
Do płyt Xiu Xiu powinno dodawać się instrukcję, ile razy trzeba owy krążek przesłuchać, zanim zdecyduje sie go źle ocenić. Woman As Lovers zmian nie przynosi, nadal panują porozrzucane, chaotyczne dźwięki niewiadomego pochodzenia, które z początku zdają się być bezsensownym łomoto-grzechoceniem. Ale tylko z początku, później narasta zaintrygowanie, i w końcu za tym czwartym-piątym razem orientujemy się, że to jest przeuroczy avant-pop.
Jamie Stewart kontynuuje swoje psychodeliczne jazdy: a to gra na bębęnkach usznych przeraźliwymi jazgotami i krzykami, a to głaszcze po główce lekkimi melodiami i łagodnym wokalem. Tu sztorm przerywany jest sielanką, a wszystko co ładne za chwile może przerodzić się w potwora i na odwrót. Nie zaskoczy to jednak nikogo, kto Amerykanów już kiedyś słuchał. Jamie nadal brzmi jakby śpiewał do słuchawki telefonicznej, rozpieprza głos na wszystkie strony, i wyciąga z niego to, co niewyobrażalne. Dodatkowo wspiera go w tym kuzynka, Caralee McElroy (której jednak niewiele na płycie).
Chwyt ten SzuSzu stosują od dawien dawna, właściwie od samego ich początku - są zespoły, które przez pół kariery szukają swojej drogi, i jest Xiu Xiu, który pędzi swoją scieżką w środku nocy z zawiązanymi oczami. No i tu jest ten wielki pies pogrzebany, bo na tą stagnacje zespołu można patrzeć dwojako: jest brak rozwoju, wtórość, nadgryzanie ogona; ale jest też to kolejne 14 dobrych utworów, charakterystycznie zagranych, przy które twarz mi się uśmiecha, a przypadkowi współsłuchacze domnstracyjnie się krzywią.
Najbardziej szkoda jednak okładki, która jest banalna. Zespół już mnie przyzwyczaił, że swoje albumy zakrywają pod świetnymi, mocnymi i charakterystycznymi grafikami, a tu jakieś tam rozmazane niewiadomo co a'la Loveless.
17 dni roku 2008 minęło, i jest to narazie jedyna płyta z tego roku, którą polubiłem. Tolerancyjność przyswajalności na dobrym poziomie, w środku jak zwykle dosyć smutno (z przerwami) i ponuro. Na pewno nie jest to coś na miarę A Promise, jak to szumnie zapowiadano, ale warto się Woman As Lovers bliżej przyjrzeć.


Komentarze do wpisu "Xiu Xiu - Women as Lovers (2008)":
1
Papaj napisał(a):
odwal się od okładki loveless ;[
17 stycznia 2008, 18:30:39
2
kamil napisał(a):
okładka loveless jest brzydka, ot co :>
17 stycznia 2008, 18:31:28
3
Papaj napisał(a):
bolszewik :e
17 stycznia 2008, 18:31:58
4
och napisał(a):
w życiu się nie przyzwyczaję do mówienia szu szu na ksiu ksiu ;> [to tak w ramach komentarza bardzo na temat]
17 stycznia 2008, 18:48:25
5
kamil napisał(a):
też kiedyś należałem do radykalnego obozu wymawiaczy KSIU KSIU, ale jakoś mi przeszło i stosuje zamiennie ;]
17 stycznia 2008, 18:49:21
6
gork napisał(a):
Przychylam się do opinii Papaja, okłada Loveless jest śliczna. ;P
17 stycznia 2008, 20:46:10
7
AleAle napisał(a):
Zmien nazwe wpisu, „Women” a nie „Woman”.
18 stycznia 2008, 15:07:58
8
Camp0s napisał(a):
„rozmazane niewiadomo co” na okładce? czy ja jestem jakiś zboczony? :>
18 stycznia 2008, 16:31:07
9
Papaj napisał(a):
tak.
18 stycznia 2008, 16:43:50
Dodaj komentarz: