16
kwietnia
2007
Fear of a Blank Planet to świeżo wydany album Porcupine Tree, potęgi w światowym rocku progresywnym. Steven Wilson wraz z kolegami od roku 1989 płodzą kolejne wydawnictwa z niesamowitą wręcz intensywnością. Mimo tego przesytu PT nie widać, a w Polsce mają zadziwjającą ilość 'fanatyków' (sam znam dwóch :D).
Na krążku znajdziemy sześć długich utworów (od 5 do 17 minut), po wstępnym przesłuchaniu mogę zaryzykować stwierdzenie, że wracają do formy po, jak dla mnie, słabiutkim Deadwingu. Osobiście nie będę recenzował tego albumu (odszedłem trochę od muzyki progresywnej, co chyba najlepiej po blogu widać), ale mogę polecić tekst (wspomnianego wcześniej z resztą) kolegi.


Komentarze do wpisu "Porcupine Tree - Fear of Blank Planet":
1
Koncertowy napisał(a):
mi dość daleko do rocka progresywnego, ale swego czasu Porcupine Tree było jednym z wyjątków i podobało mi się trochę kawałków, choć z reguły ciężko trawiłem całe albumy (taki chyba już urok progresywnego grania). W tym roku będę miał okazję zobaczyć ich na żywo na Hurricane Festival, więc nowa płyta to jazda obowiązkowa do zapoznania. Ale póki co musi trochę poczekać w kolejce do odtwarzacza ;) Tam od kilku tygodni króluje Modest Mouse i jakoś nie chce miejsca ustąpić ;)
16 kwietnia 2007, 18:21:15
2
Gamxx napisał(a):
Zazdroszcze Hurricana, wlasnie ze wzgledu na Modest Mouse ;]
16 kwietnia 2007, 18:23:12
3
Koncertowy napisał(a):
Dzięki :) Na pewno wrzucę obszerną relację u siebie. Zresztą wcześniej, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, zobaczę ich 7.06 w Berlinie na klubowym koncercie i to zapewne lepsze dla nich miejsce niż duży festiwal.
Zostawiając Modest Mouse, a wracając do Hurricane to, gdy porówna się line up z tym Openerowym to odnoszę wrażenie, że jeszcze musi kilka lat upłynąć, zanim na Openera będą przyjeżdżały kapele świeże, stojące dopiero u wrót wielkiej kariery, a jednocześnie już teraz wiele obiecujące. Od kilku tygodni staram się poznawać te mało znane zespoły, o których wcześniej nie słyszałem i kilka z nich mnie zachwyciło. Choć cenię Openera, to jak się rozwija, byłem w zeszłym roku i była to świetna impreza pod każdym względem (muzycznym i organizacyjnym), ale jednak mam wrażenie, że organizatorzy boją się zapraszać zespoły na dorobku. Próżno szukać na liście zagranicznych gości kapeli, o której nie byłoby głośno od minimum 2-3 lat. Może warto byłoby pójść tą drogą?
16 kwietnia 2007, 18:48:33
4
marcolphus napisał(a):
Mnie osobiście Fear… bardzo rozczarował. Ale machnę swoją własną recenzję i wtedy pogadamy ;-)
16 kwietnia 2007, 20:28:47
5
F.O.A napisał(a):
fantastyczna, fantastyczna… a o 4 rano smakuje lepiej niz cokolwiek innego. co dziwne ciagle bardzo lubie sluchac blackfield
16 kwietnia 2007, 20:29:22
6
marcolphus napisał(a):
F.O.A – Oj Blackfield to już w ogóle popowa kupa straszna ;-) Ale oczywiście tylko moim zdaniem.
16 kwietnia 2007, 20:30:05
7
Gamxx napisał(a):
U mnie dwa pierwsze przesluchania – reakcja podobna jak u marcolphusa, pozniej z kazdym przesluchaniem lepiej. (pomijajac fakt, ze jak slucham to mam wrazenie, ze na ktorejs ich plycie to juz slyszalem)
16 kwietnia 2007, 20:31:00
8
marcolphus napisał(a):
Może mi się odmieni – na początku Deadwing mnie zachwycał, a teraz wracam tylko do dwóch utworów (Arriving… i Glass Arm…), bo reszta mnie raczej nudzi.
16 kwietnia 2007, 20:32:21
9
AleAle napisał(a):
Mam obecnie tak samo z Deadwingiem, Arriving…, i może jeszcze coś po nim, ale najczesciej na tym się kończy. Pewnie FoaBP spotka taki sam los, gusta muzyczne zmieniają się wyjątkowo szybko.
16 kwietnia 2007, 21:02:48
10
Piotr Hosowicz napisał(a):
Chyba żartujesz – „Deadwing” słabiutki? Jest świetny. Poza Arriving … i Glass Arm … mój ulubiony to Mellotrone Scratch. Trtzy dobre kawałki na jednej płycie to nieźle, a reszta też jest nienajgorsza.
17 kwietnia 2007, 10:41:05
11
blackbird napisał(a):
Porcupine i nowa płyta, no tak, budzi rózne emocje,
ja w każdym razie Deadwing’a wziąłem w swoje łapki z 3-4 razy i moje uszy odrzuciły tą płytę jak organizm odrzuca niedobry lek,
natomiast FoBP słucham i słucham i… jest więcej niż znośny :)
pierwszy utwór od razu skojarzenia z Signify i utworem tytułowym, podobna motoryka kompozycji.
Generalnie jest nieźle moim zdaniem, ale mogło być zdecydowanie lepiej, przynajmiej ja na więcej sie przygotowywałem, aczkolwiek nie jestem „zawiedziony”
pozdrawiam
20 kwietnia 2007, 22:26:18
12
hodur napisał(a):
Fear of … strasznie slaba za pierwszym podejsciem, ale zobaczylem Porcupina na zywo w Newcastle 2 dni temu – zagrali cala plyta – SUPER . Teraz placze przy kazdym sluchaniu …
21 kwietnia 2007, 23:57:22
Dodaj komentarz: