29 kwietnia 2008

Przed przeczytaniem, koniecznie obejrzyj powyższy filmik.

Proszę Państwa! Przerywamy naszą stałą pozycję, ponieważ mamy sensacyjny materiał. Nasz reporter powie o nim za chwile kilka słów: Dobry wieczór państwu. Sensacjaaaa. Odnalazłem w piwnicy w Londynie oryginał nieznanej zupełnie kolaboracji Briana Eno, Cocteau Twins i Kate Bush, nie ma go żaden inny blog na świecie. I za chwile premiera:

Czytaj dalej...

27 kwietnia 2008

Najczęstszym powodem zastoju na blogu, obok braku weny jest zapchanie moich kanałów słuchowych jakimś starszym albumem, który tak mnie zajmuje, że nie mam ochoty na przesłuchiwanie nowych wydawnictw. Naturalnie często tak jest, gdy po raz setny przerabiam dyskografie Modest Mouse, Mogwai, lub zawieszam się nad The Twilight Singers. Ale miniony tydzień zszedł mi nietypowo, bo na polskim albumie, jeszcze bardziej niecodziennie - na albumie hip-hopowym.
I wcale nie jest to nowa płytka OSTRego, nie obchodzą mnie kolejne porcje jego kopiowania samego siebie. Rzecz rozchodzi się o nielegal Smarkiego, Najebawszy EP. Puszczona do sieci trzy lata temu, zdążyła wyrobić sobie w środowisku miano kultowej. W pełni zasłużenie.

Czytaj dalej...

24 kwietnia 2008

Wstęp: ..............................................................................................
...........................................................................................................
...........................................................................................................
...........................................................................................................
...........................................................................................................

Czytaj dalej...

20 kwietnia 2008

Kyte, gdy tylko zaznaczyło swoją obecność na muzycznym rynku od razu porównano do Sigur Rós. Porównanie do Sigur Rós ostatnio brzmi jak zapowiedź tragedii. Tragedią było wydanie rok temu albumu Amiinii, czyli ziomków Sigurów z Islandii (porównywania wtedy były nawet głośniejsze), którzy wydali jedną z nudnejszych płyt 2007 roku. Tragedią jest też to, że każda nowa post-rockowa kapela z północy Europy *musi* mieć w sobie cząstkę Sigur Rós, inspirować się nimi lub cokolwiek. Musi.
Tak też do albumu o minimalistycznej (każdy zespół inspirujący się Islandią musi mieć taką) okładce podszedłem z niejaką trwogą. Okazało się, że jednak niesłusznie.

Czytaj dalej...

13 kwietnia 2008

Raz. Poszła na początku roku plota, że MGMT debiutując albumem Oracular Spectacular stają sie nowymi królami electro-popu. Fakt, amerykański duet próbuje nas debiutem całkiem skutecznie czarować, atakując całą ferią kolorów, przyjemnych melodyjnych brzmień i podróżując w swoich inspiracjach po popie róznych dekad. Ale z mojej strony veto, bowiem najnowsze Cut Copy zabawia dużo lepiej, i przede wszystkim dłużej. Gdy potencjał Oracular Spectacular wyczerpuje się gdzieś w połowie i tak krótkiego albumu, najnowsze dzieło australijczyków trwa nadal i nie słabnie. Dobra pozycja na wiosnę, jeśli_się_w_końcu_pojawi.


Dwa. Tak dla kontrastu do muzyki w pierwszym punkcie (ma sie ten rozrzut): Meshuggah - ObZen. Płytę sciągnałem chyba tylko ze względu na okładkę (możecie mówić, że jakiś wypaczony jestem, ale ta jest najlepsza, jaką w tym roku widziałem), a okazała się całkiem znośna. Mocno odhumanizowana i o specyficznym, przyłaczającym klimacie. Raczej przestraszy niż przyciągnie przeciętnego czytelnika bloga ;] W tych klimatach ostatnio uwagę moją przyciągnął band również ze skandynawii, raczej nieznany The Spectacle. Zasłuchuje się w ich albumie z 2004, Rope or Guillotine. Tu już troche bardziej metalcore'owo, melodyjniej, przede wszystkim przystępniej. Ciekawostka: wydali tę płytę w wytwórni Phila Elveruma. Trochę trudno ogarnąć, że on może czegoś takiego słuchać :>



10 kwietnia 2008


31.05 Gdańsk, Cafe Delfin
01.06 Poznań, Kisielice
02.06 Wrocław, Firlej
03.06 Chorzów
04.06 Kraków
05.06 Warszawa, Jadłodajnia Filozoficzna



Jeden Elverum przebija line-up'owo narazie całego Openera ;) Piszę, bowiem jest to muzyczna wiadomość roku, i kilka osób prosiło. Z tej listy będę na pewno w Poznaniu, jak się uda może Wrocław, albo cuś jeszcze innego. AAAAAAAA!!!#$#$!

08 kwietnia 2008

Debiut L.Stadt w zamiarze zrecenzowania przesłuchałem kilka razy, aż o tym zamiarze zapomniałem. I w tych słowach recenzja ta mogłaby się zamknąć, ale w sumie, to czemu bardziej ich z tego czasu nie rozliczyć.
Łodźki zespół określa się mianem popowego, co jest jednym z większych kłamstw, jakie ostatnio usłyszałem. Pop ma melodię, chwytliwą najlepiej, ma hook, ma lekkość odbioru. L.Stadt żadnej z tych rzeczy nie ma, jest w sumie kontrastem dla tych pojęć. Czterdzieści minut wypełnione dźwiękami obojętnymi, zwykłymi, przeźroczystymi. Ta płyta jest niewidzialna. Ile razy słuchałem, za bardzo nie zwróciłem uwagi na to, kiedy się skończyła.
Nie rozróżniam utworów jednych od drugich, bo nie mają w sobie nic, na czym ucho i uwagę możnaby zawieśić, nadać im tożsamość. Tutaj ratuje set tylko Londyn, jedyny polskojęzyczny kawałek, który na tle pozostałych mocno się wybija (melodia, uhm). Dzięki niemu płytę podzielić można na dwie części: 'przed Londynem' i 'po Londynie'.
Proponuję trzymać się z daleka.

05 kwietnia 2008

Od razu mówię, że jeśli tytuł notki wywołał u Ciebie ponadprzeciętne zdziwienie, ironiczny uśmieszek, ewentualnie uważasz, że The Beatles grali rock (bo w końcu nie mógłbyś słuchać popu, ugh), to nie czytaj tego i idź posłuchaj Toola.

Jakoś z początkiem lat dziewięćdziesiątych, czyli dla mnie praktycznie od zawsze, gdy do Polski zaczął napływać rock i grunge, a plastikowe dźwięki popadły w niełaskę, Papa Dance zostało uznane przez ogół jako synonim tandety i obciachu. Swoje trzy grosze dodało również rodzące się zjawisko disco-polo, które sprawiło, że w świadomości ludzi każda muzyka mająca w sobie klawisze i wysokie wokale = disco polo. Kilka lat temu epoka '80 zaczęła przeżywać renesans, lumpeksy napełniły się indie-dziewczętami, i w końcu muzyka poszła tym tropem. Reaktywacja Papa Dance w 2005 roku dokończyła już tylko dzieła zniszczenia. Płyta żart/pomyłka 1 000 000 fanek nie mogło się mylić!, do tego występy w programach pokroju "Europa da się lubić", i próby zaistnienia w obecnym show-biznesie tylko pogłębiło znak równości między PD a tandetą. Ale dlaczego nikt do cholery nie wspomni, że to coś, co funkconuje teraz w tv ma w sobie 0% (słownie: nic, ani jednej osoby) pierwszego składu? Został Stasiak z drugiego składu otoczony anonimami.

Czytaj dalej...

02 kwietnia 2008

Za bydgoskim zespołem Variété pech ciągnie się jak ogon. Gdy przeżywali swoje 5 minut, i mieli już gotową taśmę z debiutackim nagraniem, ktoś ją skradł. Odegrać się tego nie dało, i w efekcie pierwszą płytą Variete była praktycznie druga, ot - paradoks. Do tego nagrana aż sześć lat później, w '93, gdy iskra popularności już przygasła. Trzy lata później wydali Wieczór Przy Balustradzie, który cierpiał na brak promocji, i przeszedł bez echa. W końcu, po wskrzeszeniu zespołu w 2005 roku, również pech ich nie odpuszczał. Nowy Materiał został niesłusznie i z niewiadomych mi przyczyn niedoceniony i szerzej przemilczany. Powalczę z tym, bo warto.

Czytaj dalej...