08 maja 2007

Björk mnie nieźle oszukała. Volte zapowiadała jako powrót do korzeni - skoczność, przebojowość, przystępność jak z czasów Post. Współpraca z Timbalandem, producetem - hiphopową szychą. Do tego singiel - bardzo nośny, rytmiczny Earth Intruders, który dosłownie porwał mnie za pierwszym przesłuchaniem. Wszystko wskazywało na zwrot artystki o 180 stopnii, a tu psikus - Volta ma prawie taki sam awangardowy posmak jak Medulla. Myślę, że nie jestem sam w tych odczuciach. I właściwie - żeby do razu zaznaczyć - odetchnąłem z ulgą. Wcale nie chciałem przebojowej Björk, ascetyczne, humanistyczne wcielenie Islandki szalenie mi się podobało, co z resztą potwierdza recenzja dodana w marcu.
Tak samo jak w przypadku Medulli, przez nową płytę przedrzeć się nie było łatwo. W całości przesłuchałem dopiero za trzecim razem, oczywiście bez obaw, to musiało się zakończyć zachwytem. Nawet jeśli nie ogółem krążka, to pojedyńczymi utworami; z Björk jest tak zawsze.
Pomimo tych podobieństw w odbiorze, Volta różni się sporo od poprzedniczki. Duży nacisk położono tu na rytm, w większości piosenek możemy usłyszeć wyraźny kręgosłup dla partii wokalnych. Zgadzałoby się to z wizjami artystki, ostatnio czytałem w jakimś wywiadzie, że muzyka jest dla niej jak algebra (chociaż jak dla mnie, bardzo niefartowne porównanie).
Usłyszeć możemy również mocny ukłon w stronę etnicznej muzyki. W instrumentarium znalazły się takie cuda jak kora (21-strunowy instrument będącym połączeniem harfy i lutni) czy pipa, chińska lutnia. Zaproszono do współpracy 10-osobową islandzką sekcję dętą, która w niektórych momentach daje z siebie mocną porcję patetyczności. Niezbyt fajnie, ale da się przeżyć. Same egzotyczne instrumenty używane są z róznym skutkiem, raz pasują, niekiedy niesamowicie drażnią.
Tak jest przy otwierającym, wspomnianym już Earth Intruders. Po pięciu minutach, żywiołowa, świetna piosenka zamienia się w kilkudziesięcio sekundowe dudnienia. Okropnie to niepasujące, i wybijające z rytmu, no proszę - wyciąć. Utwór ten zainspirowany był koszmarem Björk, jednocześnie koszmarem dla Indonezji - tsunami. Jest to wizja fali stworzonej przez ludzi zalewającej Biały Dom. Nie jest to jedyny na tej płycie komentarz do sytuacji na świecie, jednak nikogo chyba to nie obchodzi, po co opisywać, skoro można posłuchać.
Opozycją do spontaniczności Timbalanda, miało być zaproszenie Antonego Hegarty, lidera grupy Antony & The Johnsons. Był to, moim zdaniem, strzał w dziesiątke. Antony cechuje się bardzo charakterystycznym, wibrującym i dramatycznym (nieraz aż przesadzonym) wokalem. Do Björk pasuje idealnie, najlepiej słuchać to w The Dull Flame of Desire, ponad siedmio minutowym utworze, opartym na koncepcji dialogu między wykonawcami. Zachwycił mnie najbardziej z całego albumu, jest prze-prze. Antony pojawia się również pod koniec - My Juvenile, chociaż tam nie jest już tak zjawiskowo. Jeżeli zaangażowanie Timbalada w projekt było dobrym pomysłem, to Antonego - genialnym.
Niestety, album ma też słabsze punkty - co gorsza, całkiem rozciągniete. I takie See Who You Are jest strasznie monotonne, jakby bez pomysłu. Podobnie Vertebrae by Vertebrae i kolejne Pneumonia, mimo, że bardzo w klimatach Medelluy, nie trafione i po prostu - nudne. Na szczęście budzimy się przy Declare Independence, który jest ostrym kopem wymierzonym przez naszą Bjorkównę. Agresywne, niemal industralne dźwięki atakują nasze uszy - a my szeroko się uśmiechamy. No kurde, ona to się potrafi wszędzie odnaleźć, nawet jako punkówa by sporo zwojowała ;) Czołówka.
Byłby to album znakomity. Byłby, gdyby nie ten środek nieszczęsny, kiedy można zapomnieć, że w ogóle czegoś słuchamy. Wlatuje mi to jednym uchem, wylatuje drugim. Volta jest dobra. Sami wiecie najlepiej, czy aż dobra, czy tylko dobra.

Komentarze do wpisu "Björk - Volta":

1 froger3 napisał(a):

+ mozna go kupić za 30 zł(w serii „zagraniczna muzyka, polska cena” czy coś takiego:).

08 maja 2007, 17:51:17

2 tomek napisał(a):

środek nudny, prawda, ale cała reszta miecie :o jeżeli nie podoba ci się końcówka Earth Intruders (mnie akurat tak), zainteresuj się wersją advance albumu, tam jej nie ma (w ogóle, tego tracka są trzy wersje – retail, advance i radio edit). album zapewne kupię, tylko jeszcze nie wiem gdzie i kiedy.

08 maja 2007, 18:05:11

3 favicon Och napisał(a):

środek albumu leży i kwiczy, początek i koniec lepiej ale… Volta jest dla mnie TYLKO dobra.
[gdzie za 30zł?!]

08 maja 2007, 19:38:48

4 tomek napisał(a):

chyba wszędzie, jak powiedziano, z plakietką ‘polska cena’. niestety w stereo biorę teraz większą paczkę, a volta obecnie tylko na zamówienie i muszę odłożyć zakup na następna okazję.

08 maja 2007, 19:46:26

5 tomek napisał(a):

oczywiście, wersja „normalna”. limited w digipacku, dvd/cd (coś pominąłem?) droższe (lim. kolo 60-70, dvd/cd 85 zdaje sie)

08 maja 2007, 19:47:44

6 favicon Aurora napisał(a):

No, czekałam, aż o tej płycie napiszesz.

Dla mnie nawe środek jest cudowny. Och, ach, jestem zachwycona.

09 maja 2007, 20:21:51

7 favicon plejeru napisał(a):

No środek leży, leży… Ale za to Antony’ego to kocham z utworu na utwor coraz bardziej… Tez tak chce spiewac :< No i Declare Indpendence, ktory wybija wszystkie zeby :D Niesamowitosc :D

Wersja polska pewnie nie ma ksiazeczki, nie?

09 maja 2007, 23:25:10

8 favicon aha napisał(a):

No proszę, Pan już na forum recek nie wkleja, a ja wchodzę i widzę całkiem interesujące artykuły ;) zapraszam ponownie ;)
No i fakt, co do tej płyty zgodzę się, chociaż i tak muszę jej jeszcze [niestety trochę na siłę :(] więcej posłuchać.

29 maja 2007, 22:22:32

9 favicon Verita napisał(a):

Nie jest to na pewno najlepsza płyta Bjork, ale też takowej się wcale nie spodziewałam… Jestem w pełni usatysfakcjonowana i jak zwykle mile zaskoczona :) Moim ulubionym trackiem jest chyba „Dull flame of desire”... Jak większość obawiałam się duetu Bjorkowej z Anthonym… ale jak się okazało zupełnie niesłusznie. Cudo! :)) No i „Declare independence”. Daje po kościach! :D Jak dla mnie lepsze niż „Pluto” ;]

06 czerwca 2007, 08:37:51

10 favicon Erycolacerta napisał(a):

„Obiecała lody, wzięła na lodowiec”- zbyt minimalistyczne jak na popową przyjemność, experymenty z rytmem zbyt schematyczne jak na Bjork, „Declare Independence” śpiewa niczym wku….ny teletubiś, metafizyczne sekwencje syren statków za krótkie, podobnież jak płyta… Ale całość sie broni. Bjork mimo 40 wciąż nieustannie zaskakuje nowymi sposobami śpiewu, niesłychaną oryginalnością i genialnymi koncepcjami. „Pneumonia” łamie serce, „Wanderlust” (najlepszy kawałek) to geniusz w czystej postaci, poprostu rzuciło mnie na kolana. Volta jest najsłabszym albumem Bjork ale i tak oceniam 6/10.

12 czerwca 2007, 15:46:19

11 favicon Heidi napisał(a):

To ja chyba jestem ślepa jakaś, bo tych wszystkich wad, o których mówicie, wcale nie widzę.
Dla mnie to jest po prostu piękne…

13 czerwca 2007, 13:58:46

12 favicon sławek napisał(a):

Mi też się środek płyty nie podobał, ale po pewnym czasie zmieniłem zdanie. Znowu Bjork mnie nabrała, na jej płytach nie sposób poznać się od razu. Mnie wciąż nie rusza utwór HOPE. Kawałek Vertebrae by Vertebrae uważam za najgenialniejszy.

25 września 2007, 22:38:32

13 favicon maretenebrarum.fbl.pl napisał(a):

Uważam Volte za dobry album.
Jednak dla mnie arcydziełem jest Vespertine i Medulla gdzie taką Bjork lubie. Nie moge zapomniec o muzyce filmowej z Tanczac w Ciemnosciach gdzie jest wspaniala, kto sluchal ten wie.

Wracając do Volty…
Uważam, że orkiestra dęta była mega strzałem w dziesiątkę gdzie moim zdaniem połącznie orskiestry i elektroniki w utowrze „Wanderlust” jest zachwycajace. Rowniez cenie sobie utwor „Hope” ktorego na samym poczatku nie lubilem.
Nie moge zrozumiec ludzi ktorzy wkurzaja sie o to dudnienie wlasnie. Uwazam ze to jest centrum calej plyty i o to w tym chodzi bo bez tego nie byloby Volty.
Mnie sie podoba. Zreszta kto lubi utwor „Pluto” to mnie zrozumie xD

Pozdrawiam :)

28 października 2007, 01:33:47

Dodaj komentarz:

Textile włączony ( szczegółowy opis znaczników ): *strong* | **bold** | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat. | # ol | * ul