
Jak to raczej powszechnie wiadomo, The Beatles nie podlega rankingowaniu, katalogizowaniu, i tym podobnym akcjom dokonywanych na ich twórczości. Ale osobiste rankingi nikomu nie szkodzą, więc dlaczegoby nie pokusić się o jakieś moje spersonalizowane zestawienie, tym bardziej, że przynosi to ze sobą kilka godzin przy muzyce Fab Four, niewątpliwe przyjemna sprawa. Wybór padł na moje ulubione 10 piosenek brytyjczyków, selekcja była zarazem bolesna i kojąca... Zaczynajmy więc:
10. Ob-la-di, Ob-la-da (The White Album)
Na przekór wszystkim tym, którzy uważają tę piosenkę za kicz, czy cokolwiek niestosownego w twórczości Beatlesów. Skrajnie prosty refren, który znają wszyscy, od indian z amazońskiej dżungli po trójpaskowców spod bloku. Dlaczego? Bo za każdym razem, niezależnie od sytuacji, gdy włącze Ob-la-di, Ob-la-da, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Zawsze.
9. You Never Give Me My Money (Abbey Road)
Sam otwierający, piękny motyw na pianinie czyni ten utwór jednym z tych naj. A dalej jest przecież równie dobrze: jest to jedna z najbardziej rozbudowanych piosenek liverpoolczyków. 4 minuty, które można podzielić aż na trzy części, gubiące się melodie zamieniają się pod koniec w drobne, instrumentalne improwizacje. Dodatkowo jest to closer dla całego Abbey Road, właśnie tak kończy się jeden z najlepszych albumów The Beatles, i tak kończy się pewna era. Delikatnymi dzwonkami i odgłosem świerszcza.
8. Help (Help!)
Jedna z dwóch najbardziej rock'and'rollowych pozycji na liście. Szybkie, skaczące tempo, wyraźna perkusja Ringo... I w sumie takich piosenek w ich dorobku jest najwięcej, energicznych, prostych jak pałka do perkusji. Zero przeintelektualizowanego grania; krzesło, a nie projekt krzesła. Drewniane krzesło, na kórym bez problemu wybijesz rytm Help.
7. Happiness Is A Warm Gun (The White Album)
Szczęściem jest rozgrzana broń. Ciepła broń oznacza, że właśnie kogoś z niej zastrzeliłeś. Kogoś, kogo baardzo nie lubiłeś, i to przynosi Ci ulgę i właśnie szczęście. Poza tym sposób i szybkość z jaką John wyśpiewuje 'She's well acquainted with touch of the velvet hand', w ogóle to przejście... aaaaaa!!
6. Girl (Rubber Soul)
Ej, no i nie wiem jak wytłumaczyć to, dlaczego tak tę piosenkę ulwielbiam. Chyba właśnie za tą gitarę, bardowskie trochę rozpoczęcie opowieści Lennona. Opowieść o chrześcijaństwie, co rzadko przez kogo jest zauważane ;)
5. The Fool On The Hill (Magical Mystery Tour)
Tak to już z tymi Beatlesami jest, że jak myślisz, że nie znasz ich melodii, to i tak znasz. Każda ich część, każdy patent jest już tak potężnie klasyczny, że nawet nigdy nie słuchając ich płyty - znasz doskonale mnóstwo piosenek. Główny motyw tego utworu również do tych klasyków zalicza. Jednak mnie głównie urzekła warstwa tekstowa - kim jest mężczyzna stojący na górze? Filozofem, może każdy introwertyk nim jest? Człowiek autystyczny, odbierający więcej niż inni? Autor?
4. Let It Be (Let It Be)
Tym kapitalnym utworem Fab Four pożegnało się ze światem, ze sobą nawzajem. Dali nam na koniec coś pięknego, uświadamiając nas, że tak musiało być.
3. Run For You Life (Rubber Soul)
Nie pojmuję, dlaczego ten utwór jest dokumentnie pomijany, ignorowany. Nawet sam autor, Lennon go nie lubił, mówił, że go po prostu machnął od niechcenia. A to jest coś fantastycznego, szybkiego, szczerego... walić już to, że ma świetną melodie, której nie sposób zapomnieć i nieziemski rytm. Przeczytajcie tekst: widzieliście jakiś prawdziwszy, bardziej autentyczny opis zazdrości? Bez zbędnych banałów, zazdrość ukazana w tej najpierwotniejszej formie, brutalnej i wulgarnej, tak jak brutalna jest natura człowieka. Prawdziwy facet, gdy opanuje go ślepa zazdrość o swój obiekt pożądania nie będzie pisał sonetów na ten temat, tylko powie: Wolałbym widzieć Cię martą mała dziewczynko, niż z innym mężczyzną.
2. Yesterday (Help!)
Bez przesady... dwie ostatnie pozycje zostawiam w spokoju. Mój komentarz wyglądałby przy tych tytułach conajmniej śmiesznie. Więc jak to jest u Was?
1. A Day In the Life (Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band)


Komentarze do wpisu "10 moich ulubionych piosenek The Beatles":
1
Papaj napisał(a):
no, swój chłop. także lubię obladi-oblada, a A Day In the Life jest u mnie na pierwszym miejscu. brakuje jednak mi tutaj I Am a Walrus. :>
23 sierpnia 2007, 15:41:18
2
Amused Monkey napisał(a):
Stara anegdota mówi, że fajni Beatlesów noszą koszulki „I Love the Beatles”, a fani Rolling Stonesów – „Fuck the Beatles!”. I ja sam muszę przyznać, że Fab4 podziwiam za odmianę muzyki, za rolę, którą mieli, ale nie słucham (może poza płytą Yellow Submarine ;-]) i uważam za coś na granicy kiczu (tyle, że kicz to dla mnie także takie wielkie zespoły jak Queen, itp ;)). Coś we mnie siedzi, że ta muzyka nie jest dla mnie ;)
23 sierpnia 2007, 15:41:28
3
kamil napisał(a):
Stonesi powinni zatrzymać się na etapie noszenia Beatlesom sprzętu na koncertu, hie hie ;>
23 sierpnia 2007, 15:42:38
4
Amused Monkey napisał(a):
Całe szczęście, że im wkopali, he he ;D W Stonesach jest energia, jakiej nie ma u żadnego innego zespołu. Oni, Bob Dylan i kilku innych artystów z lat ’70 wytrzymało próbę czasu, a Beatlesów, cóż, pożegnaliśmy ;P
23 sierpnia 2007, 15:43:35
5
Papaj napisał(a):
Amused Monkey – na samym Yellow Submarine nabiłeś 886 razy Beatlesów (last.fm)? :>
23 sierpnia 2007, 15:44:36
6
Amused Monkey napisał(a):
Tak… Faktycznie niezła płyta ;) (Ale dawno tego słuchałem ;P)
23 sierpnia 2007, 15:45:25
7
kamil napisał(a):
Lepiej zakończyć coś z klasą, niż nagrywać sto średnich albumów :>
23 sierpnia 2007, 15:47:28
8
Amused Monkey napisał(a):
Nagrali tylko 55, niestety. ;)
23 sierpnia 2007, 15:47:44
9
Redbull napisał(a):
Beatlesi się rozpadli, to wtedy skończyły się lata 60 w muzyce, ale jeszcze przed tym nagrali płytę, której wszyscy mogę czyścić buty, takim ostatnim tchem. ;] Abbey Road, znaczy. Co do Stonesów… Nie uważasz, że brzmią tak samo, tak samo i tak samo? ;] A, jeśli chcesz energię, to u Beatlesów też ją znajdziesz, ale widać nie szukałeś zbytnio.
A zresztą, co ja będę gadał, po prostu śmieszne wydaje mi się stawianie Stonesów nad Beatlesów i tyle. :D
23 sierpnia 2007, 15:52:09
10
reod napisał(a):
bitlesi ssają a ich stare prały w rzece.
23 sierpnia 2007, 15:59:46
11
kamil napisał(a):
wyjdź. ;P
23 sierpnia 2007, 16:00:34
12
reod napisał(a):
Może Strawberry Fields Forever jeszcze sczymię, ale jako oponent z obozu Pink Floyd zdania nie zmienię.
23 sierpnia 2007, 16:02:08
13
kamil napisał(a):
sympatia dla Floydow nie przeszkadza w sympatii dla Beatlesow (pacz ja, redbull, papaj), poza tym to jest jak pluton i merkury.
23 sierpnia 2007, 16:03:29
14
Papaj napisał(a):
Na moim last.fm na pierwszym są bitelsi, na drugim – floydzi. Nie ma jakichś głupich obozów. ;>
23 sierpnia 2007, 16:03:46
15
reod napisał(a):
Ja założyłem: Święte Przymierze Pod Wezwaniem Rogera Watersa kryptonim: „Rzóki Zbóki” ;)
23 sierpnia 2007, 16:05:14
16
Bratbud napisał(a):
W konkurencji największa ilość albumów Stonesi są daaaaleeeeeko za Merzbowem. No i powoli dopędza ich Acid Mothers Temple (jak w anegdocie- za każdym razem, kiedy trafiam do sklepu muzycznego mogę kupić ich nową płytę).
U mnie na pierwszym miejscu Help, ale jutro pewnie się to zmieni.
23 sierpnia 2007, 17:09:27
17
aph napisał(a):
Hm, nie wiem. Nie trawię Beatelsów, nigdy ich nie lubiłem. Być może ma to związek z tym, że właśnie w słuchawkach leci The Final Cut ;)
23 sierpnia 2007, 17:13:18
18
Amused Monkey napisał(a):
@aph: Animals, Animals, Animals rlz! :) (Kamil: widzisz, jak się kończą wpisy o Beatlesach? :P)
23 sierpnia 2007, 17:32:42
19
kamil napisał(a):
Wish You Were Here. :P
co do Beatlesow, to kiedys bedziecie placic za grzechy ;P
23 sierpnia 2007, 17:35:11
20
Bratbud napisał(a):
Piper at the gates of dawn, zdecydowanie.
23 sierpnia 2007, 17:35:41
21
Amused Monkey napisał(a):
Bratbud, progresywna vs. psychodeliczna strona Floydów? Ta pierwsza, późniejsza, łamie psychodeliczną już pierwszej rundzie ;-)
23 sierpnia 2007, 17:36:25
22
Bratbud napisał(a):
A jak Waters rozwija skrzydła to łamie nawet samą siebie.
23 sierpnia 2007, 17:37:19
23
Amused Monkey napisał(a):
Samą siebie Waters złamał na Amused to Death, zresztą, stąd mój nick ;-]]
23 sierpnia 2007, 17:37:56
24
Bratbud napisał(a):
Najpierw solidnie nadwyrężył kostrukcję na „Final cut”. AtD to faktycznie dramat. Słuchowisko normalnie. Ja bardzo cenię progresywne oblicze floydów, ale sentyment mam do psychodelicznego
23 sierpnia 2007, 17:39:16
25
Amused Monkey napisał(a):
Psychodeliki to były takie narkotyki wywołujące halucynacje i „ponoć niepowtarzalne” widoczki, to znaczy huczało i świeciło naokoło. Rock psychodeliczny polega właśnie na tym, żeby po wyjściu z koncertu fan był nawalony, dlatego nie lubię płyt, ale na koncert wczesnego PF bym poszedł ;-)
23 sierpnia 2007, 17:41:00
26
Bratbud napisał(a):
Zbyt daleko idące uproszczenie :]. Teraz po niektórych, nawet popowych koncertach, fani wychodzą nawaleni, ale nie chcę tu mówić o problemie alkoholu i innych substancji odurzających na imprezach masowych. Psychodelia to było coś jak niedawno new rock revival czy wcześniej nu-metal. Etykietka. Pakowało się tam kompozcje pisane pod wpływem, kompozycje mające oddawać stan haju i kompozycje napisanie przez ludzi, którzy nie potrafili pisać kompozycji.
23 sierpnia 2007, 17:44:32
27
neunziger napisał(a):
oprócz tego co wymieniłeś są przecież jeszcze: hey jude, here comes the sun, taxman, eleanor rigby, twist and shout, come together, i want you, doctor robert, sgt. pepper’s…, help! itd. itd.
kurde, nie dałbym rady zrobić takiego rankingu, chyba że mógłbym przyznać coś koło 30 miejsc ex aequo ;)
23 sierpnia 2007, 21:48:07
28
Cici napisał(a):
Z przyczyn niekoniecznie wiadomych – nigdy nie wielbiłem Beatlesów. Ale szanuję to co zrobili, et cetera, et cetera ;]
<quote>Wish You Were Here. :P</quote>
Masz moje pełne poparcie ;]
23 sierpnia 2007, 23:27:23
29
artur napisał(a):
kur**! dopiero co się uwolniłem… a teraz przeczytałem to zestawienie i znowu „muszę” słuchać fab4 :D
Ludzie piszą głupoty, bo beatlesi kojarzą im się tylko z „She loves you” itd ;/
Jedyny zespół ’60 który ich przebija to sgt peppers lonely hearts club band :D
24 sierpnia 2007, 09:58:03
30
Emil napisał(a):
>Więc jak to jest u Was?
stan na okres: 6:15-6:30
10. Back in the U.S.S.R. (white album)
9. Eleanor Rigby (revolver)
8. Oh! Darling (abbey road)
7. Tomorrow Never Know (revolver)
6. Drive My Car (rubber soul)
5. I Want You (She’s So Heavy) (abbey road)
4. I Am The Warlus (magical mystery tour)
3. You Never Give Me Your Money (abbey road)
2. I Wanna Hold Your Hand (n/a)
1. Strawberry Fields Forever (n/a)
wow, prawie się popłakałem, jak zobaczyłem co nie weszło.
25 sierpnia 2007, 06:15:39
31
Bastian16 napisał(a):
Beatlesi są klasą samą w sobie.. A day in the life.. mhmm.. miodzio! Ale dla mnie Yesterday jest najlepsze..
28 sierpnia 2007, 12:49:39
32
Ciś napisał(a):
Hyh, ja nie potrafię jakoś sklasyfikować mojego uwielbienia dla Beatlesów ;)
Póki co na pierwszym miejscu jest Something, ale jutro już będzie I Want You, a pojutrze I Me Mine ;) Te trzy są najwspanialsze, a cała reszta równie boska :>
Jeszcze jedno. To, że słucham Beatlesów nie przeszkadza mi w słuchaniu Floydów, czy Stonesów. I nie potrzebuję jakoś ich umiejscawiać w rankingach. Wszyscy byli wspaniali, wszyscy byli inni. :>
Pozdrawiam.
29 sierpnia 2007, 22:36:54
33
Och napisał(a):
święta piątka:
Ticket to ride
Norwegian Wood
Hey Jude! (czy znacie kogokolwiek kto nie zaczyna nucić na końcowym la la la?)
Strawberry Fields Forever
Help!
31 sierpnia 2007, 21:02:08
34
Jerry N napisał(a):
Jakoś nie zauważyłem, by ktoś wspomniał o „Helter Skelter” – a ten utwór ukazuje najbardziej czadowe oblicze The Beatles. Grunge, niemal punk, przesterowane „do oporu” gitary i łomocząca „ile wlezie” perkusja, czyste szaleństwo – nieprzypadkowo ś.p. Kurt Cobain tak uwielbiał to nagranie (i cały tzw. „White Album”). Na nieszczęście lubił je też Charles Manson…
31 sierpnia 2007, 23:22:52
35
Redbull napisał(a):
Gamxxie, 5 utworów McCartneya i 5 Lennona. No, „A Day In the Life” nawet można zaliczyć jako po części wspólny utwór. Ale, ale, zauważyłem jakąś gafę (?):
„Dodatkowo jest to closer dla całego Abbey Road, właśnie tak kończy się jeden z najlepszych albumów The Beatles, i tak kończy się pewna era. Delikatnymi dzwonkami i odgłosem świerszcza.”
Czy Ty czasem nie masz źle poukładanego tego albumu na playliście? Przecież po tym jest jeszcze „Sun King” no i kończąca suita, a album kończy się utworem „Her Majesty”. Co jest Kamilu? :D
02 września 2007, 12:18:46
36
stkitten napisał(a):
coś w tym stylu, hehe
10 Across the Universe [Let It Be] / I Should Have Known Better [A Hard Day’s Night]
09 When I’m Sixty-Four [Sgt Pepper]
08 Back In The U.S.S.R. [The Beatles]
07 And I Love Her [A Hard Day’s Night]
06 A Hard Day’s Night [A Hard Day’s Night]
05 She’s Leaving Home [Sgt Pepper]
04 Here Comes The Sun [Abbey Road]
03 Lucy In The Sky With Diamonds [Sgt Pepper]
02 Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band [Sgt Pepper]
01 With A Little Help From My Friends [Sgt Pepper]
01 grudnia 2007, 20:54:29
Dodaj komentarz: