Na listę najlepiej ocenianych płyt roku 2007 przebojem wdarło nagranie Neila Younga z Massey z roku 1971, w obecnym wydane. Coś w tym jest, że materiał zarejestrowany 36 lat temu wygrywa jak narazie ze wszystkim, co powstało w tym roku. Oto kolejny znakomity argument dla tych, którzy uważają, że na przełomie lat 60 i 70 trawa była zieleńsza, a muzyka muzycz... lepsza.
Jest to zapis konceru w Toronto, pełna sala. Young występuje tam zupełnie sam, biorąc broń w postaci gitary akustycznej i fortepianu, dostaje za zadanie oczarować publiczność. Jego talent, forma (początek lat siedemdziesiątych, jego najlepszy okres) i charyzma sprawiają, że bardzo szybko nawiązuje znakomity kontakt z publicznością. Neil w przerwach między utworami opowiada ich historię, żartuje, rozbawia publiczność. Stwarza z nią pewnego rodzaju więź - godne podziwu, zważywszy na to, że nie miał za sobą nikogo. Ładne podsumowanie tego znajduje się po przedostatnim Dance Dance Dance - otrzymuje ponad trzy minuty owacji!
Jakość nagrania jest wysoka, co ciekawe - zapis koncertu jest kompletny, od początku do końca - o ile dobrze słyszałem - nic nie zostało wycięte. Dzięki temu możemy posłuchać nawet takich szczegółów jak strojenie gitary - niby nic, a świetnie pomaga wczuć się w klimat, który panował na miejscu.
Okazuje się, że Neil Young, zanim jeszcze zaczął produkować masowo przeciętne (i słabe naprzemian) albumy, zaczynał karierę w inponujący sposób. Popatrzmy - koncert odbył się w roku 1971, czyli Young miał wtedy na swoim koncie tylko 3 albumy (Neil Young, Everybody Knows This Is Nowhere i After the Gold Rush). Postanowiłem wykonać małe obliczenia - wychodzi, że gdy wykonywał tego seta miał za sobą dopiero 8% kariery (liczone do teraz). Wiem, że takie obliczenia mijają się z celem, ale dobrze, symbolicznie obrazują na jak wczesnym etapie wtedy Young był. Mimo to - miał na swoim koncie już takie przeboje jak "Helpless", "Cowgirl In The Sand", "Down By The River", "Don't Let It Bring You Down" czy "The Needle And The Damage Done".
Nie znam jego nagrań z dużo późniejszego okresu, jednak chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że ta płyta to dobry przekrój przez twórczość Younga. Przez ograniczenia techniczne, wykonywał jednak te spokojniejsze, jednoinstrumentalne utwory. Powszechnie koncertówki traktowane są jako pożywka dla fanów artysty. Z tą płytą jest jednak inaczej - polecam absolutnie każdemu, jeśli jeszcze nie zapoznałeś się z nagraniami Neila - to znakomita okazja. Tym, którzy już znają - niczego nie trzeba rekomendować.


Komentarze do wpisu "Neil Young - Live At Massey Hall 1971":
1
Amused napisał(a):
Jeśli nie słyszałeś Live Rust w wykonaniu zespołu Neil Young & Crazy Horse, to ciężko ci będzie docenić Neila Younga.
Posłuchaj. Przebija wszystko, co Neil stworzył, kiedykolwiek. Polecam ^^
09 kwietnia 2007, 12:45:07
2
Radek napisał(a):
Z całym szacunkiem dla Neila ale moim zdaniem Cat Stevens jest lepszy.
09 kwietnia 2007, 14:09:52
3
Latajacy_Pies napisał(a):
http://pl.wikipedia.org/wiki/Neofolk
ekhem…
19 lipca 2007, 16:20:57
4
Latajacy_Pies napisał(a):
i to się tyczy chygba karzdej płyty w tym dziale:P
Neo Folk to cos zupełnie innego… to zdefiniowany gatunek.
19 lipca 2007, 16:22:37
Dodaj komentarz: