Czy autorowi grozi niebezpieczeństwo? Czy po atakach na fanów Linkin Parka, Happysada i dziewczyn w arafatkach zaryzykuje, i zwróci na siebię uwagę fanów Riverside'a? O tym dowiecie się już dziś, bo oto recenzja najnowszej płyty tej formacji!
Chyba jednak niekoniecznie, bo sam kiedyś namiętnie słuchałem, przynajmniej debiutu. Nie ma co się zgrywać - przyznaję, że Out Of Myself to dla mnie album niezwykły, przynajmniej kiedyś był, gdy odnajdowałem się w rocku progresywnym. Teraz odstawiłem ten krążek na bok, bo wiem, że mój aktualny odbiór tego materiału mógłby być brutalnie odmienny, tak też wolę sobie zostawić dobre wrażenie i wspomnienia.
Ale to nie czas na sentymenty - Rapid Eye Movement to kontynuacja kierunku obranego już na Second Life Syndrome - zdecydowanie w dół. Z święcą szukać jakiegoś nowego elementu w muzyce Riverside, jest to już trzecia płyta, która brzmi identycznie! Nikt nie powiedział Dudzie i spółce, że co się nie posuwa do przodu, cofa się? To perfidne jedzenie własnego ogona, efekt jest taki, że wydano album z nowymi utworami dla fanów, którzy przełkną wszystko, co oznaczone jest świętym słowem Riverside. Czyli już zdecydowanie nie dla mnie.
Jest monotonnie, rozbudowane partie gitarowe zadowolą może fanów rocka progresywnego, ale na pewno nie przeciętnego słuchacza. Na plus zdecydowanie Embryonic, który nosi w sobie trochę potencjału z OoM, takiego jakiego zapamiętałem. Ale żeby nie było zbyt pięknie - po trzech minutach wchodzi solówka, okropna. I tak cały czas, jak już zauważymy coś fajnego, wchodzi nieproszona solówka a'la zobacz kurde jak wymiatam na mojej gitarce, jestem boss. Jak to ktoś kiedyś powiedział - co jest napompowane, musi być puste w środku.
Ale zostawiając już te wszystkie instrumenty strunowe, skupmy się na wokalu. Jest fajny. Jest fajny... dopóki nie zaczyna jęczeć! Chyba w każdym utworze jest fragment, gdzie wokal obowiązkowo jęczy, tudzież zawodzi, czy wydaje dźwięki typu: aaaeeeeuuuuu aaa eee. Jest to skrajnie drażniące, przynajmniej dla mnie. Tylko jaki Duda miał w tym cel? Pokazać jak bardzo się stara, (nieskutecznie) budować atmosferę czy wydawało mu się to, po prostu fajne? Nie rozumiem.
To by było na tyle, napisałem co mnie boli. Doceńcie, bo równie dobrze mogłem w tym czasie relaksować się przy nowej płycie M.I.A. ;)


Komentarze do wpisu "Riverside - Rapid Eye Movement":
1
AleAle napisał(a):
Hmmm, trzecia identyczna? Rzeknę eeee, gdyż Out of Myself i SLS już różnią się masakrycznie.
11 września 2007, 20:22:05
2
kamil napisał(a):
Nie powiedziałbym – o ile fakt, OoM jest trochę inne, łagodniejsze, spokojniejsze, to z SLS możnaby to wymieszać, i nikt by nie wpadł na to, że to piosenki z innej płyty.
11 września 2007, 20:23:38
3
AleAle napisał(a):
Koncept stary, koncept. Od tego jest rock i metal progresywny, by tworzyć płyty z zamysłem, a nie tylko utwory z zamysłem.
11 września 2007, 20:24:43
4
kamil napisał(a):
tak też mówie – tylko fani przez to przejdą, bo chyba tylko oni wytrzymaja to uczepienie sie formy, brzmienia i tak dalej. pisze to z pozycji nie-fana, znajacego dobrze cala dyskografie.
11 września 2007, 20:27:08
5
AleAle napisał(a):
Nie tylko fani, ale i słuchacze progresywnego rocka, podejrzewam. xD
11 września 2007, 20:28:07
6
wuszu napisał(a):
dla mnie ta płyta jest zdecydowania cięższa w odbiorze niż 2 poprzednie. czy gorsza? czy taka sama? w pewnym sensie te same schematy, ale czego się można było spodziewać? nie przebiła OOM ani SLS, ale też nie jest źle. chociaż koncert sobie daruję.
12 września 2007, 13:19:05
7
sl napisał(a):
ooo, artykuł na gazeta.pl. Gratuluję!
12 września 2007, 13:25:14
8
AleAle napisał(a):
Jaki artykuł na gazeta.pl? xD
12 września 2007, 15:44:37
9
hmd napisał(a):
Też gratuluję. :)
A cały prog nadaje się do posłuchania tylko od czasu do czasu – bo komu się będzie chciało podczas słuchania muzyki emocjonować się opowieścią zawartą w tekstach itp. bez przesady :)
12 września 2007, 16:23:32
10
bisqik napisał(a):
Także gratuluję artykułu na infomuzyka.pl. Dopiero po obejrzeniu wszystkich teledysków zobaczyłem w stopce link do tego joggera, tak myślałem, że skądś kojarzę te wszystkie utwory, a to z Twojego bloga:)
12 września 2007, 18:56:43
11
Cici napisał(a):
„Koncept stary, koncept. Od tego jest rock i metal progresywny, by tworzyć płyty z zamysłem, a nie tylko utwory z zamysłem.”
Ta, ale tworzyć trzy płyty z konceptem to przesada, IMO.
[żeby nie było – jeszcze nie przesłuchałem, dopowiem jak to zrobię, a SLS i OoM stawiam na równi, może dlatego, że SLS było u mnie pierwsze]
12 września 2007, 20:09:15
12
AleAle napisał(a):
Hmm, jak dobrze wiem Out of Myself, Second Life Syndrome oraz Rapid Eye Movement stanowią jeden koncept. Jeżeli nie chcesz konceptu to wysłuchaj Voices in My Head, ale Twoja wypowiedź jest kompletnie nietrafiona w tym przypadku xD
12 września 2007, 20:10:47
13
Cici napisał(a):
„Hmm, jak dobrze wiem Out of Myself, Second Life Syndrome oraz Rapid Eye Movement stanowią jeden koncept.”
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę ;] Mam na myśli, że rozszerzanie tegoż konceptu na trzy albumy to przesada. Mój błąd, niedokładnie się wyraziłem, przepraszam.
A Voices In My Head znam, nawet lubię – wreszcie coś innego ;>
12 września 2007, 21:06:36
14
edan napisał(a):
no zgadzam sie tym razem z autorem odnosnie riverside
ale wez sie raz szargnij na jakas swietosc, hehe, a nie jakies oczywistosci typu linkin park, happysad czy tam prog-rock ktore przeciez zjechac bardzo latwo : – )
pozdro
13 września 2007, 10:41:34
15
Rc napisał(a):
Album na pewno nie jest powieleniem SLS’a. Po pierwsze SLS można było nazwać najbardziej z metalowych albumów RSek. O tyle REM jest cięższy, bo jest, ale jest zupełnie inny. Mnogość eksperymentów z treścią, zupełnie inna sekcja rytmiczna i Łapaj pokazał że ma łapki nie od parady z klawiszami i efektami elektronicznymi. Niee, oni się bardzo posunęli, ale musiałem do tego dojść po kilku przesłuchaniach. Co do solówek, chyba słuchaliśmy nie tych albumów, bo Grudziński był bardzo oszczędny z wariowaniem, tu wszystko jest ścisłe. Tych jęków Dudy też nie uświadczyłem. I mówi to z pozycji miłośnika mimo wszystko innej muzyki. O nie, ten album to inna konwencja, wibracja i tchnienie nowości.
