16 maja 2008

Droga Scarlett,
mogło być nam razem tak pięknie. Nie żeby na moje uwielbienie względem Ciebie decydujący wpływ miało moje przekonanie, że jesteś jedną z kilku najpiękniejszych istot chodzących po Ziemi. Wcale nie. Przy pierwszym ujęciu w Lost in Translation nie widać Twojej twarzy, więc o jakimś szowinistycznym zachowaniu nie może być mowy. A jednak od tego właśnie ujęcia pokochałem Cię, i z zachwytem oglądałem gdy spacerowałaś sobie sennie przez Tokio, czy grałaś zagubioną nastolatkę w Ghost World.
Gdy zapowiedziałaś, że wydasz album byłem bardzo ciekawy, tym bardziej, że kiedyś już udowodniłaś, że potencjał wokalny masz, nagrywając swoją wersję klasyka George'a Gershwina - Summertime.

Gdy pojawił się singiel - Falling Down - oficjalnie stałem się wniebowzięty. Kapitalna produkcja Dave'a Siteka z TV on the Radio wyniosła tę pozycję Toma Waitsa na wyższy poziom, do czego Ty dograłaś świetny, hipnotyzujący wokal. Plus ładny teledysk w klimacie Lost in Translation. Czego chcieć więcej? W tamtym momencie nie było nikogo, kto czekałby bardziej na tę płytę. I kto byłby bardziej przekonany o jej przyszłym sukcesie. Niestety, ale gdybym wtedy założył się o rękę, że tak się stanie, teraz pisałbym dwa razy wolniej.

Drugi utwór jaki usłyszałem, czyli tytułowy Anywhere I Lay My Head nie zapowiadał niczego złego. Znowu producent wywiązał się na mocną czwórkę z plusem, budując za Twoim głosem ładny, intensywny dream-popowy podkład. Ale hej, co z Tobą? Dlaczego nie brzmisz już tak wyraźnie i ciekawie? Bez wsparcia Bowiego, kochana, to ja Ciebie już tylko słyszę, a nie słucham. Gdy monotonia Twojej barwy usypia mnie gdzieś już na wysokości Fannin' Street, to budzi mnie dopiero energetyczność I Don't Want To Grow Up. A i Sitek w tym momencie nie radzi sobie najlepiej, bo nie robi nic, co by mnie z tego lunatykowania wyciągnęło. Co jest? Nie tak się umawialiśmy, żeby mi 3/4 Twojej płyty przechodziło koło ucha niezauważone.

Tak bardzo chciałem tą płytę pokochać. Specjalnie dla Ciebie słuchałem w kółko, choć już straciłem nadzieję. Świetna aranżacja instrumentalnego Fawn, singiel i utwór tytułowy, to za mało, żeby uznać tę płytę chociaż za średnią. Ale nie przejmuj się, nadal jesteś jedną z najpiękniejszych istot dreptających po ziemi, a już niedługo zobaczę Cię u boku Penelope Cruz w filmie Woodego Allena. OMG, co za konfiguracja, powiedz mi, czemu Allen nie kręci erotyków?

Twój oddany,
Kamil vel gamxx

Komentarze do wpisu "Scarlett Johansson - Anywhere I Lay My Head":

1 favicon gig napisał(a):

Przesadzasz, nie jest źle. A ze stwierdzeniem, że płyta nie jest nawet średnia, się nie zgodzę.

16 maja 2008, 19:09:09

2 favicon marr napisał(a):

łaska boska (?!) że na oczy przejrzałeś. na sen kasandry też się wybieram, ale podobno to najsłabszy film allena.

16 maja 2008, 22:43:47

3 favicon janek napisał(a):

oj bo autora tekstu nikt nie kocha, bieadaczek ;)

17 maja 2008, 12:22:45

4 favicon Camel napisał(a):

scarlett jeszcze nie slyszalem ale chetnie bym posluchal.

a tak w ogóle :www.mybootz.blogspot.com
może komuś się przyda ;) pzdr.

17 maja 2008, 14:40:39

5 favicon Muzykolog napisał(a):

Ta płyta to katastrofa , widać brak szkolenia i niekobieca barwa głosu . Muzyka jest głośniejsza od jej śpiewu – może w celu zagłuszenia jakichś niedoskonałości ? Dobrze , że chociaż w dźwięki zazwyczaj trafia . Męczy się śpiewając , nie ma uczuć i swobody śpiewania .
Aktorką jest super i jest bardzo piękna , ale śpiewanie powinna sobie odpuścić , najwyżej dla tych , którym podoba się jej głosik .
Piosenki w innej aranżacji może byłyby nawet fajne .

17 maja 2008, 23:04:44

6 favicon janek napisał(a):

muzykolog ojej jakis ty mądry i rezolutny kocham cie heh

18 maja 2008, 13:45:21

7 favicon RV napisał(a):

Recenzja vel list otwarty równie miałka co płyta. Jak faceta ciekawi mnie socjologiczno-estetyczny fenomen „nakrętu” na perkaty nosek Scarlett. Laska przeciętna, ciało niezłe, cyc konkret, ale co poza tym? Oryginalność Pameli Anderson, nieco irytująca maniera grania, a co dopiero śpiewania. Pomijając, że Sitek tak przesterował i przerobił jej wokal, że chyba na płytach Britney jest więcej Britney. Jeśli ta cała płytka jest gorsza niż singiel, który ledwo udało mi się przesłuchać do połowy, to uchowaj panie. Dream-pop powinien być przyjemny, kojący, magiczny. Niech już zostanie przy hollywoodzkich ‘blockbusterach’, a „patrzenie na buty” zostawi ludziom utalentowanym, bo z takim głosem to i K. Shields by nic nie zrobił. Awe

19 maja 2008, 09:30:18

8 favicon RV7 napisał(a):

„Jak NA faceta” żeby nie było. PiS & Luff

19 maja 2008, 09:31:29

9 favicon wuszu napisał(a):

przynajmniej jest o niej głośno. i dobrze. nawet doda wie, że jak płyta jest chujowa to nadrabia się piarem.

19 maja 2008, 20:10:57

10 favicon Muzykolog napisał(a):

Scarlett – o jej głosie zmieniłem zdanie gdy w rmf classic zabrzmiała jej przeróbka Summertime Gerschwina . Pięknie to zaśpiewała – ale czemu płyta z utworami Waitsa nie wyszła ??

20 maja 2008, 18:58:53

11 favicon jakuzz napisał(a):

Summertime boskie, a teraz to chyba nie ona. Czy coś. Po pierwsze – Waits? Strzał w stopę, do tego trzeba mieć ciut więcej osobowości, że o stronie muzyczno-wokalnej nie wspomnę. Po drugie – chyba przekombinowali, bo ani tu summertime’owej Scarlett, ani też zazwyczaj DS nie słyszę. Marniutko.

21 maja 2008, 00:04:23

12 favicon jakuzz napisał(a):

btw, klip z Falling Down dwa wpisy niżej już nie działa

21 maja 2008, 00:06:27

13 favicon Lanooz napisał(a):

parsknęłam śmiechem jak przeczytałam jeden z argumentów muzykologa...bo ma niekobiecą barwę głosu.
pfff.

22 maja 2008, 01:29:57

14 gamiks napisał(a):

@jakuzz: wrzuciłem z YT. o m g, jak można nie doznać przy tym utworze i przy scarlett w czapce _ ;D

22 maja 2008, 12:46:10

15 favicon Muzykolog napisał(a):

Do Lanooz

chodziło mi , że na tej płycie jej głos brzmi niejako w porównaniu do summertime . Nie ma tej subtelności i kobiecości . Może to wina za głośnej muzyki , która czyni , że głos Scarlett jest w tle a powinno być odwrotnie.

22 maja 2008, 18:17:50

16 favicon Muzykolog napisał(a):

Trzeba przyznać , że klip do Falling down ma swój klimat , zresztą jej piękna twarzyczka dopełnia wszystko. Muzyka też dobrze zaaranżowana .

22 maja 2008, 18:21:36

17 favicon Lanooz napisał(a):

Cały czas mi się wydaje, że sugerujesz to, że głos kobiecy nie może być niski. Niskie głosy kobiece są wyjątkowe, tj w przypadku wokalu Scarlett. Ma taki piekny, niski, nieco chropowaty głos, to czyni go wyjątkowym. I na szczęście w albumie dała nam o tym znać.
I to mi się podobało w tym albumie.
Zaś w Summertime brzmi zbyt typowo.

25 maja 2008, 18:21:20

18 favicon Muzykolog napisał(a):

Znam inne wokalistki o niskim głosie , które umieją pokazać jego piękno . Ale na płycie Scarlett jej głos brzmi mało wyraźnie ( mam uczucie , że jest na drugim planie , a podkład na pierwszym) nie słychać tej jej chropowatości w głosie . Piosenki na tej płycie są zbyt jednolite i podobne . Rozumiem , że dla innych płyta jest cudna , świetna i w ogóle miód na uszy .
Ja jednak wolę ją z Summertime .

30 maja 2008, 00:31:24

19 favicon Kristin napisał(a):

Zgadzam się z muzykologiem

09 lipca 2008, 23:13:28

Dodaj komentarz:

Textile włączony ( szczegółowy opis znaczników ): *strong* | **bold** | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat. | # ol | * ul