26 maja 2008

Na pięć minut ten blog zamienia się w blog filmowy. Kolejny raz dostałem opieprz za rzekome 'niezrozumienie' fimu Juno. Kolejnego razu 'nie zniese', więc tu postaram się wytłumaczyć, dlaczego ten film jest tak przeraźliwie słaby.

Większość nieszczęść tego obrazu rodzi się w samej Juno, czy raczej w odgrywającej ją Ellen Page. Otóź Ellen ma 21 lat, w filmie gra 16 latkę. Zasadniczym problemem jest tu fakt, że Ellen w niczym nie przypomina typowej szestnastolatki. Ni to z wyglądu, a już na pewno nie z zachowania. Do tego jej gra... doprawdy, szybciej uwierzę w świat wykreowany w Na Wspólnej, niż w Juno. Wyluzowana nastolatka, szalona, pyskata i przemądrzała, *zabawna*. Zabawna zostało wyróżnione, bowiem scenarzyści zadbali o to, żeby żarty serwowane w tym filmie były pierwszej suchości. Przykład pierwszy z brzegu: Juno dzwoni do przyjaciółki, by powiadomić ją o swojej ciąży, nawiązuje się dialog: "-Juno? / -Nie, tu Morgan Freeman, czy masz jakieś kości do mojej kolekcji? / -Tylko te w moich majtkach". Czy już mogę skonać ze śmiechu?

Dobra, to mogę jeszcze przeboleć, choć film oznaczony jest jako komedia. Najgorsze jest to, że gdyby ktoś robił konkurs na najbardziej irytującą postać pierwszoplanową, Juno wygrałaby w cuglach. Ellen Page grając swoją postać o egzotycznym imieniu tak bardzo stara się być COOOL wyluzowaną i zabawną, że to boli. Sposób mówienia Juno przebija wszystko - taki cholernie_irytuąco_zaciągający, przedziwnie acentowany, wplatanie wszędzie YOU KNOOOW i innych awesooome słówek, you know. I jej wyraz twarzy. To wszystko buduje postać przerażającą. W takim filmie główna rola powinna wzbudzać sympatie you know, a ja cały czas trwania filmu miałem nadzieję, że na koniec przejedzie ją walec.

Nie ma się co oszukiwać - film zyskał taki rozgłos m.in. dzięki nadaniu mu muzycznej, indie-otoczki. Tu też jest sporo do omówienia. Moment, gdy Juno rozmawia z Markiem o muzyce, i próbuje mu wytłumaczyć wyższość punka z '77 nad grungem - EPIC FAIL. Autentycznie musiałem zatrzymać film i odejść na chwilę ochłonąć. Poza tym cała muzyczność filmu ogranicza się do pokazowego rzucania nazwami zespołów - Sonic Youth, Carpenters, The White Stripes itd. Strasznie słabo to wygląda, przykładowo w Reprise takie samo rzucanie zespołami wyglądało dużo fajniej i subtelniej. Można? Taa, ale chyba nie w jusej.

Oddać Juno muszę jednak to, że o ścieżkę dzwiękową zadbali. W filmie przewija się m.in. The Velvet Underground, Belle & Sebastian, Cat Power czy wspomniane wcześniej Sonic Youth. No i pokazli mi istnienie utworu Superstar w wersji tych ostatnich.
To by było na tyle, lżej mi. Nie mam pojęcia za co ten film dostał Oscara, i jakby nawet nie chcę wiedzieć. Nie pierwszy i nie ostatni raz akademia nagradza takie arcydzieła.



Komentarze do wpisu "film: Juno":

1 favicon Lanooz napisał(a):

E tam zrozumienie to inna sprawa. Tu nie wiele jest do rozumienia, tu chodzi o stopień sceptyzmu u kazdej osoby. U Ciebie w tym wypadku jest dość wysoki.
Żarty wcale nie miały być śmieszne, nie po to żeby skonać ze śmiechu. Tak jak w polskich realiach, mówimy coś po to żeby mówić. Ot. Dla żartu nieśmiesznego.
Patrzysz na to zbytnio jak pod kątem filmu, który ma koniecznie śmieszyć kiedy są żarty.
Film jest oznaczony jako komedia nie z powodu konkretnych żartów.

A to wplatanie „you know” to jest w sumie…normalne. Jest to nawyk, czy ty nie masz jakichś słownych nawyków które ciągle powtarzasz w trakcie mówienia niezaleznei od sytuacji? Nie? Ale ja mam.
Ellen Page u mnie wzbudziła sympatię ;)
Różne te (bądź co bądź) strasznie Ci zasłoniły cały urok filmu, wydaje mi sie

26 maja 2008, 16:24:53

2 Ka. napisał(a):

Według mnie Ellen bardzo wygląda jak 16-latka. Zwłaszcza jeśli ubiorą ją w luźne dżinsy, bluzę z kapturem i trampki.

„że Ellen w niczym nie przypomina typowej szesnastolatki. Ni to z wyglądu, a już na pewno nie z zachowania. (...) Wyluzowana nastolatka, szalona, pyskata i przemądrzała, zabawna.” – Czy wg Ciebie 16-latka nie może być szalona, wyluzowana, etc? Nie wiem, jak w takim razie ma się zachowywać. Płakać i ciąć się gdzieś w kącie, czy siedzieć z nosem w książkach i uczyć się?

W ogóle inaczej odebrałam postać Juno. Dla Ciebie jest pyskata – dla mnie szczera. Dla Ciebie wyluzowana – dla mnie ma po prostu gdzieś, co inni o niej myślą. Zabawna – ironiczna i sarkastyczna. Szczególnie te jej komentarze mnie rozwalały. „As far as boyfriends go, Paulie Bleeker is totally boss. He is the cheese to my macaroni. And, I know that people are supposed to fall in love before they reproduce, but… I guess normalcy isn’t really our style.”

No, ale są gusta i guściki ;]

Pozdrawiam.

26 maja 2008, 18:53:52

3 Ka. napisał(a):

*16-latkę oczywiście miało być...

26 maja 2008, 18:54:17

4 Ka. napisał(a):

Albo i nie. Ech, coś nie tak z moją koncentracją dzisiaj, przepraszam za spam :P

26 maja 2008, 18:54:56

5 Cici napisał(a):

Najpierw zapowiadasz, że wyłożysz czytającym, dlaczego ten film jest „tak przeraźliwie słaby”, po czym jedyne co można wywnioskować z tego bełkotu to fakt, że irytuje cię główna bohaterka. Cóż, może jednak zostań przy pisaniu o muzyce, bo z filmami ci nie wychodzi.

26 maja 2008, 20:22:04

6 favicon marr napisał(a):

całość średnia, miejscami sprawę zawaliło beznadziejne tłumaczenie, miejscami broni się nawet po polsku.
soundtrack rzeczywiście dobry, brawa za mott the hoople.

26 maja 2008, 20:54:01

7 favicon och napisał(a):

z tłumaczeniem wyższości ’77 wygrywa chyba jedynie ‘sonic youth to tylko łoskot’ a następnie trzaśnięcie drzwiami, z trudem powstrzymałam się żeby nie rzucić w ekran butem.
ten film miał jakiś tam potencjał, ale został zaprzepaszczony jego amerykańskością (tak, wiem że jak film się robi w ameryce, to jest amerykański, ale come on są jakieś granice), dokładniej gdzieś pomiędzy tym że przyjaciółka się kocha w grubym nauczycielu, a niebieskimi rzygami juno w urnie za przeproszeniem. superstar świeeetne, wiadomo.
co do oskarów, hmmm to że rocky dostał 3 mówi chyba samo za siebie…

26 maja 2008, 21:36:28

8 Cici napisał(a):

Rocky nie dostał żadnych Oscarów, co najwyżej trylogia Bourne’a (za montaż, dźwięk, takie tam).

26 maja 2008, 21:38:00

9 favicon och napisał(a):

link „Won 3 Oscars. Another 15 wins & 19 nominations”
mówię ogólnie, nie tylko o zeszłym roku. poziom oskarów jest delikatnie rzecz ujmując żenadny.

26 maja 2008, 21:42:51

10 gamiks napisał(a):

@Cici: naprawde tylko tyle z tego wyczytałeś? no dobra, może dobitniej: słaba gra głównej aktorki; postać tytułowa irytująca; 21 latka grająca 16latkę; słabizna scenariusza; nieśmieszne żarty; głupie dialogi; w ogóle banalność historii i ten hamerykański klimat.

26 maja 2008, 21:57:45

11 aph napisał(a):

Cholera, muszę się wyżalić. Mam dość recenzji filmów opierających się o „nie podobał mi się główny bohater”. Od kiedy nie można robić filmów o ludziach, których nie lubimy? O bohaterach mało realistycznych, przerysowanych, czasem wręcz abstrakcyjnych. O zwariowanych szestnastkach, które nie lubią Sonic Youth, mają telefon w kształcie hamburgera i uważają, że „lata 70 były najlepszym okresem dla rocka, a wy nie możecie nic o tym wiedzieć, bo was tam nie było”.

Juno to dobry, sympatyczny film, który przywraca wiarę w to, że amerykańska, (już) mainstreamowa komedia to może być coś więcej niż Superbad.

26 maja 2008, 22:10:31

12 favicon Nupperlich napisał(a):

Tylko sobie narobiłem apetytu na ten film. :D

26 maja 2008, 22:55:03

13 favicon learn english, dude napisał(a):

„-Juno? / -Nie, tu Morgan Freeman, czy masz jakieś kości do mojej kolekcji? / -Tylko te w moich majtkach”

It was a pun.

26 maja 2008, 23:10:53

14 Cici napisał(a):

@Gamxx

Połowa tego co wypisałeś zawiera się w „nie podoba mi się główny bohater”, resztę ledwo tylko nakreśliłeś w notce. Nawet te nieśmieszne żarty wychodzą w twojej notce prosto od bohaterki, jakby to ona była sprawczynią całego nieszczęścia.

Dla jasności: filmu nie widziałem, ale jeżeli tak kiepsko argumentujesz jego kiepskość, to ja z chęcią go obejrzę.

27 maja 2008, 08:50:15

15 favicon mewithoutyou napisał(a):

ja z tego filmu dowiedziałem się o istnieniu reżysera pt Dario Argento. zaraz sięgnąłem po Suspirię (nie jestem pewien czy to ten film oglądają David i Juno) i … polecam wszystkim fanom horrorów klasy B (C?).

co do Juno – sympatyczny, ciepły film. fakt, ze mało realistyczny,a le może tak miało być. taki realizm magiczny w wersji „teen”.

ktoś mówił, że to jest film o muzyce??

a co do sposobu mówienia Juno – nie uważasz, że tak właśnie miało być? że na tym też polega kunszt tej aktorki, że tak opanowała te wkurzające cię odzywki? jej postać po prostu „ma jaja”

27 maja 2008, 14:18:53

16 Koval napisał(a):

scenariusz napisany jakiś czas temu przez prostytutke wiec co sie dziwić ze zarty sa takie a nie inne.

„you know” niestety tak sie mówi w stanach. wieeeesz…

btw. zrób poprawke że są tacy ludzie którym jest w życiu wszystko jedno i taka ona też jest. IMO film jest ok i jest strasznie szczery… bez skrupułów postanowiła to zrobić tak samo jak 80% aborcji w UK za którymi stoją polskie kobiety… nie zapominaj o tym

27 maja 2008, 18:03:47

17 favicon janek napisał(a):

lubie jej farbowane rzesy piegi i policzki blade lalalalala

27 maja 2008, 18:39:21

18 gamiks napisał(a):

@Cici: widać, że tego filmu nie oglądałeś, bo Twoje argumenty są z dupy. Ten film to jest właśnie ta główna bohaterka, od tytułu przez okładke i inne pierdoły, po prace kamery, która od niej sie nie odrywa o ile dobrze pamietam ani na moment. Te żarty też wychodzą tylko od bohaterki, więc podałem jeden z wielu. w tym wypadku bohaterka=film, więc jak już musisz się czegoś czepiać na siłę, to rób to umiejętniej.

@janek: ja też :D

@inni: no to też jest sposób na film, ale gdy nie zajawisz osoby Juno, tak jak ja na przykład, cała przyjemnosc ogladania bierze w łeb

27 maja 2008, 19:03:44

19 gamiks napisał(a):

mam nadzieje, że to pojedyńczy przypadek :o

27 maja 2008, 19:24:11

20 favicon twój miś napisał(a):

mewithoutyou: słabo coś oglądaleś 1.„suspiria” 2.„juno” żeby 1.uznać argento za twórcę horrorów klasy b/c (przeczytaj coś jeszcze o nim może) 2.pomylić „wizard of gore” z „suspiria”. nie no, ale fajnie, że się rozwijasz, może przy pewnej dozie szczęścia odkryjesz jeszcze jakichś niszowych reżyserów, ale proponuję najpierw kurwa sprawdzić o czym się mówi, bo rzucanie nazwiskami imponować może góra w podstawówce.

27 maja 2008, 21:40:01

21 favicon jakuzz napisał(a):

ale masz tu zajebiste rozkminy w komentarzach.
mnie się oczywiście „Juno” podobało, po angielsku jest zabawny, poza tym to jednak ma być 16-latka, raczej nie rzuci żartem cięższego kalibru, a i tak daje radę.
głupio trochę robić filmy o tzw. typowych nastolatkach, nie sądzisz? ta jest specyficzna, ale też rodzinę ma raczej odlotową, a to połowa sukcesu.
muzyka spoko, a to, co o niej w filmie mówią, to nie jest bynajmniej jego główne przesłanie, tylko opinia fikcyjnych bohaterów, z czego jeden to dziewczynka, która wiele jeszcze muzyki przesłucha, a drugi to życiowy złamas.

28 maja 2008, 13:09:04

22 favicon wuszu napisał(a):

nie czytam tej notki bo wszystko co związane z Juno mnie odrzuca. film okropny, przereklamowany, nijaki. pozdro szejset.

28 maja 2008, 22:40:26

23 favicon mewithoutyou napisał(a):

do twój miś:

wyobraź sobie, że nie oglądam filmów klatka po klatce i nie robię w trakcie seansu notatek. i tak nieźle, że zapamiętałem nazwisko reżysera, nieprawdaż?

a co do klasy B – być może jest to reżyser kultowy (Ed Wood też jest, przyznasz), ale na pewno nie jest to klasa A (Lśnienie czy Egzorcysta to to nie jest). Obejrzałem Suspirię i Phenomenę i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że mam do czynienia z reżyserem ciekawym, ale jednak klasy B. Why? Otóż w jego filmach często brak łańcucha przyczynowo-skutkowego, zdarzają się załamania fabuły, pomijanie niektórych wątków, nierówno przedstawione charakterystyki postaci, zdarzenia bez związku z fabuła. Aktorzy grają amatorsko. Muzyka bywa że bez ładu i składu (zwłaszcza w Phenomenie). Małpa, która tnie człowieka skalpelem po twarzy z zemsty? Absurdalne.

Zatem nie obrażaj się, ale powtórzę, że Argento to KULTOWY reżyser horrorów klasy B.

Pozdrawiam (a podstawówkę mam daaaawno za sobą, mój misiu)

30 maja 2008, 10:39:13

24 favicon koż napisał(a):

„-Juno? / -Nie, tu Morgan Freeman, czy masz jakieś kości do mojej kolekcji? / -Tylko te w moich majtkach”

No raczej trudno zrozumieć aluzje jak się nie widziało Kolekcjonera Kości w którym Morgan Freeman gra główną rolę..

31 maja 2008, 22:05:31

25 favicon Bruce Lee napisał(a):

Najezdzacie na siebie, troche tak smutno sie to czyta. Liczylem na jakas fajna polemike zagladajac w komentarze, ale sie zawiodlem.

Mysle ze Juno byl jednym z lepszych filmow, jakie obejrzalem ostatnio. Gra glownej bohaterki byla bardzo, ale to bardzo zapadajaca w pamiec, fakt ze mogla w niektorych budzic negatywne emocje (autor tekstu przejezdzajacy ja walcem dajmy na to). Ale zapadnie mi w pamieci tak samo jak gra Scarlett i Murray’a w Lost In Translation. I tak samo te dwa filmy polubilem.

Ktos moze sie przyczepic ze Forrest Gump jest przerysowany ;) A gra tej malolaty tez miala byc bardzo jaskrawa. Sceny z pawiem do wazonu bym wycial. Tyle, sorry za chaos.

01 czerwca 2008, 02:51:53

26 favicon Riven napisał(a):

Panie Gamx przypomina mi pan pewnego czlowieka pracujacego w wypozyczalni kaset wideo w czasach mojej mlodosci. Zawsze jak cos polecal ,wiadomo bylo ze to gowno jakich malo ( choc tu czasami zdarza ci sie polecic cos dobrego), a jak cos krytykowal to bylo to arcydzielo. Nie mowie ze Juno to arcydzielo ale film na calkiem przyzwoitym poziomie , utrzymujacy ten poziom przez caly czas trwania filmu. No i ten soundtrack , miodzio.

14 czerwca 2008, 13:11:51

27 gamiks napisał(a):

no ba, cała rodzina wybiera filmy na takiej podstawie: oglądają to co mi się nie podoba, unikają tego co uważam za dobre. pozdrawiam

14 czerwca 2008, 13:13:40

28 favicon soja napisał(a):

Jak się ktoś obraca w środowisku osób anglojęzycznych, to wie, że powiedzonko „you know” jest bardzo, bardzo dużo używane. I to że Juno też go ciągle używała, nadawało filmowi swobodny i swoiski nastrój.

Pozdrawiam, soja ;>

10 sierpnia 2008, 19:44:37

29 favicon YouLo napisał(a):

Nie wiem dlaczego czepiacie takiego filmu jak „Rocky”. Świetny film dramat-obyczajowy z elementami psychologicznymi. Nie jakieś tam mordobicie. Świetne przesłanie dające nadzieje na lepsze jutro. Kozacka gra aktorska (Stallone zajebiście zagrał jak i Burt Young). Zresztą nie bez przyczyny jest to jeden z najbardziej znanych filmów w historii kina. Do tego dochodzi, że jest jednym z najczęściej parodiowanych dzieł w dziejach. Jeśli już się robi parodię to robi się parodię czegoś co było przynajmniej dobre. Ścieżka dźwiękowa to już legendarna jest i wszyscy ją znają. Przyznaję, że Oskary czasami są błędnie przyznawane. Ja osobiście nie wręczyłbym Oskara dla „The Departed” za najlepszy film. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Jest to totalny plagiat filmu „Infernal Affairs”, który jest z roku 2002. „Infiltracja” niczym się nie różni od „Infernal Affairs”. Dorzucono tylko znanych aktorów, żeby była lepsza reklama i przeniesiono akcję do U.S.A.. Natomiast co do reżysera to już dawno powinien statuetkę otrzymac. Dali mu za całokształt na odczepne… fajny…

16 października 2008, 18:02:48

Dodaj komentarz:

Textile włączony ( szczegółowy opis znaczników ): *strong* | **bold** | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat. | # ol | * ul