15 września 2007, 13:21:44
16
AleAle napisał(a):
Idealnie to ująłeś xD
15 września 2007, 14:19:27
17
Rc napisał(a):
Jeszcze jedno, coś mi umknęło. Mówisz, że rozbudowane partie nie trafią do przeciętnego słuchacza? Wybacz mi, strzelasz sobie samobója w pierwszej minucie meczu. A czy Ty widziałeś przeciętnego słuchacza, który sięgnie po Riverside gdzie wali mu po oczach wielki neon- Progrock, Progmetal? Dream Theater, o nich też napisałbyś, że album jest do dupy, bo przeciętniak go nie posłucha? Przeciętny słuchacz padnie nawet przy OoM.
15 września 2007, 18:22:47
18
cameleonia napisał(a):
hmmm…napisze tak. nie mozna winic zespolu za pomysl na plyte. mieli taka ideę i to im oddajmy. plyta i tak jest inna od OOM i SLS, czy sie komus to podoba czy nie. Plyta REM ma niektore fajne partie. moze malo jest utworow dobrych od poczatku do konca…ale kazdy z nich „cos” w sobie ma i tego bede bronic jak niepodleglosci :)
20 września 2007, 00:56:25
19
Agahhh napisał(a):
Ta płyta musiała być podobna stylistycznie do dwóch poprzednich, bo to, jak już mówiliście, jeden kocept. Mi tam się bardzo podoba, chociaż i tak wole SLS, mam do niej jakiś sentyment. Uważam, że dopiero teraz, po zakończeniu trylogii nadszedł czas na zmiany, na coś zupełnie nowego.
23 września 2007, 16:55:40
20
V. napisał(a):
Wrazenia po pierwszym przelsuchaniu REM sa na plus. Mam wrazenie ze plyta jest najbardziej spojna ze wszystkich albomow. Jest ciezka – co mi z reszta odpowiada-a im dluzej jej slucham tym bardziej mi sie podoba.Przyznam ze ciezko doszukac sie czegos nowego, brakuje mi jendak pewnych wyrazistych perelek. Album jak na poczatek zdaje sie byc jak jeden , dlugi utwor . – Szukam dalej ;)
27 września 2007, 10:45:33
21
True napisał(a):
Mi sie płyta nie podoba – pojedyncze motywy i pierwszy utwor tak, z trudem przesłuchuje krażek do połowy , później musze właczyc coś innego, żywego lub bardziej technicznie zaawansowanego by nie stwierdzic ze Riverside schodzi na psy. Już nie wpomne o „02 panic room” i strasznym lenistwie wszystkich członkow a w szczegolnosci Mitka w tym utworze. Jakby musieli go grac. Ciekawe czy na koncertach gra tam perkusja… Nuda i to wcale nie fajna… za malo genialnych, wpadajacych w ucho (jak w przypadku dwoch poprzednich płyt) motywow niestety… A to było to co w utworach Riversida uwielbialem bo niestety bajeczna technika, czy tez show nie grzesza… takie jest moje zdanie
28 września 2007, 00:57:23
22
witold napisał(a):
Plyta REM slabiutka, nie spelnia oczekiwan.. a szkoda niestety bo zapowiadalo sie bardzo atrakcyjnie! kolejny dobry band, ktory zna swiat… tylko teraz z czego? z xerokopii siebie i zespolow steava willsona?????/? duzy minus <z lezka>
29 września 2007, 23:48:45
23
Mija napisał(a):
Płytka REM bardzo dobra, spełniła oczekiwania w stu procentach. Jedni mowia o zespolach,ze maja swoj styl a inni, ze sa kserokopia samego siebie. Zenujace. To co mieli zagrac? mieli zagrac nie w swoim stylu? Osobiscie wole kiedy Riverside gra jak Riverside a nie jak inne zespoly. I akurat ta plyta jest najmniej zblizona do porcupine tree wiec nie przesadzajcie z tym Wilsonem
19 października 2007, 09:49:00
24
reod napisał(a):
A ja dopiero ich twórczość poznaję i całkiem mi się podoba ;)
18 listopada 2007, 18:19:14
Dodaj komentarz: