Sukcesy niektórych zespołów powinno mierzyć się ilością samobójstw popełnionych przez ich fanów. Na myśl przychodzą od razu takie kapele jak Joy Division czy The Cure, a ja do grup godnych tego niesmaczengo miernika dodam Xiu Xiu.
Zespół powstał w Californii na samym początku dwudziestego pierwszego wieku. Nazwę zaczerpnął od filmu Tian yu, a raczej imienia głównej bohaterki. Xiu Xiu to nastoletnia Chinka, którą obejmuje komunistyczny program przymusowego edukowania rolniczego. Zostaje wysłana na odległe stepy Tybetu, daleko od bliskich, bez możliwości kontaktu - ma pomagać w hodowli bydła. Brutalna rzeczywistość zmusza ją do prób powrotu do domu - nieznajomi mężczyźni oferują jej pomoc w zamian za jej ciało, gdy ona w desperacji zgadza się - jak nie trudno się domyśleć, wykorzystują ją.
Ta smutna i brutalna historia może pomóc Wam w wyobrażeniu sobie klimatu tej płyty. Ona właśnie taka jest - smutna, przerażająca, dobijająca i brutalna. Takie ostatnie tchnienie samobójcy, paranoiczność wyrażona w dźwiękach.
Skoro mowa o dźwiękach. Gdy pierwszy raz usłyszałem Szu Szu (tak wymawiamy tę nazwę) miałem wątpliwości, czy aby na pewno tego da się słuchać, i czy płyta przypadkiem się nie uszkodziła, i z tego takie brzmienie.
Przystępność i łatwość w odbiorze, to byłyby dwie pierwsze cechy, które wymieniłbym, gdyby zapytano mnie o kontrasty dla tego albumu. Stukanie, pukanie, trzaski, skrzypenia, klaski - gdy pojawia się gitara cieszymy się, że możemy na chwilę odpocząć od tej nieznośnej na pierwszy rzut ucha kakofonii. Ale z czasem to wrażenie przechodzi i uświadamiamy sobie, że tu wszystko jest znakomicie zaplanowane, i ma swoje dopasowane miejsce. W tych wszystkich chaotycznych, świdrujących, schizofrenicznych odgłosach jest wbrew pozorom porządek, który prowadzi do jednego - urzekania nas.
Liderem kapeli jest Jamie Stewart, kolejny charyzmatyczny artysta, ze jego charakterystycznym wokalem postawiłbym go pomiędzy Ianem Curtisem a Robertem Smithem. Głos Jamiego to kolejna cegiełka do psychodelicznej mozaiki jaką tworzy Xiu Xiu. Schizoidalny, raz wrzeszczy, krzyczy (Blacks) napawając nas niepokojem i przerażeniem, a chwilę później delikatnie, melancholijnie melorecytuje tekst (Sad Pony Guerilla Girl).
Płytę otwiera właśnie ten kawałek - Sad Pony Guerilla Girl, który czaruje z początku milutką melodią, a później chwytliwym refrenem, z przedziwnym tekstem - "I like my neighbourhood / I like my gun / Driving my little car / I'm your girl and I will protect you". Te słowa potrafią później świdrować nam w głowie naprawdę długo - mimo tego ciężkiego charakteru płyty. Ale długo to nie potrwa, już końcówka openera zapowiada, że nie będzie wcale tak miło. Atakują nas wściekłe skrecze, a miła atmosferka się kończy. Dalej tylko smutek przeplatany z muzyczną schizofrenią i szaleństwem.
Na uwagę zasługuje Fast Car, cover Tracy Chapman. Jest to ballada dosłownie wyszeptana przez Stewarta.
Jeśli jesteś w stanie przełknąć porządną dawkę muzyki mocno neurotycznej i psychodelicznej - polecam. Nie jest to łatwy orzech do zgryzienia dla naszych uszu, ale zakochać się można dosłownie. Gdy tylko muzyka przebije się przez jakieś nasze granice estetyki do tej pory przyjęte i akceptowane.
Ps. Czy ta okładka nie jest genialna? Naprawdę niesamowicie wiele mówi o tej płycie. Bez żadnego dzwięku. Gdy na nią trafiłem kiedyś, wywołała u mnie niepochamowny uśmiech. Teraz już się nie śmieje.


Komentarze do wpisu "Xiu Xiu - A Promise":
1
marcolphus napisał(a):
Okładka tej płyty zajmuje wysokie miejsca wśród wszelkich rankingów na najgorsze okładki płyt ;-)
14 lutego 2007, 18:31:43
2
Gamxx napisał(a):
Też bym ją tam wsadził przed przesłuchaniem płyty, chociaż może nawet nie – jest przezabawna :d Ale po przesłuchaniu zmieniłem całkowicie podejście. Taka krzycząca, waląca bezradnością po oczach – idealnie dopasowana do treści.
14 lutego 2007, 18:35:02
3
froger3 napisał(a):
okładka genialna EOT:)
14 lutego 2007, 20:10:50
4
czarnowidze napisał(a):
zgadzam sie, co do okladki i plyty – genialne.
15 lutego 2007, 20:04:48
5
abmaximus napisał(a):
Joy Division XXI wieku! Świetna płyta! A okładka wymiata! :)
28 lutego 2007, 21:49:40
6
jaba napisał(a):
sad pony wpada w ucho,a te atomowe tamtamy pod koncowke 2 utworu?!mozg eksploduje,apistat commander(i’m addicted),strasznie to dziwne jak szybko mozna przezwyczaic sie do kakofonii dysonansow i po prostu ostrej speed corowej napierdzielanki,przezwyczaic sie i w koncu uzaleznic,heh bo tu przeciez wszystko to dziki krzyk duszy,,,moj brat powiedzial ze xiu xiu brzmi jak maszyny w tartaku,coz racja jest tu troche chaosu(troche?)tartak+charyzmatyczny vokal jakiegos drwala,,,a nawet bym sie na taki koncert przeszedł:).taaa zdecydowanie najbardziej pokrecony przepoetyzowany tartak w historii muzyki.No a co do okładki to sie zgodze z ta bezradnoscia,jest w tym cos z brudnej niskobudzetowej pornogafii,,,goly japoniec z hikikomori i plastikowa lalka,spleen spleen spleen,no raczej nie nastraja to pozytywnie,ale doskonale oddaje charakter płyciwa,,,milego sluchania i niechaj zwyciezy czeczenia,,,,,jaba the greatest fan ever
11 czerwca 2007, 10:43:12
Dodaj komentarz: