31 grudnia 2007

Już za 7 godzin kilka milionów trzasków i świecidełek (nie ogarniam tego btw) zainnaugruje rok 2008. Z powodu owego wypadałoby złożyć Wam życzenia. Ale by nie zdradzić tematyki tego bloga, będzie troche inaczej. W nowym, 2008 roku życzę Wam:

  • żeby Modest Mouse zagrało w końcu koncert w Polsce, najlepiej w małym klubie w którym będę ja i jakieś kilkadziesiąt osób. a i żeby setlistę stanowiła cała The Moon & Antarctica
  • Radiohead też by mogło zawitać
  • M.I.A na Offie to też nie głupi pomysł. Albo Sufjan.
  • żeby Oasis się rozwiązało
  • RHCP też, tak jak Pearl Jam
  • jeśli mają utrzymać spadkową formę, to Interpol też
  • Coma też, a Rubik został zesłany na Sybir
  • by rock progresywny przestał istnieć
  • żeby wszystkie Emo wywiązali się ze swoich obietnic i się w końcu zabili
  • żeby C.K.O.D nagrał coś co kopnie w dupę Terroromans
  • ogólnie lepszej formy polskiej muzyki
  • i żeby nasi tępi pseudorecenzenci przestali nad każdym młodym zespołem gitarowym stawiać slogan 'indie'
  • właściwie żeby cały slogan 'indie' przestał istnieć
  • mniej gówien typu The View czy The Horrors
  • mniej zespołu typu The -s
  • końca kariery Anny Gacek
  • żeby w końcu wyszło nowe The Avalanches i żeby wymiotło
  • tak samo Antony and The Johnsons
  • nowy projekt Grega Dulliego, taki taki... najlepszy
  • nowa Ścianka, ale taka naprawdę dobra
  • więcej już nie wiem
  • co zaproponujecie Wy?
  • i czego mi życzycie :>
  • bawcie się dobrze, pijanego


30 grudnia 2007

Hang to nowy (zaledwie kilkuletni) instrument wymyślony przez jakiegoś szwajcara, ale co tam - to nie istotne. Istotne jest za to to, co można na tym tworzyć. Oglądnijcie poniższy filmik:


Tak! Gość tam nie ma laptopa, obmacuje tylko kawał blachy. Świetne prawda? Ten kawał blachy kosztuje ponad tysiaka euro, a pan grający na nim nazywa się Manu Delago, i wygląda na to, że jest pierwszym muzykiem, biorącym się za to na poważnie (3 płyty).

29 grudnia 2007


Podobno czasy, gdy muzykę dzieliliśmy na polską i tą niepolską już minęły, ale nie dla mnie. Prawdą jest, jak to bratbud dziś stwierdził, że słuchając polskich fonograficznych wytworów (tudzież często stworów) zawsze gdzieś w głowie siedzi stwierdzenie "jak na polskie warunki". Słuchając nawet przyjemnej płytki, w końcu musi paść symboliczne 'dobra, jak na polskie warunki'. A polskie warunki, jakie są, każdy widzi. Mijający 2007 drastycznych zmian w tej kwestii nie przyniósł, aczkolwiek przeklinać nie musimy, bo wyłowić możemy coś dobrego zdecydowanie można. Oto szóstka (lubimy okrągłe liczby) polskich płyt roku 2007:

Czytaj dalej...

28 grudnia 2007


Z której strony nie patrzeć, kończący się rok jest całkiem udany, szczególnie na tle swojego szóstkowego poprzednika, który zdaje się być największą klęską tej dekady. Lista tak jak utworów - dość intuicyjna, zdaje sobie sprawę, że na przykład pozycja druga nie pojawi się raczej w żadnym innym rankingu. O większości płyt już pisałem kiedyś w tej rubryce, tak też opisywanie miejsc niższych sobie darowałem, skupiając się bardziej na pierwszej piętnastce. Najlepsze albumy tego roku według autora bloga wyglądają... {werble} tak:

Czytaj dalej...

27 grudnia 2007


To jest naprawde trudniejsze, niż myślałem. Wybrać tylko 25 najlepszych piosenek, z trzycyfrowej liczby przesłuchanych przeze mnie albumów z tego roku, i jeszcze je poukładać miejscami. Nie pytajcie dlaczego tak, a nie inaczej, bo nie odpowiem. Lista jest intuicyjna. Tak według mnie wygląda 25 najlepszych utwórów roku 2007:

Czytaj dalej...

26 grudnia 2007

Jeśli tak, to popatrzcie co rynek fonograficzny ujrzał:

Czytaj dalej...

22 grudnia 2007

Na rynku wydawniczym zapanował zaawansowany sezon ogórkowy, więc jak widać - blog zwalnia tempa, i powoli szykuje się do ogólnorocznych podsumowań. Aktualnie cały czas przesłuchuję niedobitki, na które nie miałem wcześniej czasu (jeśli coś macie ciekawego → komentarz). Ogarniam powoli wszystko, terminarz wygląda mniej więcej tak:

  • 25 piosenek 2007 roku - 27 grudnia
  • 25 albumów 2007 roku - 28 grudnia
  • Rzut oka na światową muzykę '07 - 29 grudnia
  • Rzut oka na polską muzykę '07 - 30 grudnia

Wygląda to mniej więcej tak, choć nie jest to ostateczna wersja, może pojawić się więcej - ale jedno jest pewne - musicie tu zajrzeć od razu po świętach.
Apropos świąt - zostały one stworzone po to, byśmy mogli posłuchać Epki Low - Christmas, jak i zestawu Hark!, czyli kolęd w wykonaniu Sufjana Stevensa.

18 grudnia 2007

'Album o wszystkich kobietach, które kiedykolwiek odeszły od mężczyzn; deszczu, który nigdy nie przestaje padać - i całej wódce, która skończyła się w nieodpowiednich momentach, a po następną nie było komu pójść. - czerski'

Poezji w wersji śpiewanej wiele w Polsce nie uświadczymy: jest Świetlicki i jego niezliczone projekty; są oazowe alternatywy typu SDM. Pewnego, prawdopodobnie deszczowego wieczoru, przed moimi oczyma, i uszyma też, ukazały się Towary Zastępcze.

Czytaj dalej...

15 grudnia 2007

To miejsce jest zbyt poukładane, sterylne, i to mi nie odpowiada. Od początku wakacji pisałem tylko o albumach z 2007 roku, i to był błąd - czas z tym skończyć. Do tego recenzje Kylie czy Grammatika, faktycznie nie tędy droga. Dzięki tym, którzy pomagali mi w uświadomieniu sobie tego ;)

Sozialistisches Patientenkollektiv to nazwa organizacji założonej na przełomie dekad '60/'70, zrzeszającej lekarzy i pacjentów, odrzucających tradycyjncyjne metody leczenia zaburzeń psychicznych. Ich koncept opierał się na poglądzie, że wszystkie zaburzenia natury psychicznej, są efektem fatalnego oddziaływania na nas destrukcyjnego społeczeństwa. Tak było na papierze, w praktyce wyglądało to tak: banda ześfirowanych lekarzy praktykowała eksperymentalne metody leczenia na bandzie jeszcze większych psychopatów. Przykładowo: Jak myślicie, czy wywiercenie śrubą dziury w czaszce to dobry sposób na wyleczenie schizofrenii?

Czytaj dalej...

13 grudnia 2007

Dexter to najsympatyczniejszy seryjny morderca w historii telewizji. Był wyrafinowany Hanibal Lecter, był opętany John Doe, był przerażający Jigsaw. Teraz nadszedł czas na miłego Dextera Morgana, któremu miliony widzów na całym świecie kibicują bardziej z każdym kolejnym morderstwem. Sam kilkakrotnie złapałem się na nakrzykiwaniu w myślach 'no dalej, zabij go! tnij po tętnicach!'.

Czytaj dalej...

12 grudnia 2007

W Drodze
Słaby podkład, wejście od 30 sekundy aż niezdrowo wiejące tandetą, dalej nie lepiej + jakieś pojedyńcze przeciągnięcia gitarą, brzydko mówiąc z dupy - bez żadnego uzasadnienia.

Stracone Dzieciaki
Bardziej pesymistyczna wersja Dzieciństwa z 27 Eldo, niestety słabsza na każdej płaszyczyźnie, plus nieszczęsne wersy typu 'dziś dorastamy, pokolenie pontyfikatu'. No nie wiem, ja na pewno pod tą manifestacją pokolenia (JP2?) bym się nie podpisał. W tle bit podobny do tego z openera, z tym, że przeszywa go jęczący, kobiecy prawiewokal. Irytujący.

Czytaj dalej...

09 grudnia 2007


boomp3.com


Jakoś tak wyszło, że drugą niedzielę z rzędu przedstawiam Wam pojedyńczy utwór, może zrobi się z tego jakaś tradycja ;) Your Fire z tegorocznej płyty Parova Stelara - Shine, która mimo, że średnia, ma świecące punkty. Takim wyjątkowym jest wyżej zamieszczony utwór, który w mojej osobistej liście ma wysokie miejsce wśród kawałków roku. Enjoy.

08 grudnia 2007

Umarł król, niech żyje król! Rok panieński 2008 nadchodzi wielkimi krokami, a wraz z nim masa nowych albumów. Sporo z nich została już zapowiedziana, tak więc spokojnie mogłem już skompletować listę - na co warto czekać w przyszłym roku. I co nie ma prawa mnie zawieść. No więc jedziemy (oraz czekamy na wasze typy):

Czytaj dalej...

05 grudnia 2007

Gdyby Jan Ciszewski był recenzentem muzycznym, o Kylie Minogue z pewnością powiedziałby, że właśnie wróciła z dalekiej podróży. Wygrana walka z rakiem, i powrót po czteroletniej przerwie.
Ktoś by pomyślał, że wiek bezlitośnie zbliżający się do czterdziestki eliminuje ze sceny takie artystki, a jednak nic z tego - Kylie nadal pozostaje pop-diwą, i to w lepszej niż moglibyśmy się spodziewać, formie.

Czytaj dalej...

02 grudnia 2007

Krótkie spojrzenie, 9 grudnia '99. Człowiek na przeciwko w otwartym oknie gapi się na okno, przez które ja gapie sie na tego faceta. Ubranego w pidżame. Pidżame w jasno niebieskie paski. Ubranego w siwe włosy, ubranego w czas wolno płynący, ubranego w ciszę piętnastej jedenaście.
Dwudziesty czwarty maja dwa tysiace, konkret, gdzies o osiemnastej trzydziesci miasto moje umiera, widac jedynie łapy psa wystajace zza okna i kobiece fartuchy stojace w kuchni.
Oni jada do roboty. Ciemne słońca zasłaniają ich powieki nad zmęczonymi dłońmi. Niewyraźnie trzymany papieros w gębie schował swój uśmiech w bezbarny swit. On - to siatka porośnięta kobiecą trawą. Spodnie, kraciasta koszula na krzyżu. Buty wysmarowane greckim olejem i cichy szelest godziny piątej minut czterdzieści cztery.
I cichy szelest godziny piątej minut czterdzieści cztery.

Czytaj dalej...

01 grudnia 2007

Jeden jest plus wydania tego albumu - znów, bez pytająco przymrużonych oczu znajomych, mogłem posłuchać Heya, powspominać, i się przy tym nie tłumaczyć. I to by było chyba na tyle.

Czytaj dalej...