółowy opis znaczników ): *strong* | **bold** | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat. | # ol | * ul