Chciałbym tu pisać o płytach nowych, świeżych, dopiero co wydanych. W kolejce do poznania aktualnie mam jakieś tysiąc dwieście sto piętnaście albumów, a i tak słucham czegoś, co powstało siedem lat temu. No i jak tu pisać o nowościach, gdy dorosłe już dzieci geniuszy nie dają spać po nocach?
Przy okazji ostatniej recenzji Hope & Sorrow Wax'a Tailora wspominałem o Since I Left You The Avalanches. Powróciłem do niej na chwilę (w domyśle miała być chwila), no i dokładnie tak samo jak kiedyś, trzasneła mną o podłogę.
The Avalanches to grupa sześciu djów i producentów z Australii. Projekt jednopłytowy. Najważniejsze: album całkowicie złożony z sampli. Ile ich było? Podobno około dźiewięćuset. 900.
Dokonali prawie niemożliwego, bowiem połączyli ten ogrom materiału w jeden spójny ciąg. Zgrali to z sobą idealnie, wszystko tu pasuje do wszystkiego, tworzy piękną całość. Strumień dźwięków płynie nieprzerwanie od początku do końca albumu, nie ma ciszy między utworami. Brak tu najkrótszego momentu, w którym mógłbym się nudzić. Dźwięki zmieniają się jak w dziecięcym kalejdoskopie, z nim style, klimat, historie. Pozazdrościć wyczucia.
Do tego, jakby było mało, jest to jakby concept-album. Może nie jedna, rozbudowana historia, ale takie przecięcie przez nasze życie. A raczej jego najbardziej skrajne momenty, emocje, które chyba każdemu chociaż raz w życiu towarzyszyły.
Mimo, że często zahacza o te mniej radosne chwile naszej egzystencji, album to zdecydowanie optymistyczny, radosny. Muzyka dosłownie tryska energią, drży, wibruje, podskakuje, śmieje się. Poprawia mi humor nawet. Warto zauważyć, że to idealna ścieżka dźwiękowa do ciepłych, letnich dni. Być może na plaży czy na rowerze. Sam, gdyby mnie bawiło leżenie na gorącym piasku, słuchałbym przy tym Since I Left You. Ale mam 100 metrów do jeziora, dzieciństwo w 1/4 przeżyte nad wodą i znudziło mi się to dawno temu.
Jest Ci smutno, nikt Cię nie rozumie, dziewczyna opuściła, mafia ściga, a własny pies olewa? Posłuchaj tej płyty, źą.


Komentarze do wpisu "The Avalanches - Since I Left You":
1
snufkin napisał(a):
O! W takim razie trza będzie poznać ;)
05 kwietnia 2007, 17:11:55
2
marcolphus napisał(a):
Zupełnie nie rozumiem zachwytu nad The Avalanches. Takie sobie pitolenie, które nawet w momencie wydania było już lekko nieświeże – parę lat wcześniej wiele kapel grało tak samo. A to, że użyli 900 sampli to też nic nowego – Meat Beat Manifesto swego czasu (na początku lat 90-tych) też używało wyłącznie sampli, tyle, że nikt nie policzył ilu. IMHO nie ma sie czym podniecać...
05 kwietnia 2007, 21:23:26
3
Kisiel napisał(a):
Dla mnie jest to jedna z tych płyt, za które jakoś trudno mi się zawsze zabrać. Ale jak już ją włącze to odlatuję...
06 kwietnia 2007, 10:32:29
4
Mr K. napisał(a):
Podpisuję się pod notką.
Since I Left You to jedna z tych płyt, która reprezentuje gatunek z mojego punktu widzenia zupełnie nie interesujący, a mimo to robi na mnie duże wrażenie.
06 kwietnia 2007, 17:00:48
5
golden napisał(a):
ta cd chyba daja jako gratis do przelotow na hawaje
i like i bym jeszcze dodawala do kazdej dvd z filmem ‘club dread’
to najlepiej na tego psa ktory olewa
08 kwietnia 2007, 14:40:16
6
Teeta napisał(a):
cd poznałam jakieś parę lat temu i nadal jestem pod wrażeniem, bardzo mi się podoba :] teraz mi się o niej przypomniało i cieszę się, że ją w końcu wydali, muszę mieć ją u siebie na półce ;D
22 września 2007, 20:42:46
7
skunimitsu napisał(a):
O czym wy ludzie piszecie??!! Ta plyta jest jedna z najlepszych plyt jakich slyszalem w swoim zyciu(a slyszalem duzo).Co z tego ze ktos kiedys robil musyke wylacznie z sampli.Oni to robia unikalnie,kazdy kawalek na tej plycie jest zajebisty i niepowtarzalny.Jest to cd ktore bym zabral na bezludna wyspe.Reszta leszczy ktora uzwaza ze ta plyta jest do bani,nich dalej sluchaj Mandaryny i Kaji Paschalskiej
09 lutego 2008, 01:08:24
Dodaj komentarz: