5.
Placebo - Without You I'm Nothing
Tak wysokie miejsce dla tego albumu może niektórych zdziwić, sam przyznaję, że jakieś szczególne dzieło to to nie jest. Lecz mam do Without You I'm Nothing jak i całego Placebo całą tonę sentymentu. Jest to kawałek mojego życia, gdzie pojedyńcze utwory przywołują obrazy z preszłości. Na pewno macie też takie płyty, co się będę tłumaczył. Swoją drogą, za tamtych czasów ten zespół był naprawdę porządny - jeszcze bez tego indie-gotyckiego imidżu. ;>
4.
Modest Mouse - The Lonesome Crowded West
Z rozmów z rodzicielką, za czasów, gdy intensywnie dręczyłem rodzine Modest Mouse w ogromnych ilościach:
-Czego Ty słuchasz, co to za muzyka?
-Najlepsza.
-Ale przecież on nawet nie śpiewa, drze się (wymowna mina, leciało wtedy bodajże Alone Down There)
-Ale jak się drze...
To co różni Lonesome i The Moon & Antarctica to tylko koncept tej drugiej. To dlatego ona jest uważana za najlepszy album Modest Mouse. W takim układzie The Lonesome Crowded West jest 'tylko' zbiorem zajebistych, żywych, zabójczych, energicznych piosenek. 70 minut materiału, przy którym nie ma mowy o sekundzie nudy. Każdy utwór zasługuje na to, by o nim pisać wypracowania. Ah, i Bankrupt On Selling, chyba mój the best song Modestów.
3.
Neutral Milk Hotel - In the Aeroplane Over the Sea
Gdy ten blog, powiedzmy, dopiero powstawał, popełniłem recenzję tego albumu. Przeczytałem ją dzisiaj i przeraziłem się. Pomijając okropny styl, to chyba za wcześnie powiedziałem hop. Pisałem o nim, a nie poznałem go jeszcze wystarczająco - dopiero później poznałem kolejne zachwycające strony tej płyty. Szczególnie songwriterski fenomen Jeffa Manguma, który ruszył całe Elephant 8. Co ciekawe, udało mi się rozpowszechnić ten album wśród znajomych, którzy najczęściej średnio przychylnie spoglądali na moje muzyczne rekomendacje - In the Aeroplane Over the Sea przyjeli ze sporym entuzjazmem. Na koniec nie mogę się powstrzymać przed przytoczeniem komentarza Papaja spod tamtej recenzji: "NMH jest świetne, genialne i basta, a Communist Daughter to już całkowity orgazm i ‘sperma plami szczyty gór’. A tak właściwie to świetna płyta, naprawdę więcej takich. " ;>.
2.
Radiohead - OK Computer
No i tu pojawia się problem. Bo co napisać o albumie, o którym powiedziano już absolutnie wszystko? Analizowano od pojedyńczych wersów po okładkę? Sprawdzano zależność między barwą głosu Yorka w Exit Music a sytuacją traw na stepach Akermanu? Przez wielu uznawany za album wszech czasów. A ja spotykam ludzi, którzy uważają, że znają się na muzyce rozrywkowej, a na pytanie o Ok Computer odpowiadają "no... coś tam słyszałem". Phi.
1.
Sigur Rós - Ágætis Byrjun
No i oto zwycięzca. Kto pamięta zamieszczaną tu kiedyś recenzje tego albumu wie, jak ciężko mi o nim pisać. Ponieważ jest to ponad godzinny lot ponad chmurami, czysta magia. Więcej niż muzyka, to jest coś co ociera się o granicę percepcji. Strasznie ciężko ubrać to wszystko w słowa, tak marnie wyglądające na tle tych dźwięków. W stosunku do muzyki bardzo rzadko używam przymiotnika 'piękny'. Ten album jest przepiękny, na każdej płaszczyźnie.
16
czerwca
2007


Komentarze do wpisu "Najlepsze płyty lat '90 - miejsca od 5 do 1":
1
Amused napisał(a):
Podsumuję cały cykl: płyty wielkie, owszem, ale nienadajace się dla mnie kompletnie do słuchania na codzień. ;)
16 czerwca 2007, 18:52:05
2
AleAle napisał(a):
>> A ja spotykam ludzi, którzy uważają, że znają się na muzyce rozrywkowej, a na pytanie o Ok Computer odpowiadają „no… coś tam słyszałem”. Phi.
Bardzo cieszę się z faktu, że nie uważam się za znawcę muzyki rozrywkowej, bo wtedy podpadałbym pod tą kategorię, nie xD
16 czerwca 2007, 18:52:20
3
snufkin napisał(a):
„Podsumuję cały cykl: płyty wielkie, owszem, ale nienadajace się dla mnie kompletnie do słuchania na codzień. ;)” tru ^^
IMHO, to dowodzi, że mamy zupełnie odmienne gusta ;)
16 czerwca 2007, 19:17:46
4
Gamxx napisał(a):
Ale z jakiego powodu nie na codzień? :> Jak dla mnie to tylko Sigur Rós pod to zdanie podchodzi :P
16 czerwca 2007, 19:18:52
5
Amused Monkey napisał(a):
Bo znam ciekawsze ;-P Radiohead jest taki bardzo… męczący na przykład. A w większości przypadków jest to po prostu za dobra muzyka, żeby przy niej pracować, uczyć się czy skupiać na czymkolwiek innym. ;)
16 czerwca 2007, 19:19:44
6
hcz napisał(a):
Zabawne… Nie słyszałem ani jednej z tych płyt (nie jestem dumny z tego powodu).
16 czerwca 2007, 19:52:28
7
plejeru napisał(a):
Pierwsza trójka taka jakby oczywista po wykluczeniu GY!BE i MBV ;) A Radiohead jest dość przyjemną muzyką, nie wiem gdzie się można przy tym zmęczyć... Jak najbardziej muzyka na codzień. :)
To może ja też swoją listę opublikuję? I skonfrontujemy ^^ Pomyślę :D
16 czerwca 2007, 20:34:07
8
Lanooz napisał(a):
Ja Placebo dałabym nawet na wyższą pozycje ;) Ale tak, wiem…patrzę na to wszystko zbyt fanatycznie :D
Będę musiała przesłuchać Sigur Ros…zdecydowanie. Nawet Gazeta Wyborcza musiała o ich napisać.
16 czerwca 2007, 22:12:01
9
Amused Monkey napisał(a):
Lanooz: tak, słuchałem ich już wcześniej, i też z gTV dowiedziałem się o ich koncercie. Czekam :>
16 czerwca 2007, 22:12:37
10
Lanooz napisał(a):
PS: W przypadku Placebo zgadzam się z Amused. Słucham ich bardzo często, codziennie – wtedy koncentruje sie tylko na muzyce. Wspominam, wspominam, przemyślam wiele rzeczy, po chwili się dopiero orientuje, że mam łzy w oczach.
Kolega niegdyś powiedział „Słuchając Placebo czuję się jak masochista” – trafne.
Ale koniec już o Placebo :D
16 czerwca 2007, 22:15:27
11
Camp0s napisał(a):
Red, słabo, ja znam 11. ;D
Zgadzam się co do Agaetis Byrjun, ale nie wiem czy powinno się ten album poddawać ocenie razem z np. Ok Computer. To zupełnie co innnego, ta płyta nie powinna podlegać klasyfikacjom.
16 czerwca 2007, 22:50:47
12
marcolphus napisał(a):
Radiohead jest jak Nirvana – przereklamowane.
17 czerwca 2007, 10:14:30
13
Filavandrel napisał(a):
Ciekawe zestawienie. Gratuluję włożonego wysiłku. Ja tylko retorycznie zapytam: gdzie Pavement, Portishead, Mogwai, Dismemberment Plan, Mansun, Primal Scream, Sonic Youth i Yo La Tengo? ;>
Ale oczywiście nie da się wszystkiego zmieścić w 25 pozycjach. Zaskoczyłeś mnie pozytywnie umieszczając Eels, wysokie miejsca Modest Mouse. Ja listę wyślę dopiero w piątek na FK, wówczas podyskutujemy nieco więcej.
17 czerwca 2007, 12:12:35
14
Gamxx napisał(a):
Heh, no odpadły – ktoś musiał [Pavement mnie nie rusza; Mogwai odpadł w konfrontacji z Godspeed, nie chciałem tych zespołów dawać razem; Portishead jeszcze kilka lat temu… ale nie teraz]. Ogólnie to i tak komfortowa sytuacje mialem, ze wzialem sobie 25 plyt ;D
17 czerwca 2007, 12:16:37
15
nee napisał(a):
„za tamtych czasów ten zespół był naprawdę porządny – jeszcze bez tego indie-gotyckiego imidżu” – wybacz, ale moim skromnym zdaniem dwie pierwsze płyty Placebo to szczyt ich ‘indie-gotyckiego imidżu’.
26 czerwca 2007, 16:13:46
16
Kaczy napisał(a):
A gdzie płyty DEPECHE MODE ????
ViOLATOR I SONG OF FAITH ????
30 czerwca 2007, 16:46:18
Dodaj komentarz: