
Raz. Poszła na początku roku plota, że MGMT debiutując albumem Oracular Spectacular stają sie nowymi królami electro-popu. Fakt, amerykański duet próbuje nas debiutem całkiem skutecznie czarować, atakując całą ferią kolorów, przyjemnych melodyjnych brzmień i podróżując w swoich inspiracjach po popie róznych dekad. Ale z mojej strony veto, bowiem najnowsze Cut Copy zabawia dużo lepiej, i przede wszystkim dłużej. Gdy potencjał Oracular Spectacular wyczerpuje się gdzieś w połowie i tak krótkiego albumu, najnowsze dzieło australijczyków trwa nadal i nie słabnie. Dobra pozycja na wiosnę, jeśli_się_w_końcu_pojawi.

Dwa. Tak dla kontrastu do muzyki w pierwszym punkcie (ma sie ten rozrzut): Meshuggah - ObZen. Płytę sciągnałem chyba tylko ze względu na okładkę (możecie mówić, że jakiś wypaczony jestem, ale ta jest najlepsza, jaką w tym roku widziałem), a okazała się całkiem znośna. Mocno odhumanizowana i o specyficznym, przyłaczającym klimacie. Raczej przestraszy niż przyciągnie przeciętnego czytelnika bloga ;] W tych klimatach ostatnio uwagę moją przyciągnął band również ze skandynawii, raczej nieznany The Spectacle. Zasłuchuje się w ich albumie z 2004, Rope or Guillotine. Tu już troche bardziej metalcore'owo, melodyjniej, przede wszystkim przystępniej. Ciekawostka: wydali tę płytę w wytwórni Phila Elveruma. Trochę trudno ogarnąć, że on może czegoś takiego słuchać :>