11 maja 2007

W pewnej notce, przy akapicie o Peter, Bjorn and John napisałem: "Szwecja to jednak musi być fajny kraj". Dzisiaj mówię: Szwecja to MUSI być zajebisty kraj. Nie może być inaczej, skoro eksportują do moich uszu tyle wspaniałej muzyki. Pomijając już wspominanych PBaJ - chociażby The Field. Daje głowę, że będzie to elektronika roku 2007, idąc w ślady The Knife, który dokonał to rok temu. Także ze Szwecji. Dalej - The Mary Onettes, opisywany przeze mnie kilka dni temu. Na Pitchforku ukazała się recenzja ich debiutu, bardzo pozytywna. Widać, że redakcja PM czyta mojego bloga, i bierze z niego mini-hajpy ;D Cóż, opiniotwórczość, te sprawy.
No i przechodzimy do meritum. Kent poznałem przypadkiem, gdy potrzebowałem na gwałt jakiś chwytliwych rockowych piosenek, z wokalem po szwedzku. Polecony został mi właśnie ten zespół, za co polecającemu bardzo dziękuje ;)
Po pierwszym zetknięciu z Hagnesta Hill miałem mocno mieszane uczucia. Niby chwytliwe, niby rockowe - ale jakieś takie ckliwe, płaczliwe, wydawało mi się nawet tanie. Miałem podejrzenia, że słucham nie daj boże jakiegoś Szwedzkiego Bajmu, czy coś. Kilka przesłuchań wystarczyło, żeby rozwiać wątpliwości. Bliżej im do hm... ulepszonego, szwedzkiego Myslovitza. Z resztą - historia obu zespołów jest całkiem podobna. Kent powstał dwa lata wcześniej, za to płyty wydawali prawie całkowicie zgodnie, jak umówieni - '95, '96, '97, '99, '02. Także zgadza się data wydania ich najlepszego albumu - '99. Hagnesta Hill i Miłość W Czasach Popkultury. Kent ma w swojej ojczyźnie status niepodważalnej, chyba największej gwiazdy rodzimej sceny. Z Myslovitzem jest chyba podobnie, pomijając to, że nasi rodacy mają okropny gust.
Wracając do płyty - w całości śpiewana jest po szwedzku, co dodaje sporo uroku. Jak zwykle - nic nie rozumiemy, i nawet nam z tym dobrze - gdy przeczytałem losowy ich tekst po angielsku, raczej zachwycony nie byłem. No, chyba, że Musik Non Stop był mało szczęśliwym trafem, w teksty zagłębie się jeszcze.
Wokal odgrywa tutaj znaczącą rolę, daje sporo dramaturgii i zastępuje nieraz inne narzędzia - Kent na pewno wybitnymi instrumentalistami nie są. W tej muzyce chodzi o coś innego - emocje, nie zachaczając oczywiście o prostacki wydzwięk "EMOcjonalności", jeśli wiecie o co mi chodzi. Piosenki są niesamowicie proste w swojej konstrukcji, ale tym samym - genialne w swojej prostocie. Łapią nas za serce, ta muzyka jest po prostu ładna, śliczna. Z góry zakładam, że swoją urodą przypomina szwedzkie krajobrazy, bo ten kraj musi być niesamowity.
Nie jest to żadene alternatywne granie, żadne indie - nie ma się co łudzić. To pop-rock, o ile na Hagnesta Hill bardziej rock, to na kolejnej płycie - Vappen & Ammunition już bardziej mainstream. Ta druga z resztą przyniosła zespołowi niesamowitą popularność, nawet za granicami Szwecji.
Nie mam wyboru - muszę poznać resztę twórczości tego zespołu, jak to zwykle bywa - nie skończe, dopóki nie przyswoje wszystkiego. A Wam, jeśli nawet nie podzielacie mojego entuzjazmu - polecam zapoznanie się chociaż z Hagnesta Hill.

Komentarze do wpisu "Kent - Hagnesta Hill":

1 favicon slon napisał(a):

ale brzydka okładka

11 maja 2007, 16:45:10

2 Azrael Nightwalker napisał(a):

Jak chcesz naprawdę dobrą szwedzką muzykę to wrzuć The Crown i poczuj różnicę :>
(płyty: Deathrace King, Crowned In Terror, Possessed 13)

11 maja 2007, 16:51:21

3 Gamxx napisał(a):

Death Metal to chyba jednak nie moja bajka :D chociaż z dwa lata temu..

11 maja 2007, 16:53:09

4 Azrael Nightwalker napisał(a):

No to może Therion? Łagodniej, symfonicznie…
Albo Vintersorg – folkowo i progresywnie.

11 maja 2007, 16:54:14

5 snufkin napisał(a):

Coraz ciekawsze te Twoje recenzje ;)

11 maja 2007, 17:18:14

Dodaj komentarz:

Textile włączony ( szczegółowy opis znaczników ): *strong* | **bold** | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat. | # ol | * ul