![]()
Nadszedł złoty wiek dla psychodelicznego grania. Po Animal Collective i Akron/Family przychodzi czas na Yeasayera, który atakuje debiutem aspirującym do ochowych rejonów. W roku 2007 spadł prawdziwy, muzyczny, kwaśny deszcz.
Przystawke i naostrzenie apetytów miało miejsce już w tamtym roku, wraz z wydaniem singla - 2080, który sprawnie podniósł na nogi niewielką część internetowej społeczności w oczekiwaniu na debiut. Ten ujrzał światło dzienne niedawno, i niespodziewanie przerósł i tak wysokie oczekiwania. To pozytywne zaskoczenie jednak może też dać powody do niedosytu - Yeasayer najprawdopodobniej nie zajmie należnego im miejsca indie-światku. Na tak dobrą płytę nikt nie był przygotowany, nikt nie zwolnił im odpowiedniej ilości miejsca.
Są z Brooklynu, a brzmią, jakby całe życie spędzili na podróżach po świecie w celu badaniach etnologicznych. Nawet okładka daje podpowiedzi - drogie dzieci, dziś łączymy kontynenty, spajamy narody, odkrywamy religie, śledzimy kultury. Rozumiemy to, gdy w 2080 słyszymy bębny, które zdają się przywoływać deszcz, jak w jakiejś anonimowej umierającej przez susze afrykańskiej wiosce. A Forgiveness to oczywiście pieśń pochwalna dla bożka, wyśpiewana podczas tańca wokół ogniska przez nieznane nam amazońskie plemię.
Ilość instrumentów, przy których zwykła gitara zdaje się być najbanalniejszym narzędziem pod słońcem, pojawiających się na All Hour Cymbals przyprawia o zawrót głowy. Tysiące bębenków, grzechotek, klasków i rzeczy, których nigdy w życiu nie będę w stanie nazwać, budują tu niesamowity klimat, który doskonale uzupełnia soulowy głos Chrisa Keatinga. Po takiej dawce dźwiękowej mozaiki zaczynamy rozumieć, dlaczego Yeasayer określa się jako middle eastern-psych-pop-snap-gospel.
Muzycy zdają się mówić: rytm to podstawa. Wszystko kręci się tu wokół rytmu, bam bam czy to bębnów bam bam czy grzechotki ciach ciach. Regularne uderzenia są wszędzie, przechodzą w inne, przenikają..., są podstawowym elementem muzyki. Yeasayer, jak nikt - bawi się rytmem. Dzięki temu konstrukcje mają bardzo symetryczny charakter, jeśli stuknęli a, odezwie się za chwilę b.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest to debiut roku. Zdecydowanie polecam tym, dla których Love, Love, Love Akron/Family i Dżem Animal Collective to największe smakołyki ad '07. A później zachodzcie w głowę, co z tego tria jest najlepsze.

Komentarze do wpisu "Yeasayer - All Hour Cymbals":
1
gork napisał(a):
Love Is Simple > All Hour Cymbals > Strawberry Jam, imo
Świetny krążek.
28 listopada 2007, 17:54:52
2
marr napisał(a):
można link jakiś? albowiem słyszałem ze dwa kawałki i smaczne to było.
28 listopada 2007, 18:48:49
3
Cici napisał(a):
Oj, już trochę pokatowałem ten album. I jest świetny, można w kółko słuchać.
All Hour Cymbals > Love Is Simple > Strawberry Jam
(to ostatnie zupełnie mnie nie przekonało)
28 listopada 2007, 18:53:41
4
stuk puk napisał(a):
też bym prosił o link ;>
ale jak na razie Animal Collective >>> Akron
28 listopada 2007, 20:57:28
5
Ciastko napisał(a):
Macie:
http://lix.in/f68f11
28 listopada 2007, 21:24:42
6
jojo napisał(a):
a to wszystko koopa jakich mało.
28 listopada 2007, 21:29:03
7
gork napisał(a):
Znaczy co koopa? Jak chcesz, to możesz nawet jakąś niekoope zaproponować.
28 listopada 2007, 21:31:36
8
och napisał(a):
Najfajniejsze w All hour cymbals jest to, że to jest album na wszystko-na każdy humor, każdą pogodę, słowem-totalne zastosowanie.
W kategorii ‘naćpany geniusz roku’ Yeasayer jak na razie na równi z Animal Collective.
Akron z rodziną w ogóle się nie kwalifikuje, Love is simple jakoś mi nie podeszło.
29 listopada 2007, 18:17:03
9
DrowningMan napisał(a):
świetna płytka! Na głowe bije ostatnich animali
20 kwietnia 2008, 02:37:45
Dodaj komentarz: