18 października 2007

Wczoraj i dzisiaj otworzono archiwum Gazety Wyborczej. Okazji nie przepuściłem, i wyszukałem kilka ciekawych tekstów (polski rynek muzyczny na początku lat dziewięćdziesiątych - jeden wielki rotfl), na przykład recenzję Kid A. Przeczytałem jak zapatrywano się na ten album zaraz po premierze, i uśmiechnąłem się pod nosem. Czy to nie przypomina aktów paniki towarzyszącym wydaniu In Rainbows?
Jako, że archwum zostanie niedługo zamknięte, zamieszczę tekst w całości:


W poniedziałek ukazują się dwa albumy wykonawców, którzy należeli do ścisłej czołówki ubiegłej dekady. Albumy "OK Computer" i "The Bends" zespołu Radiohead oraz "Music For The Jilted Generation" i "The Fat Of The Land" Prodigy znalazły się na szczytach podsumowań lat 90., które przetoczyły się przez światową muzyczną prasę z okazji końca dziesięciolecia, wieku i tysiąclecia zarazem. Aby uzmysłowić sobie presję spoczywającą na wątłych ramionach Thoma Yorke'a - wokalisty, lidera i autora repertuaru Radiohead - wystarczy zacytować wyniki plebiscytu na album wszech czasów, w którym wzięło udział 200 tysięcy Brytyjczyków. Ich albumy znalazły się na 2. i 4. miejscu, pomiędzy trzema historycznymi albumami The Beatles. Stonesi, Dylan czy Pink Floyd znaleźli się daleko dalej. Oczekiwania związane z nowym albumem były więc ogromne. I Thom Yorke postanowił najwyraźniej tych oczekiwań nie spełnić. Na płycie "Kid A" nie ma ani jednego przeboju na miarę "Karma Police" czy "No Surprises". Nie ma też ani jednego utworu tak dynamicznego jak np. fragmenty "Paranoid Android" ani klimatów pinkfloydowskich jak w "Exit Music". Mało jest też muzyki gitarowej, co w przypadku zespołu gitarowego jest co najmniej zaskakujące. Jest sporo elektroniki, obróbki studyjnej i utworów wręcz eksperymentalnych, jak zaskakujący "Fitter, Happier, More Productive". Są też utwory orkiestrowe i klimaty, które stanowiły momenty uspokojenia i oddechu pomiędzy momentami najwyższego napięcia w neurastenicznej suicie, jaką był w istocie album "OK Computer". Czy "Kid A" jest jednak płytą złą? Ton rozczarowania będzie prawdopodobnie dominował w jej ocenach. Jednak zespół tej klasy co Radiohead nie nagrywa słabych płyt. Jestem ostatnią osobą, która namawiałaby do słuchania w kółko, aż się spodoba. W muzyce wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia - jeśli muzyka nie spodoba się od razu, to nie ma się co dalej katować. Jednak po kilkakrotnym przesłuchaniu tej niewiarygodnie trudnej, mrocznej i apokaliptycznej płyty chce się jej słuchać dalej i mam wrażenie, że prędzej czy później poznam język tego szyfru. Jedyne informacje na oficjalnej stronie www.radiohead.com są wezwaniem do antyglobalistycznego protestu przeciwko szczytowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Pradze.

Robert Leszczyński, GW

Komentarze do wpisu "In Rainbows niczym Kid A":

1 favicon Mars napisał(a):

A no. Sam się po 50 przesłuchaniu zaczynam przekonywać do: I don’t want to be your friend…

18 października 2007, 18:43:53

2 favicon Redbull napisał(a):

„W muzyce wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia – jeśli muzyka nie spodoba się od razu, to nie ma się co dalej katować. Jednak po kilkakrotnym przesłuchaniu tej niewiarygodnie trudnej, mrocznej i apokaliptycznej płyty chce się jej słuchać dalej i mam wrażenie, że prędzej czy później poznam język tego szyfru.”
:D

Jednak ja nie wierzę w to, że In Rainbows jest drugim Kid A. Dobra płyta, ale… ale jeszcze dam jej szansę. :P

18 października 2007, 18:44:22

3 favicon slonik napisał(a):

zawsze tak jak, bo ludzie wolą to co już się w klasyce zapisało, a nowe jest chujowe bo tak. A co do płyty, to nie słuchałem i pewnei nie szybko posłucham:)

18 października 2007, 19:16:45

4 favicon tymon_ napisał(a):

Mi się zarówno ‘Kid A’ jak i ‘Ok Computer’ spodobało od razu :)

18 października 2007, 21:39:05

5 loge napisał(a):

doskonale pasuje do moich doświadczeń, wczoraj opisanych. koło Kid A chodziłem bardzo długo i teraz tak krążę wokół In Rainbows…do „kida” wprawdzie nie sięga nawet na palcach stojąc, ale z każdym przesłuchaniem jest lepiej…

19 października 2007, 17:53:58

6 favicon Lucf napisał(a):

Hmm… a znacie tą płytę co „miażdży” dopiero po siedemdziesiątym ósmym przesłuchaniu? He – nie wymienię tytułu – bo i tak nikt by się nie kwapił tyle razy, na siłę słuchać :| . A płyty, które czym więcej słuchamy, tym bardziej nam się podobają ... -tzn, że jak już nauczymy się ich na pamięć to osiągniemy orgazMuzyczny? Jak ja znam płytę na pamięć to wracam dopiero do niej kiedy będę sobie chciał ją przypomnieć, odświeżyc jej obraz. Jeśli znam na pamięć to nie słucham :)

20 października 2007, 14:04:17

Dodaj komentarz:

Textile włączony ( szczegółowy opis znaczników ): *strong* | **bold** | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat. | # ol | * ul